Witam Serdecznie. Mam na imię Krystian [27 lat] i właśnie od ponad tygodnia, moja kobieta po 6 latach przeżywa dziwny okres, kryzys, nie wiem jak to nazwać po prostu Nie wiem co takie zachowanie oznacza?? Jedni mówią – „daj sobie spokój”, drudzy co przeżyli podobnie cos takiego, że „czas pokaże, czy to prawdziwa miłość”. Jak to jest – czy po utracie tak kochanej osoby, są szanse na powroty i bycie szczęśliwym?? Psycholog Joanna Stelmach: Witaj Krystianie! Z pewnością to trudny czas dla Ciebie – Twoja Ukochana nie jest pewna, czy chce z Toba być, czy Ty jesteś tym jedynym dla niej… I dla niej to ciężkie chwile – na pewno nie chce Ci sprawić przykrości, jednocześnie nie jest do końca pewna, co czuje i czego chce, i woli to jeszcze przemyśleć w samotności. Doceń jej szczerość. To, że Ciebie Nie oszukuje, nie udaje czegoś czego nie ma, ale uczciwie przedstawia Ci swój stan. Najwyraźniej jest coś, co przeszkadza jej poczuć się z Tobą całkowicie bezpiecznie i spokojnie. Możesz zadać ukochanej następujące pytania, które mogą Was przybliżyć do znalezienia przyczyny jej zwątpienia: Wiele powodów może być przyczyną takiego zachowania! To do Twojej kobiety należy przyjrzenie się swoim obawom, nazwanie ich – i dobrze byłoby – podzielenie się nimi z Tobą. Porozmawiajcie ze sobą szczerze. Potem wspólnie, uczciwie oceńcie co się dzieje w Waszym związku i zadecydujcie o jego dalszej formie. Czy w samotności partnerka może się przekonać, że Ty to Ten Jedyny i na zawsze? Może za Toba zatęsknić, poczuć, że jej Ciebie brakuje, przemyśleć wszystkie za i przeciw Waszego związku i ewentualnie podjąć ostateczną decyzję. Jednak takiej pewności nie uzyska nigdy na 100 %! Nikt nie ma przypisanego sobie tylko jednego jedynego partnera i nikogo więcej. Jest wielu ludzi na tym świecie, z którymi możemy stworzyć szczęśliwy związek! (choć oczywiście każda więź jest niepowtarzalna, jedyna w swoim rodzaju). Zawsze jednak jest szansa na powrót i bycie szczęśliwym po chwilowym rozstaniu! Chcesz poczekać na narzeczoną, to zrób to, tak długo, jak uznasz to za stosowne. Pamiętaj jednak, że jeśli zdecyduje się odejść, przyjmij to z wdzięcznością, bo to także będzie akt miłości z jej strony, dar uczciwości względem siebie i Ciebie. Jeśli odejdzie, będzie to oznaczało, że ta osoba nie jest już najlepszą dla Ciebie partnerką! Uzyskasz wtedy wolność i możliwość znalezienia kobiety, która pokocha Ciebie tak mocno jak Ty ją, zaakceptuje Ciebie bez zastrzeżeń, będzie pewna, że chce być z Tobą. Myśl jak najbardziej pozytywnie o Waszej przyszłości, twórz radosne wizje wspólnego życia – jednak nie przywiązuj się do nich jak do jedynego możliwego wariantu rozwoju wydarzeń dającego Ci szczęście. Wiedz, że cokolwiek wyniknie, nawet jeśli to nie będzie zgodne z tym, czego teraz najbardziej chcesz – będzie najlepsze dla Ciebie i dla Niej. Zaufaj życiu, bądź pewny, że z tą partnerką, czy z inną – zaznasz szczęścia w miłości. Zasługujesz na nie! Życzę Ci powodzenia i morza Miłości! J Joanna Stelmach
Minął jak mówię 2 tydzień jak nie jesteśmy razem, ona twierdzi że nie wie czego chce nie jest pewna i chce pobyć sama, przekonać sie na 100% czy ja to jestem ten na zawsze.
3 miesiące temu zaręczyliśmy się i przed zaręczynami była podobna sytuacja, ja bardzo chciałem jej pokazać jak ja kocham i wiedziałem już wtedy po tym okresie, że to ta jedyna. Zgodziła się, przyjęła pierścionek, ale przez ten okres 3-miesięcy związek nie był tak piękny, były gorsze i lepsze dni, ale ona w kółko miewała humory i często potrafiła robić drakę z czegoś, co w ogóle nie powinno takiego zachowania powodować.
Teraz pytając i rozmawiając z nią wczoraj mówiłem – „proszę Cię, jeśli kochamy się, dajmy sobie szansę”, itd. Natomiast ona napisała mi, że na dzień dzisiejszy jest jej bardzo ciężko i że nie chciała być w takiej sytuacji, gdzie jest niepewna. Powiedziała – „nie mogę powiedzieć, że Cię nie kocham, ale jest tak, że nie potrafię określić co to jest”. (…)
Jak mam się nastawić?? Chcę na Nią czekać, bo bardzo ją kocham. (…)
Warto byś sam, w czasie oczekiwania na partnerkę, przemyślał sytuację w Waszym związku, odpowiadając sobie na pytania:
Nastaw się więc tak:
Brak podobnych artykułów.






















czy jest jakas mozliwosc dowiedzenia sie jak potoczyla sie sytuacja u krystiana??? jestem w takiej samej sytuacji i ciekawi mnie czy zdecydowali sie byc razem??? zycze wam tego!! pozdrawiam..
Wszystko pomyślnie się skończyło
Polecam być cierpliwym i jednak nie naciskać, a poprostu nie dać o sobie zapomnieć.
Teraz nasza miłość jest jeszcze bardziej silna niż przed rozstaniem.
Pozdrawiam
Krystian.
Gratuluje !!!
Cierpliwość ? ale czy tak się da po 11 latach związku i decyzjach o ślubie, dzieciach. Zrozumiałem już dzisiaj że kobiety potrzebują się dowiedzieć czy to ten na 100% i do tego potrzebują czasu.
Ja nie dałem rady cierpliwie czekać, wracałem do rozmowy na okrągło aż postanowiłem się wyprowadzić by dać powietrza. Ale rozmowy, pytania, dociekania były przy każdym spotkaniu. Aż zrobiło się nie miło i doszło do ostrych kłótni. Teraz już jest lepiej zacząłem na to patrzeć pod kątem „nic nie trwa wiecznie”. To już czwarty miesiąc naszego rozstania a spokoju z miesiąc i jest mi z tym coraz lepiej. Ja zacząłem oddychać i myślę że ona też.
Najgorsze będą Święta Bożego Narodzenia …….
Naprawdę Gratuluję i zazdroszczę.
Powodzenia !!!
Pozdrawiam
witam!!! mam podobną sytuację jak krystian… czy krystian może udzielić mi kilku wskazówek? czy jest szansa bym mógł z nim wymienić kilka zdań?? bardzo mi zależy na mojej dziewczynie…
Witam.
Z tej strony Krystian.
Niestety po zejściu się wtedy po 3miesiącach z sobą rozstaliśmy się ;(
Nadal to przeżywam, wiązałem się z 2kobietami po tym wszystkim, ale to nie to samo.
nadal kocham moją ex nic na to nie poradzę, ona jest teraz z innym partnerem, ale utrzymujemy kontakt jako taki, najgorsze ze ona mi mowiła ze takiego jak mnie to nie ma juz i ze tylko mi mogła ufać a teraz tak nie ma.No ale tkwi w tym związku wiec chyba jej to pasuje.
To jest bardzo ciężkie przeżycie i męczy mnie psychicznie bo ciągnie się już rok a ja nie potrafię zapomnieć o niej…
Z miłością się nie walczy, jej trzeba się poddać i to stwierdzenie jest prawdą, jeśli ktoś kogoś bardzo kocha to zrobi wszystko aby to ratować, ja byłem gotów na to ale ona …
Pozdrawiam wszystkich tych których dotknęło to samo.
P.S nie traćcie nadziei na lepsze życie, ja obecnie staram się wyciszyć i wszystko poukładać a czas pokaże.
Jak długo można czekać zwłaszcza gdy jest dwoje dzieci.Jesteśmy w separacji przychodził do naszych synów no i do mnie oczywiście też a jakiś miesiąc temu zniknął i nie mamy żadnego kontaktu.Jeśli nie czekać to jak wybić sobie z głowy?
Pani Joanno, dziękuję serdecznie za te wszystkie pytania, które sugeruje Pani by zadać partnerowi. Skorzystam z nich nawet jeśli on – czyli mój były partner uzna to za trochę dziwne i niechętnie do tego podejdzie. Między mną a nim jest różnica wieku – ja jestem starsza- zbliżam się do trzydziestki, on ma 26l. Pomimo tego połączyła nas miłość, która była dla mnie wyjątkowa. Byłam szczęśliwa. Oczywiście były rzeczy które mi przeszkadzały, ale nie były one związane z jego charakterem i mogły być wyeliminowane przez pracę nad sobą. Każdy ma takie rzeczy… Widziałam jego gorsze cechy i byłam w stanie akceptować by żyć razem, oczywiście miał mnóstwo pozytywnych cech: mieliśmy podobne cechy charakteru, spędzania wolnego czasu, szanowaliśmy swoje pasje, odrębności i dawaliśmy sobie miejsce na przestrzeń do oddychania. To był mój najlepszy związek w życiu. On mnie zostawił. Podejrzewam że się przestraszył deklaracji, odpowiedzialności i małżeństwa. Jestem po terapii psychologicznej, która rozpoczęła się jeszcze przed naszym związku, która dała mi pewną umiejętność nazywania i rozpoznawania emocji i uczuć innych osób. Oczywiście pewność czy to były rzeczywiste powody powstania dowiem się dopiero gdy on mi to szczerze wyjaśni. To tyle tytułem wstępu. Mój były chłopak pisał do mnie maile i smsy z wyznaniami jaka byłam wyjątkowa, jaka ważna dla niego, jaka wartościowa była nasza relacja. Postanowiłam że mogę dać nam drugą szansę. Jeśli… powody powstania ustały, bo moim zdaniem to jest kluczowe by nasza relacja mogła się udać. Nie wiem czy już mamy wspólne życiowe priorytety-co jest przecież najważniejsze. Tak, chciałabym by on się ze mną ożenił. Nie od razu, ale pod warunkiem że będzie między nami miłość. Ja mimo upływu dwóch lat od powstania nadal o nim myślę, nawet myślę że go kocham-ale nie chcę nadużywać tego słowa, bo kochałam go kiedyś, a teraz przecież mógł się zmienić w sposób który będzie nie do zaakceptowania. Bardzo bym chciała żeby nam się udało, nie z powodu mojego lęku przed samotnością czy innych pobudek, dla których ludzie są w związkach z rozsądku. Nie chciałabym jednak tak cierpieć jak wtedy gdy mnie zostawiał. Każdy związek niesie ze sobą ryzyko porażki, a taki ponowny związek chyba tym bardziej. Od naszejrozmowy o powrocie minęły trzy tygodnie. Poprosiłam byśmy nie kontaktowali się jeszcze przez jakiś czas, bo jestem właśnie przed obroną doktoratu i nie chcę się rozpraszać i zajmować tym teraz. Wrócimy do tematu po mojej obronie. Czyli jeszcze trzy trzygodnie. Powiedziałam mu że wrócę do niego warunkowo, jeśli ustały przyczyny rozstania. Chcę z nim przeprowadzić kilka porządnych rozmów o nas, szukam na to sposobu. Boję się że czar randek przesłoni mi zdrowy rozsądek. Chciałabym żeby on pokazał mi czy dojrzał, co ważne-żeby tak naprawdę było. Nie chcę popełnić błędu. Ania a.
na wstępie przepraszam za pewne błędy stylistyczne i gramatyczne z poprzedniego komentarza… Pisałam go z komórki, a to znacznie utrudnia sprawę. Chciałam jeszcze dodać coś do powyższego. Podczas rozmowy o rozstaniu poprosiłam go by przemyślał to, dlaczego mnie zostawił i porozmawiamy o tym na spokojnie. On odpowiedział mi od razu, że nie miało to nic wspólnego ze mną, że to o niego chodzi. Powiedziałam mu też że moim zdaniem jest Piotrusiem Panem (powiedział że mam rację) , i poprosiłam żeby zastanowił się czy to możliwe by kiedyś dorosnął i wskazałam na kapitalnego faceta pod 50. Kubę Wojewódzkiego, który nadal nie jest gotowy na deklaracje i zobowiązania. Jestem w stanie poczekać na niego trochę, jeśli jest sens. Czy zna Pani takie pary?
Witaj Aniu!
Szukam w pamięci i w tym momencie przychodzą mi do głowy pary, w których mężczyźni decydowali się na pracę nad sobą nieco „za późno”, tzn. gdy ich partnerki były już tak zmęczone jakością związków, że postanawiały je zakończyć.
Bywało, że po deklaracjach poprawy następował powrót partnerów do siebie, jakiś czas było lepiej, i niestety często znów pojawiały się podobne zachowania.
Według mnie ogromnie ważne jest autentyczne zaangażowanie człowieka w samorozwój.
Nie tylko deklaracje, czcza gadanina.
Jeśli obserwujesz, że mężczyzna czyta książki, które dotyczą jego „słabości”, uczestniczy w kursach, czy podjął się terapii – i są tego zauważalne skutki, jeśli stawia sobie konkretne cele i zmierza wytrwale do ich osiągnięcia – to dobrze rokuje!
Jeśli ktoś naprawdę chce się zmienić, rozwinąć -i faktycznie pracuje nad sobą – będą tego pozytywne efekty!
szczerze powiedziawszy bardzo miło zaskoczyła mnie Pani, tym że poświęciła Pani chwilę na odpowiedź. On na pewno czyta dużo książek, niekoniecznie psychologicznych, na szczęście ostatnio trafił na kilku mężczyzn, którzy o miłości potrafią dojrzale myśleć i mówić. Otoczenie też jest bardzo ważne. Podejrzewam jednak że problem jego jest złożony i silnie zakorzeniony. Sam przyznaje, że to w dużej mierze wina mamy i rodziców, którzy pokazali mu że małżeństwo to męczenie się ze sobą, to kompromis tak daleko idący, że w zasadzie zatrącający indywidualizm. Chciałabym mu pokazać że jest inaczej, ale myślę że może być potrzebna terapia. Materia jest niezwykle delikatna, bo przecież na samym początku trudno kogoś namówić na coś takiego. Zresztą podczas naszej rozmowy zasugerowałam mu że powinien się takiej poddać, na co on odpadł, że to chyba jeszcze nie ten etap – w domyśle , że sam może sobie z tym poradzić… Zobaczymy. Na szczęście to mądry facet, do którego trafia siła argumentu, a gdy byliśmy parą bardzo liczył się z moim zdaniem. Widziałam że Pani oferuje spotkania poprzez skype- to świetny pomysł. Zastanawiam się czy jego strach przed zaangażowaniem to praca na indywidualną terapię czy dla par? Może i moja dojrzałość emocjonalna jest na wysokim poziomie, ale obawiam się że w związku z ogromnym bólem po rozstaniu, o czym przecież nie tak łatwo zapomnieć, mogę mieć dużą dozę podświadomego lęku, że on – gdy dojdziemy do etapu zaangażowania, znów ucieknie. Mam nadzieję, że moja wypowiedź jest jako tako spójna, bo znów pisze z komórki. Ania
aha- jeszcze jest czas, gdy nie mamy kontaktu, więc nie mam nic więcej do powiedzenia na temat jego przemyśleń czy tego, czy wykonał jakąś pracę nad sobą i czy rzeczywiście chce się zmienić … dla mnie, a może dla siebie. P.S. Oczywiście sprawdzam co u niego zerkając na jego profil na facebooku
Zacznę od słów: " Jeśli coś kochasz, a chce odejść – puść to wolno. Jeśli wróci – jest Twoje… Jeśli nie, nigdy Twoje nie było…
Owszem on wrócił – i pomyślałam jest mój – a w zasadzie zadzwonił po 7 tygodniach. Zadzwonił po tym jak zostawił mnie z dźwiękiem słów cyt: "nie było miedzy nami chemii…, jeszcze do tego wiek (jestem od niego starsza o 7 lat) i doświadczenie (jestem po rozwodzie i mam 9 letniego syna on kawaler bez zobowiazań), bardziej potrzebowałem kochanki niż partnerki… Mimo wszystko odebrałam telefon całkowicie zapominając o bólu i zaniżonej swojej samoocenie przez jego słowa, na którą tak długo pracowałam, po rozstaniu z meżem, aby wkońcu powiedzieć swojemu ja, "jesteś piekną, młodą, atrakcyjną, inteligentną, madrą, zaradną, niezalezną finansowo, wspaniałą matką, empatyczną, energiczną, pełną ciepła kobietą… Dlaczego sie odezwał? Bardzo żałował, że tak mnie potraktował. Bardzo za mną tęskni, ciągle o mnie myśli itp. Zanim się z nim spotkałam upłynęło około 4 tygodni. Do tego czasu duuuużo rozmawialiśmy przez telefon. Nadmienie tylko, że do pierwszego rozstania żadne z nas nie powiedziało sobie słowa "kocham Cię". W końcu sie spotkaliśmy. Zaczęlismy się spotykac czesciej. Ja byłam bardzo ostrożna z słownym wyrażaniem emocji jakie przeżywałam choć moje zachowanie wobec niego jednoznaczne wyrażało "kocham Cię". Czy mu to powiedziałam? No własnie nie. On sam pewnego dnia stwierdział, mówiąc do mnie "kochasz mnie tak?". Co mu odpowiedziałam? Nie zaprzeczyłam, ale też nie powiedziała, że 'tak kocham Cię". Powiedziałam, że boję sie mu to powiedzieć, bo nie chce cierpieć przez niego. Ale w miarę rozwijania się historii płynełam, ponownie sie otwierałam, angażowałam w nasz związek. Padło wkoncu słowo "kocham Cię", z jego strony natomiat słowa "też Cię kocham, ale po swojemu". Zapytałam – co to znaczy? Odpowiedział "myślę o tobie codziennie, tesknie, jak jestes przy mnie dodajsz mi sił, energii, ale nie wiem czy jestem w stanie kochać tak do końca". I dał mi odczuć po pewnym czasie dokładnie po 4 miesiacach, że jego miłość do mnie nie istnieje. Starałm sie ogarnąć jego przypadek. Już myślałam, że jest aleksytymikiem. Bo chłód bijacy czasami od niego potrafiłby zamrozic najgoretsze serce. Ale z drugiej strony potrafił nazwać emocje, ale nie mówił o nich głośno, a napewno nie często. Uciekał od takich tematów gdzie chciałam, aby powiedział co czuje do mnie, co myśli o nas.Powtarzał "niech to idzie pomału". Ok niech idzie – pomyslałam. Nie naciskałam,ale coraz czesciej chodziłam smutna, ze łzami w oczach, zabierał mi pozytywną energię. Aż w końcu zebrałam siły i powiedziałam, że to koniec. Tak dalej być nie może. Po szczerej rozmowie powiedział, ze mnie nie kocha. Owszem, że to nie moja wina, ze to nie przeze mnie. Poprostu nie jestem kobietą z którą chciałby spędzic resztę swojego życia (on ma 28 lat). Ale chce utrzymywac kontakt. Nie zgodziłam sie na to absolutnie. Zabroniłam mu podejmowania jakichkolwiek prób kontaktu ze mną. Oczywiście złożył deklaracje typu "zawsze mozesz do mnie sie odezwać, napisać. Jeśli bedziesz cos potrzebowała to zawsze Ci pomogę…itp". Powiedziałam – żegnaj, a on tylko – czesc.
Czy słowem czesć i oferowaną pomocą oznacza to pozostawienie sobie otwrtej furtki? Pierwszym razem stwierdził, ze to nie to. Wrocił. Drugim razem ponownie stwierdził, ze to nie to. I co po pewnym czasie moze teraz dłuższym, ale wróci? Bo co czas i dojżeje? Czy to już faktycznie koniec z jego strony?Jest mi z tym ciezko – bardzo. Nie chce mieć żadnej nadziei, a bynajmniej miec siłę aby już nigdy wiecej nie odebrać od niego telefonu. Nie odpowiedziec na żadną z jego strony zaczepkę. Na myśl przychodzi mi teraz prawo przyciagania czyli jeśli mówię, ze – nie chcę, to tak naprawdę – chcę, zeby jednak powiedział "kocham Cię". Tylko czy po takim doswiadczeniu można mu zaufać? Zdobywał mnie, a gdy już zaczynałam sie otwierać – odpycha mnie. A może jest uzależniony od fenyloetyloaminy, której zwiazek chemiczny podobny jest do amfetaminy - podobnie pobudza, daje duzego kopa czyli "mam motyle w brzuchu", gdy ich nie mam szukam nowego dostawcy – kobiety?
Cały ten rozdział tej historii nie jest długi. Zaledwie rok, a tyle się wydarzyło. Tyle emocji pozytywnych i zarazem negatywnych przyniósł. Jak tak ma moje życie miało z nim wygladać to czy nie powinnam z kazdym dniem zapominać o nim…? Po czterech latach bycia samej zakochałam się, zaufałam choć jestem rozsadną, a jednak dałam się ponieść. Czy mam żałować? W czym upatrywać plusów? Jeszcze nigdy w takiej sytuacji nie byłam: kochanie, ale bez wzajemnosci. I nie umiem sobie z tym poradzić. Przecież jestem bardzo wartosciowym człowiekiem…więc dlaczego on sie nie zakochał?
Zaprogramowani społecznie na posiadanie miłości mylimy miłość z warunkowaniem. Zadajemy pytanie za co mnie kochasz i to jest właśnie uwarunkowanie. Czy można kochać za coś? Wyobrażacie sobie kochać ideał? To równia pochyła do kompleksów. Więc co jest z tą miłością? Trafnie omawia to Bashar. Powala na kolana logika spojrzenia tego kolesia. Jest tylko jeden problem, żeby chcieć wysłuchać na luzie co ma do przekazania. Czy to coś zmieni u rozczarowanego miłością? Początkowo nic, bo uczucia trzymają w "niewoli" dosyć długo. Później przychodzi okres akceptacji nowej idei, też długi, a na końcu pojawia się śmiech! Z czego? Nie zdradzę zakończenia! Odkryj je SAM !