Toksyczny związek jest wzajemnym uzależnieniem, dlatego aby się od niego wyzwolić niezbędna jest pomoc profesjonalisty – doradcy, psychologa, terapeuty, jak też wsparcie bliskich – rodziny, przyjaciół. Trzeba włożyć wiele wysiłku, aby ujawnić swój kod powodujący przyciąganie i trwanie w takim związku. Należy go rozpoznać i przetransformować. Nie tylko wiedzieć czego nie chcę (cechy „chorego” związku), ale też dokładnie sprecyzować i wypisać na kartce czego i kogo chcę (cechy „zdrowego” związku). Takie rozróżnienie jest bardzo potrzebne, ponieważ wtedy dokładnie widzisz, czy kolejny związek, który stworzysz w przyszłości, przejawia cechy zdrowego partnerstwa.
Samopoczucie i trwanie w toksycznym związku bardzo dobrze opisuje list Bogumiły. Próbuje zmienić sytuację i poszukuje odpowiedzi na pytanie „Jak wyzwolić się z takiego związku?”
Tomasz
Witam, piszę do Państwa, bo od dłuższego czasu mam problem z moim partnerem-niepartnerem. Nie umiem sama sobie z tym poradzić a nie mam dość odwagi, by pójść na rozmowę do psychologa. Chodzi o to, że jestem w toksycznym związku. Ponieważ trochę to już trwa (niedługo zacznie sie 5 rok, choć z przerwami, także w sumie może ze 3
lata jesteśmy ze sobą), to oboje zdajemy sobie sprawę, że nie tak powinien wyglądać związek. Jak rozmawiamy na spokojnie, to wiemy, że to nie może wyjść, że już było tyle rozstań i powrotów, że nic dobrego i przyszłościowego z tego nie będzie. A jednak wciąż do siebie wracamy. Nie umiemy żyć bez siebie. (…)
Jak wyzwolić sie z takiego związku??? Oboje wiemy, że ten związek-niezwiązek nie wychodzi nam na dobre. On wie i przyznaje, że mnie krzywdzi i wie, że nigdy nie przestanie, nie zmieni się, że ja będę cierpieć. Ale nadal jesteśmy ze sobą. Nie potrafię tego zakończyć. Jak go nie ma, to „oddycham”. Ale jak tylko sie pojawi znowu, to nie wyobrażam sobie życia bez niego. Czy istnieje jakiś sposób na wyzwolenie się? Jak wytłumaczyć mu, tak żeby zrozumiał, żeby dał mi spokój?
Bardzo proszę o pomoc, bo ten niby-związek niszczy mnie. Już nie jestem tą samą osobą co kiedyś – jestem nerwowa, nie potrafię się cieszyć, plączę bez większego powodu, nie widzę sensu życia. Boje się czy nie jestem o krok od depresji.
Z góry dziękuję za pomoc. Pozdrawiam. Bogumiła
psycholog Joanna Stelmach:
Witaj Bogumiło!
Nasze życie jest wynikiem naszych świadomych i nieświadomych decyzji – Twoje także.
Jeśli coś jest w Twoim życiu, to znaczy, że sama to przywołałaś i zdecydowałaś się na to, że do czegoś to co się dzieje jest Ci potrzebne.
Pomyśl o tym, dlaczego tak długo jesteś w toksycznym związku? Co takiego cennego otrzymujesz od partnera? Jakie Twoje ważne potrzeby są dzięki niemu zaspokojone? Jakie lęki wyciszone? Czy to, co otrzymujesz dzięki temu związkowi możesz uzyskać od innych bliskich osób, lub zadbać o zaspokojenie tych potrzeb sama?
Tkwisz w związku, który przysparza Ci cierpień. Kto Cię tego nauczył, kto z ważnych Tobie osób przekazał Co wzorzec takiego postępowania? Pamiętaj, że Nie musisz powtarzać ich błędów, zawsze masz wybór postąpić po swojemu, według swoich własnych norm i kryteriów.
Wyzwolisz się uświadamiając sobie swoje dziedzictwo, przekazy wyniesione z dzieciństwa i wczesnej młodości, które nakazują Ci teraz kontynuować to, co sama uważasz za niedobre dla siebie.
Wyzwolisz się pozbywając się lęków dotyczących przyszłości , wątpliwości dotyczących tego, że zasługujesz na szczęście, lęków przed samotnością, przed tym, że lepszego partnera nie znajdziesz.
Wyzwolisz się podwyższając swoja samoocenę, nabierając pewności co do tego, że jesteś wartościową, wspaniałą kobietę, która zasługuje na wspaniałego faceta, z którym możliwe będzie stworzenie zdrowego, trwałego związku.
Wyzwolisz się nabierając przekonania, że nie żyjesz po to, by cierpieć, ale po to by kochać i być kochaną, by cieszyć się tym pięknym Życiem! Stwórz sobie szczegółową wizję swojego szczęścia – siebie szczęśliwej, we wspaniałym związku – i upajaj się nią codziennie, wierząc, że jej realizacja jest możliwa! Tą mentalną pracą przywołasz wybrane przez siebie doświadczenia, urzeczywistnisz je!
Kiedy Ty się wyzwolisz, on da Ci spokój. Dotrze to do niego kiedy tylko zobaczy w Tobie zdecydowaną pewność, że już nie chcesz z nim być. Że to już postanowione.
By do tego momentu dojść może Ci być potrzebne wsparcie profesjonalisty. Nie wstydź się udać się z wizytą do psychologa – od tego jest, by pomagać ludziom w takich sytuacjach! Twój obecny stan niech będzie dla Ciebie wezwaniem do zadbania o siebie i swoje życie!
Joanna
P.S. Cały serwis Piękna Miłość poświęcony jest związkom, dlatego prawie każdy artykuł niesie ze sobą istotne informacje. Zachęcamy do zapisania się na Biuletyn„. Na szczególną uwagę zasługują także posty: Jakie są cechy zdrowego związku?, Kryzys w związku, czyli czas na zmiany!, Pochwała kryzysu.
Ponadto: Związek kontrolowany, Czy warto tkwić w toksycznym związku.
Pozdrawiamy i wszystkim Czytelnikom życzymy Pięknej Miłości
Joanna & Tomasz
Podobne artykuły na PieknaMilosc.pl:
- Nieszczęśliwy w związku partnerskim Pytająca: Marek mówił, że jest dla mnie jedynie problemem. Czy mógł wobec mnie szczery mówiąc, że rzucił mnie bo...






















Witam, powyższy list zmobilizował mnie do głębokiej refleksji na temat własnego związku. Czytajac go czułam jakbym to ja była jego autorką.
W moim związku od bardzo dawna występuje opisany schemat ale nigdy nie przyszło mi do głowy, że mogę tkwić w toksycznym związku. Ja również potrzebuję pomocy bo sama nie uwolnię się od tej niszczącej relacji.
witam ja tkwie w takim małzeństwie i niepotrafię się z niego uwolnić.boję się samotności i sama nie potrafię już normalnie funkcjonować a wiem że mój mąż nie daje mi nic więcej jak ból i kolejne rozczarowanie.nie wiem czemu pogodziłam się z takim stanem rzeczy ale gdzieś tam wiem że niepownno tak być.niestety tylko to wiem..
witam, ja tez jestem ofiara toksycxznego związku już blisko 5 lat, chce odejsc – niby odeszłam ale mnie straszy że załatwi moje koleżanki, boje się iść na uczelnię, wracać do domu, już jestem wrakiem człowieka, boję się chciałabym zeby umarł, zniszczył moje życie które kiedyś było szczęśliwe.
najpierw były drobne kłótnie, potem kontrola – od 5 lat nie byłam nigdzie z koleżankami a mam 23 lata…. boję sie mam dość proszę mi pomów- napisać jak mam do niego mówić bo brakuje mi argumentów, nie wiem co powiedzieć jednego dnia przyznaje mi racje i odchodzi niby pogodzony, ja sie cieszę, a 2 jest pod uczelnią uśmiecha sie a jak nie chcę podejśc straszy, ze zaraz pogada z koleżanką, która tak mnie przekabaciła. już nie mam siły nie widze sensu zycia dalej z tym chorym, podłym człowiekiem, którego nienawidzę. a ostatnio rozstalismy się bo mnie zdradził- cieszyłam się myślałam, że to koniec męk, ale jest jeszze gorzej, płacze, grozi, kiedyś na jedynej wspólnej imprezie rodzinnej tak się opił, ze poniżył mnie przed dalszą rodziną prawie mnie pobi, chciał się zabić. pomocy kochani pomocy.
Dzien dobry,
czy juz udalo Ci sie wyzwolic z tego zwiazku?? to jest bardzo chory czlowiek z ktorym jestes, musisz poszukac sobie profesjonalnej pomocy,zacznij od psychologa,idz do jakiejs poradni,porozmawiaj z bliskimi,przyjaciolmi,moze i trzeba bedzie udac sie na policje,ale musisz koniecznie cos z tym zrobic bo napewno dobrze sie to nie skonczy, poszukaj pomocy i znajdz osoby ktore sie na tym znaja i pomoga Ci i psychicznie i prawnie,
pozdrawiam
No to witam w klubie…oby nikomu sie nic nie stalo,a te nie dobre zwiazki udalo sie zakonczyc. Ja jestem w podobnej sytuacji od ok 2 lat…Juz 2 razy odeszlam, ale wrocilam….litosc…i teraz co mi to daje, ten zwiazek??? co zaspokaja, dobre pytanie…
Witam wszystkich serdecznie, od 9 lat jestem w związku. Szkolna, pierwsza miłość. od co najmniej 5 lat chce odejsć i nie potrafię. boje sie czegoś, czego? nie wiem.
Byłam zawsze osoba pełną optymizmu, radości, pewną siebie i wierzacą w siebie. Skończyłąm dwa fakultety (Akademia Med. i chemia), realizowałam wszystkie zamierzone cele…
Jak jest teraz………….
Teraz to leczę sie na depresjei zespół lęku uogólnionego. Zatraciłam wiarę we własne wartosci, czuje się jak zero, czuje sie nieatrakcyjna, jak Panna Nikt.
Mimo wszystko dalej tkwie w zwiazku, dlaczego?
Dlatego, że to mnie jest go żal, za to ze w młodym wieku stracił matkę i ze jakos mu się w zyciu nie układa, ze ma pecha. Daje mu wszytsko o czym człowiek może tylko marzyć, ale jestem ciagle ta złą. Tyle zmarnowanych lat……
Witam niestety i ja tkwie w takim zwiazku od 2 lat i juz nie daje rady… tak bardzo bym chciala, zeby mi ktos pomogl przez to przejsc i tak bardzo chce znowu byc szczesliwa i pelna wiary w siebie, byc osobą, dla ktorej nie ma zadnego problemu.
A ja staram sie przemowic do mojej przyjaciolki, ktora jest w takim zwiazku i jest tego swiadoma. Jest nieszczesliwa, wciaz placze, cierpi. Nie wiem juz co mam zrobic, zeby ja zmotywowac do jednej decyzji…
Przez ten zwiazek wszyscy ja stracilismy, jest jak w klatce. Zaczelam wyrazac swoje zdanie bardzo otwarcie i bez ogrodek. Chyba sie obrazila. Co zrobic? JAk jej pomoc?
Zachęcam do podpisywania komentarzy, wtedy innym będzie łatwiej odpowiedzieć na nie.
pozdrawiam
Tomasz K
Z całym szacunkiem dla wszystkich wypowiadających się i narzekających na związki itp. z mojego doświadczenia głównym problemem jest brak komunikacji z partnerem i wzajemna niedojrzałość emocjonalna, jako że o problemach które trawią takie toksyczne związki rozwodzą się tony publikacji a wielu z tych toksycznych partnerów po prostu nie rozumie o co w tym chodzi i na każdą próbę odbicia się od dna wybucha gniewem albo chowa głowę w piasek. Ludzie gadajcie a problemy da się rozwiązać a taki związek będzie mocniejszy.
Pozdrawiam Mario
Witam jestem młodą doświadczoną osobą. Zawsze miałam powodzenie u płci przeciwnej, ponieważ jestem atrakcyjna. Od roku mieszkam z facetem, który przeżył śmierć ojca i podobno od tamtego momentu stał się nerwowy. Nie możemy się w ogóle dogadać gdy zaczyna się jakaś rozmowa on mi ubliża, krzyczy -raz w furii pod wpływem alkoholu mnie pobił (nie dotkliwie), ale jednak. Całe mieszkanie się sypie bo już wszystkie szyby porozwalał, uważa że nic złego się nie dzieje… szkoda słów boje się od niego odejść bo mi nie jednokrotnie groził, że sam sobie coś zrobi lub mi coś zrobi. Byłam kiedyś zwykłą fajną dziewczyna. Teraz boje się odezwać pytana o godzinę przez obcego mężczyznę. Boje się że mój chłopak mnie zabije. Nie wiem jak od niego uciec tak żeby mnie nie znalazł. Z drugiej strony nie chce mamy narażać na niebezpieczeństwo, bo ma małą córeczkę. Z jednej strony go kocham z drugiej nienawidzę za to jak mnie nawet czasem nieświadomie krzywdzi, jego rodzina stoi murem za mną i to też mnie jakoś przytrzymuje przy nim. Częściej jest źle niż dobrze. Do mamy nie chcę wrócić i on o tym wie bo z mamą to nie za dobrze mi się układa. Wykorzystuje to. Nie wiem gdzie szukać pomocy, nie wiedziałam że kiedykolwiek mnie to spotka….
Witam mam 30 lat i troje dzieci.5 lat temu maz przyznał sie ze ma kobiete urodziło nam sie wtedy trzecie dziecko.Trzy lata walczylam zeby nasza rodzina była rodzina on jednak wyżywał sie na mnie psychicznie i fizycznie po 3 latach on zazadał rozwodu prosił zeby byl za porozumieniem stron obiecywal ze sie wyprowadzi .Rozwód dostał jednak nadal mieszka ze mna i dziecmi i nadal traktuje mnie jak swoja wlasnosc poniewaz nas utrzymuje bedac nadal z tamta kobieta.Odważyłam mu sie sprzeciwstawic i własnie poszłam do pracy jego nienawisc do mnie sie przez to pogłebila .Ja jaz nie mam sily tak zyc tym bardziej ze poznałam kogos kto traktuje mnie jak człowieka jak prawdziwa kobiete jednak boje sie ze jak były maz sie dowie bedzie jeszcze gorzej .Pomozcie jak sie uwolic z takiego zwiazku nie krzywdzac dzieci.Dodam ze on dobrze zarabia a ja dopiero zaczelam pracowac do tej pory dawał mi tylko pieniadze na podstawowe rzeczy robil zakupy do domu i placił rachunki.Boje sie ze jak odejde nie dam rady utrzymac dzieci jednak jestem załamana nie moge tak dlzej zyc pomózcie
Do AnnyL:
aż trudno mi uwierzyć w taką sytuację. Jest to ze szkodą dla wszystkich, dla Ciebie, dla Twoich dzieci – które widzą i czują, że między rodzicami jest źle. Poradziałbym zostawić męża, wystąpić o alimenty. Chyba wszystko jest lepsze niż tkwić w takim czymś.
Zyczę duuzo siły !
Ja także tkwię w takim toksycznym związku-nie związku,bo sama nie wiem czy my już jesteśmy ze sobą,jeszcze jesteśmy czy też już nie jesteśmy…pogubiłam się.Od dawna potrafi tylko zawodzić,a ja stałam się okropnie nerwowa.Istniejemy chyba w dwóch światach.Kilka razy próbowaliśmy razem mieszkać,ale nigdy nie trwało to dłużej niż dwa miesiące.Po prostu nie mogłam wytrzymać tego co on wyprawiał!Teraz oczekuję jego dziecka.Za 6 tygodni ma się urodzić,a on,odchodzi,wraca,ja raz się cieszę raz mam go dość.Teraz widzę go raz na dwa tygodnie,a po prawie każdej próbie zawieszenia broni powstaje nowa wojna.Mam wrażenie że niebawem oszaleję.Nie radzę już sobie sama ze swoimi emocjami.POMOCY!
Ja tez jestem w toksycznym zwiazku od 5 lat ,codziennie slysze jaka to jestem beznadziejna nic nie wiem ,jestem leniwa itp.Od 2 lat nie pracuje i prawie nie wychodze z domu ,nie moge nawet sie odedzwac czasami ,bo on nie chce mnie slyszec,ale sam moze wyzywac mnie do woli i ja musze sluchac.Boje sie odejsc!!!
Koleżanko (komentarz z 14 lipca), ja jestem w takiej sytuacji, jak ty. Koniec lipca nam też mija 5 lat związku, ale od co najmniej 2 lat nie jest dobrze, jest źle i tyle. Na początku było wprost idealnie, była moim oparciem, wsparciem i wszystkim tym, co najlepsze mi się trafiło. Ojciec nas zostawił i wszystko się wywróciło do góry nogami. On był przy mnie od tego momentu, rok później zamieszkaliśmy razem, budowaliśmy wszystko od nowa … sama nie wiem, kiedy to się zawaliło. W czerwcu, kilka dni przed moimi urodzinami, on się mi oświadczył, powiedział, że wie, co ma i nie chcę nic zmieniać. A tymczasem, to jest zupełnie inaczej. Nie rozmawia ze mną, jak kiedyś, w ogóle nie chce mnie słuchać, ciągle słyszę, że się do niczego nie nadaję, nic nie robię dobrze, same obelgi słyszę, straszy mnie, że wyląduję pod mostem, bo on ma gdzie wrócić (do rodziców), a mnie nikt nie chce, nawet moja własna rodzina (rodziców nic nie obchodzę). Jestem tylko służącą, która musi wykonywać wszystkie jego polecenia, nic nie mogę zrobić, bez zapytania o zdanie, nie mam własnego życia, wszystko musi być tak, jak on chce, bo on rządzi. Pracuję, mam dobrą pracę, ale z mojej pensji trudno mi będzie samej się utrzymać i tak to ciągnę, ale już nie mam siły. On nie szanuje, mnie, mojej pracy, a dobre słowa słyszę, jak coś potrzebuje ode mnie. Kilka razy próbowałam targnąć się na swoje życie, ma nerwicę i już nie daję rady. Jestem sama z tym, nie mam komu powiedzieć. Proszę pomóżcie, nie mam siły, tak dalej żyć.
Witam
Kieruję te słowa do wszystkich kobier, które wypowiadają się na temat swoich związków.
Widzę jak jesteście bezradne.
Macie prawo do normalnego życia,
macie prawo do wolności psychicznej i fizycznej,
macie prawo do bycia szanowanymi i kochanymi, do realizacji siebie w życiu, do realizacj tego wszystkiego co czujecie,że jest dla was dobre.
Nie pozwólcie poniewierać sobą, podejmujcie decyzje zgodne z waszymi potrzebami, walczcie o siebie i bądźcie w tm odważne, walczcie o własne życie,żeby nie żałować kiedyś,że przegrałyście. Warto znaleść czas dla siebie i zastanowić się. Bóg stworzył nas wszystkich wspaniałymi ludźmi, nie jesteście mniej ważne niż mężczyżni z którymi tworzycie związki. Uwierzcie kobiety w swoją niezaprzeczalną wartość. Walczcie o swoje życie, drugiego nie będzie.
Życzę wam dużo sił i wiary
Pozdrawiam Ewa
ja też nie wiem jak mam skonczyc ten chory związek. Kiedy z nim koncze "partner" za wszelka cene chce mnie zobaczyc, bo wie, że wymiękne…
Kochani,
A co gdy problem z odejściem mają obie strony w związku? Co gdy nawzajem zdradzają się, poniżają, rozstają co kilka dni, a po kilku dniach niewidzenia się obie dostają szału, wpadają w rozpacz i biegną do siebie by przytulić się i choć przez chwile pobyć razem, kochać się namietnie..? A po chwili znów nienawiść płonie w ich sercach.. Za kilka dni 4ta rocznica poznania sie.. to była prawdziwa namietność, miłość od pierwszego wejrzenia, dwoje dojrzałych ludzi, 2 rozbite rodziny, 3 nieszczęśliwych dzieci.. i dwoje bardzo nieszczęśliwych ludzi, którzy wiedzą, że nie wolno im sie spotykać, ale wzajemne przyciaganie jest zbyt silne.. Ona: była piekną, madrą kobieta, wspaniałą matką, dobrą zoną przez kilkanaście lat..była szczęśliwa i spełniona jako zona, matka, kobieta.. teraz jest wrakiem emocjonalnym, potrafi godzinami i dniami leżeć i patrzeć w sufit.. nie cieszą ją dzieci, nie cieszy wiosna.. ale wciaż ma nadzieję, że On zniknie pewnego dnia, ale tak bardzo boi sie tego dnia, że ma tez nadzieje, że ten dzień nigdy nie nastąpi.. walczyła, próbowała odejść kilkadziesiat razy, zmieniała pracę, wyjechała na kilka niesięcy, poznawała innych próbujac na siłę zwiazać się i zapomnieć.. nic z tego.. bez szans. ON: zostawił dla niej żonę i syna, jest przystojny, męski, ma duże powodzenie u płci przeciwnej.. kocha kobiety, ich różnorodność, ich piękno. Próbował załozyć nową rodzinę z Nią, nie udało się, stchórzył, nie jego dzieci, nie jego dom, nie jego życie.. zaczął uciekać, szukać.. znalazł. Próbował odejść, po 3 dniach wrócił na kolanach błagając o wybaczenie..Po miesiacu znow szukał, wiedział, że musi odejść, dusił się.. znów spróbował.. i znów.. ale wciąż wracał, bo miał świadomość, że takiej kobiety, i takiego uczucia nie znajdzie u innych.. porównywał i żadna nie była w stanie dać mu tego co Ona.. tych emocji, pożądania,żadna nie kachała tak zarliwie. W końcu znalazł i odszedł naprawdę, zakochał się. Ona nie dawała spokoju błagając o litość, zadając wciąż pytanie dlaczego??? więc wracał co noc, przytulał ją, kochał i przepraszał, scałowując jej łzy.. po kilku tygodniach nie wiedział już kogo kocha naprawdę i w którą stronę chce iść. Pogubił się. Zaczął chodzić od jednej do drugiej.. Wciąż gonił tą, która uciekała.. Co noc tulił inne ciało, tak samo żarliwie wyznając miłość.. Obie wiedziały o sobie, obie próbowały odejść wiele razy, On nie pozwalał żadnej…. Ta historia wciąż się dzieje, każdy dzień przynosi nowy ból, nowe cierpienie każdej ze stron. Kobiety znają się, rozmawiają ze sobą, obie kochają i obie boja się kolejnego dnia.. bo On może zniknąć. 2 mądre wspaniałe i piekne kobiety w sidłach chorego uzaleznienia od mężczyzny. Meżczyzny, który nie potrafi dokonać wyboru. Ta MIŁOŚĆ JEST CHORA. ONA TO WIE BARDZO DOBRZE, OD 2 LAT CZYTA KSIAZKI O TOKSYCZNYCH ZWIAZKACH, PROBOJUE SIE WYZWOLIĆ, TA MIŁOŚĆ NIC NIE DAJE A ODBIERA WSZYSTKO. GODNOSC, HONOR, RADOSC ZYCIA..A JEDNOCZEŚNIE TAK BARDZO PRZYCIĄGA, dAJE TAK WIELE, ZE NIE MA NAWET CIENIA SZANSY BY ODEJŚĆ, BY SIE UWOLNIĆ..PRZESTAJE JUZ NAWET PRÓBOWAĆ, BO ZNA SCENARIUSZ, KTÓRY OD LAT SIE POWTARZA.. BYŁA WIELE RAZY U PSYCHOLOGÓW, PSYCHIATRÓW.. GDY ODSZEDŁ NIE SPAŁA 3 TYGODNIE, BY USNĄC BRAŁA SILNE PROSZKI I PO 2 GODZINACH BUDZIŁA SIĘ PRZERAŻONA BY PŁAKAĆ DALEJ,..CICHO W PODUSZKĘ BY DZIECI NIE SŁYSZAŁY. RADOSC WRACAŁA TYLKO GDY PRZYCHODZIŁ NA CHWILĘ BY KARMIĆ JĄ, KOCHAĆ I POCIESZAĆ – ODZYŁA GDY WRÓCIŁ, TERAZ WIE, ŻE NIE MOŻE ODEJŚĆ, MOŻE ZYĆ TYLKO PRZY NIM, ŚWIAT BEZ NIEGO NIE ISTNIEJE. TO NIC, ŻE JEST INNA, JĄ KOCHA MNIEJ, ONA MUSI KIEDYŚ ODEJŚĆ, NIE WYTRZYMA, BO ONA JEST SILNIEJSZA.. PRZECIEZ PRZYCHODZI BY BYĆ Z NIĄ, BY JA KOCHAĆ, BY DAWAĆ JEJ CHOC PRZEZ CHWILE NAMIASTKĘ SZCZĘŚCIA… KONIEC:-( LALA
Witam bardzo serdecznie…głęboko z Wami i zranionymi uczuciami…wylałam morze łez-wybaczałam wielokrotnie…nie potrafiłam wcześniej biec do człowieka wyżalić się ,dusiłam żal w sobie,coraz częściej myślałam o bezsensu istnienia-choć miałam tak wielkie marzenia i cele ale największą moją wartością jest miłość i poczucie bezpieczeństwa.Mam nadzieję na wzrost mojej siły,że przetrwam i zakończę ten toksyczny dla mnie związek.Pozdrawiam
Ja również jestem silna tylko wtedy gdy go nie widze wtedy wiem ze nasze bycie razem nie ma sensu,ze wiecje mnie krzywdzi niz uszczesliwia,z reszta wsztscy bliscy juz nie moga patrzec jak marnuje czas przy boku klamcy,ale jak juz przyjdzie do mnie by po raz 1000 mnie przeprosic to lamie sie!niestety nie mam na tyle sily zeby odciac sie od tego,a powinnam bo to trwa 1,5roku i wiem ze pozniej bedzie tylko gorzej,nie wiem czemu tak daje sie ranic,tkwie w tym zwiazku bez przyszlosci,a on caly czas klamie,obiecuje ze sie zmieni a jest ciagle tak samo,na dodatek pali trawe i inne substytuty,i ani prosba ani grozba nic nie moge zdzialac,chyba za bardzo boje sie samotnosci.
witam, niewiem od czego zaczac, wlasnie po raz kolejny siedze sama w domu i co? placze..znowu, od 3 lat kocham kogos kto absolutnie nie zasluguje na moja milosc i na tyle tolerancji ktora mam, on jest tam hennn za granica…i raz na ok miesiac "wpada: po co?? chyba tylko na sex, choc wiem w glebi duszy ze i tam go ma, niewiem co mam robic…corac bardziej go nienawidze za to ze jest taki hamski w stosunku do mnie, lekcewazy olewa na calej linii, ale nie potrafie sk9nczyc tego zwiazku, niepotrafie! wiem ze musze, bo to niema sensu najmniejszego, mam ta swiadomosc ze on tu niewroci na stale, ze nie zxaloze z nim rodziny- choc jestesmy zareczeni od 2-ch lat>
przez pierwszy rok bylo dobrze nawet bardzo- zabieral mnie do siebie, podrozowalam , cvzulam sie super- ale przedewszystkim mial do mnie szacunek, a teraz….. obrocilo sie o 360 stopni, nigdy nie przylapalam go za reke na zdradzie, ale wiem (mam dowod) ze pisze rozne rzeczy do pewnej dziewczyny ze swojej przeszlosci, takie ktore niepowinien pisac, psychicznie jestem wykonczona tym ciaglym zastanawianiem sie co on robi z kim, i kiedy znowu wybuchnie!! niech mnie ktos trzepnie w glowe tak abym sie wkoncu otrzasnela i zakonczyla to, bo wiem ze musze ale niepotrafie!!!!
Witajcie
Czytam wypowiedzi zamieszczone powyżej i widzę siebie.Długo zastanawiałam się, jak to jest możliwe, tkwić w czymś takim, cierpieć, znosić upokorzenia, wstyd, przemoc. Żyć ciągle w lęku, zastraszeniu, pod kontrolą. Jaki cholerny sens temu nadawałam, że miało rację bytu.Odpowiedz była prosta i taka banalna. Miłość. Przecież, to ona się naprawdę liczy, może to ten jedyny, może już nigdy nikogo tak nie pokocham.Zadawałam sobie ciągle te same pytania i udzielałam sobie ciągle tych samych odpowiedzi.Nas łączy miłość. Trzeba o nią walczyć. Wierzyłam tak jak wy wszystkie zapewne, że on mnie kocha, mimo tego wszystkiego złego.Chciałam w to wierzyć i wierzyłam, ponieważ tak bardzo go kochałam, że nie zniosłabym myśli,że może być inaczej. Nie dopuszczałam jej do siebie. Wierzyłam,że on też mnie kocha. Bo tylko w ten sposób potrafiłam sobie wytłumaczyć trwanie w tym piekle. A wystarczyło tylko odpowiedzieć sobie tak naprawdę szczerze w głębi serca na to jedno najważniejsze pytanie, które nadawało memu cierpieniu sens. CZY ON MNIE NAPRAWDĘ KOCHA?
Witam. Mam 29lat, od 16 roku życia jestem z jednym mężczyzną,od 8 mieszkamy razem, "u niego". Od kilku dobrych lat szarpie się sama ze sobą, odchodziłam 3razy, zawsze do rodziców, którzy nie dawali mi wsparcia wręcz odwrotnie, uważali że ja sama stwarzam sobie problemy…Dlaczego odchodziłam? Mój partner pije (ale jego zdaniem 5piw dziennie to nie problem) cały wolny czas spędza w wirtualnym świecie, żyjemy w dwóch osobnych pokojach, razem robimy tylko zakupy, czasami uprawiamy seks (ja dla świętego spokoju), reszta naszego wspólnego życia jest "oddzielna". Jak jest pijany a ja wkurzona wyrzucam z siebie to co mnie "dusi", wtedy On każe mi wypier…, wyzywa mnie od najgorszych,na drugi dzień, albo nie pamięta, albo przeprasza, albo udaje że nic się nie stało…a ja idiotka przechodzę nad tym do porządku dziennego. Trudno mi odejść, bo nie mam gdzie, pracuje, ale nie stać mnie na wynajęcie mieszkania, od rodziców nie otrzymam pomocy…Czuje się jak zaszczuty pies, który jeszcze musi merdać ogonem, udjąc że wszystko jest ok. Nie boję się samotności, chce zacząć poprostu żyć, swobodnie oddychać, czuć że nie żyję pod czyjeś dyktando.
Ja81
Ja81
A czy nie możesz wynająć pokoju w mieszkaniu? Przecież ludzie tak mieszkają, nie muszą wynajmować całego mieszkania. Wiem, że nie jest to zbyt luksusowe, ale po tym jakie teraz masz życie to wszystko inne jest lepsze. Pzdr
Małorzata T
Witam Wszystkich serdecznie:)
Moj zwiazek tworze od 3 lat, do nie dawna moglam jeszcze wyrazic swoje zdanie, ale od momentu kiedy razem zamieszkalismy nic nie mam do powiedzenia. Kazda moja decyzja jest krytykowana, moja kuchnia i moj wyglad. Przy pewnej sprzeczce moj partner slonil sie mnie uderzyc, nie zabolalo mnie to, ale moje serce w tym mometcie peklo. Nadaj jestesmy razem, ale dzisnne slysze, ze jestem nikim i ze moja odzina rowniez. Rzeczy, ktore powinnam ppodejmowac sama sa podejmowane przez mojego partnera. Chce odejsc, dzis jest dzien w ktorey obiecalam sobie, ze nigdy nie pozwale soba pomiatac PRZEZ NIEGO. Pozdrawiam serdecznie i caluje.MONIKA K
Droga Moniko!
Im szybciej zakończysz ten związek, tym lepiej dla Ciebie. Także dla Twojego obecnego partnera, jeśli przedstawisz mu powody swojej decyzji. Zawsze jest wtedy jakaś szansa, że zastanowi się nad swoim postepowaniem, i nauczy się, że poniżanie innych nie jest właściwą postawą i na dłuższą metę nikomu nie wychodzi na dobre.
Pametaj, żebyś nie pozwalała sobą pomiatać nie tylko jemu, ale KOMUKOLWIEK!
KAŻDY CZŁOWIEK ZASŁUGUJE NA SZACUNEK, ZAWSZE!
Wszystkie Czytelniczki i Czytelników, którzy nie potrafią sami wyzwolić się z toksycznego związku odsyłam do psychologa!
Nie zwlekajcie z tym.
SZKODA KAŻDEGO DNIA!
Witam wszystkich,
Az wstyd się przyznać, ale w niby-związku tkwię już 8 lat. Nie potrafię tego przerwać, mój problem polega na tym, że człowiek, z którym "jestem"jest alkoholikiem i mieszka u mnie. kilka, może kilkanaście razy pakowałam mu rzeczy, próbowałam z nim zerwać, ale on nic z tego sobie nie robi. Wzywałam nawet policję, gdy nie wpuściłam go do domu i wybił szybę. I nic. On uważa, ze jestem jego własnością i robi co
chce. Grozi mi, że mnie zabije, spali dom itp., jeśli dowie się, że się z kimś innym spotykam.Jestem zrozpaczona, nie wiem, co robić. Proszę podsuńcie mi jakieś rozwiązanie.
Sandra O.
Sandro, odpowiedź na Twój komentarz przeczytasz w poście "Nie potrafię odejść od partnera".
Pozdrawiam serdecznie!
Joanna
Moja córka od 5 lat tkwi w takim beznadziejnym związku. Przegadłyśmy milion godzin,poźniej odcięłam sie od tego i próbowałam zostawić ją samą z własnymi decyzjami. Jest coraz gorzej ona wie ze jest źle, ale nie potrafi powiedzieć koniec (od roku chodzi na psychoterapię). Co my jako rodzice powinniśmy robić, czy zostawić ją samą sobie? Czy wysłuchiwać ciągłych płaczów? Proszę o odpowiedź.Agnieszka K
Agnieszko!
Odpowiedź na Twoje pytanie zawarłam w osobnym wpisie z dnia 22.02.2011 "Co robić, gdy bliska osoba tkwi w toksycznym związku?"
Pozdrawiam Cię serdecznie!
Witam wszystkich
Czytam te wszystkie posty i jestem przerazona tym co my glupie, zakochane i naiwne kobiety wypisujemy… nie patrzac kompletnie na siebie sama. Dziewczyny blagam opamietajcie sie. Sama jestem w ciezkiej sytuacji, ale wlasnie postanowilam to zamknac raz na zawsze. Mam 37 lat, dziecko z poprzedniego malzenstwa i jestem calkowicie na utrzymaniu mojego "NARZECZONEGO" z ktorym zyje prawie 7 lat. Tez na poczatku bylo cudownie i wspaniale. Pomogl mi w wielu problemach, dal wsparcie, milosc i cos czego nigdy nie mialam. Teraz zmienil sie nie do poznania. Nie chcial bym pracowala, a ja glupia dla dobra zwiazku na to przystalam. Mam to co chcialam. Dziewczyny…same jestesmy sobie winne. Nie zamierzam was podburzac, ale tu juz nic sie nie zmieni. Jesli doszlo po paru wspolnych latach do takich sytuacji, gdzie brak juz szacunku i wielu innych wartosci,a tylko sie zadreczacie to co to za milosc??? Naprawde tak strasznie glupie jestescie i naiwne wierzac, ze w koncu sie opamieta? Ja taka sama bylam jak wy. Nie bierzcie ze mnie przykladu i nie pakujcie sie w kolejne lata, ktore tylko was jeszcze bardziej poglebia…jak to bylo i jest ze mna.Nie oszukujmy sie dluzej. Zobaczcie w jakiej ja jestem sytuacji…bez pracy mieszkania..smutna, ale w koncu uswiadomiona. Wolicie siedziec w toksycznym zwiazku i tracic lata, a i okazje na ponowne ulozenie sobie zycia? Blagam was nie robcie tego co ja. Jestem przerazona, bo nie mam na kogo liczyc, ale i pelna nadzieji.Jesli tak dalej mamy zyc to na to samo wyjdzie bedac samemu. Przeciez to oni zawsze wygrywaja…nie zawsze placza jak my i szybko zapominaja w ramionach innych, a my???? Niewolnice arabskie? Marnujemy sobie lata na zludzeniach i oplakiwaniu? Co to za milosc??? Skoro on byl w stanie sie nami zainteresowac myslicie, ze inny nie? Pomyslcie i spojrzcie krytycznie na swoja sytuacje taka jak ja. Jestem bliska depresji, ale mam dziecko i lata przed soba. I nadzieje na ulozenie sobie zycia. Nie kazdy mezczyzna jest draniem…. Nie szkoda wam zdrowia na tabletki na depresje i pakowanie sie w problemy zdrowotne z wlasnej glupoty? Mi szkoda. Nie jestem feministka, ale samobojcem tym bardziej nie zamierzam byc. Niewiem co zrobie, ale napewno nie zostane w tym chorym toksycznym zwiazku.Kazda z nas zasluguje na szacunek, milosc i potrzebuje mezczyzny, a nie cwaniaka pewnego siebie. Nie myslalyscie kiedys w ten sposob? Znalazly sie Matki Terey…ze mna na czele. Opamietajcie sie kochane. Blagam was. Nam tez sie cos nalezy. Wiem co mowie.. Pozdrawiam was serdecznie. Moze ten moj post w koncu wam otworzy te zaslepione PODOBNO miloscia oczy, albo siedzcie tak dalej i pozwalajcie sie traktowac pomimo wszystko. Ja tam uciekam z tego toksycznego zwiazku.
P.S.
Poogladajcie zdjecia przed lat i porownajcie sie teraz. Napewno zobaczycie, ze wlasnie nadeszla pora.,JA TAK ZROBILAM. Oni zawsze nas probuja przekonac jak widza, ze maja stracic, a potem…wszystko wraca do normy. Ich normy!!!
Dziewczyny przesylam wam buziaki i sily, ktore sama niewiem skad biore… ale naprawde warto.
Majita Kaminska
Majito!
Dziękujemy Ci za pełen zaangażowania komentarz!
Faktycznie, nie jest korzystne tkwienie w relacji, która nie przynosi satysfakcji.
A już zupełnie niezdrowe jest pozwalanie na to, by być długotrwale przez partnera krzywdzonym.
Miejmy nadzieję, że Twoja odezwa doda naszym Czytelniczkom odwagi i wiary w to, że mogą dokonać pozytywnych zmian w swoim życiu!
Powodzenia!
Do Joanna Stelmach.
Witam serdecznie.
Dziekuje za komentarz do mojego postu. Ja rowniez mam nadzieje, ze te wszystkie kobiety w koncu ogarna sie i zauwaza, ze zycie bardzo szybko sie toczy i naprawde nie warto siedziec z zalozonymi rekami czekajac na cud, ktory niestety nie nadejdzie.Skoro mezczyzna nie jest w stanie zapewnic swojej rodzinie prawdziwy dom, stabilizacje, szacunek i milosc to na co mamy liczyc. W co jeszcze te biedne kobiety wierza? Na co czekaja? Kazdy z nas ma i wady i zalety. Kazdy jest inny. Dotyczy to rowniez mezczyzn. Nie trafilismy na odpowiedniego partnera lub nie odpowiadamy owemu partnerowi??? Czas na zmiane. Otworzenie oczu i uzmyslowienie sobie w czym tkwimy. Jesli nie mamy wplywu na pewne sytuacje, wiec po co zadreczac sie i na sile szukac rozwiazania??? Mowia, ze tak jak pies szczekal i szczekac bedzie tak pijak jak pil…pic bedzie! Wychowalam sie w pelnej rodzinie, mialam cudowne dziecinstwo, choc od matki bardzo malo zaznalam milosci. Zawsze pragnelam by moje dziecko mialo tego ojca i matke razem, ale nie zawsze sie da. Teraz sa ciezkie czasy. Pogon za pieniedzmi, czesto rowniez i ich brak. Zatracamy te najcenniejsze wartosci jakie sa w zyciu. Oddalamy sie. Ktos madry powiedzial….NIE MIEJ PRETENSJI DO LAMPY, ZE ZGASLA SKORO NIE DOLALES OLIWY… O wszystko trzeba w zyciu dbac. Jestesmy dorosli i wiemy co robimy. Nie zamierzam sie oszukiwac. Jestem dorosla juz kobieta, mam dziecko, ktore zasluguje na PRZYNAJMNIEJ zdrowa atmosfere, cieplo i pewnosc, ze jest najwazniejsze. Mezczyzn jest duzo…naprawde. Nie sztuka zmieniac co chwila… Zaden to przyklad dla dziecka, zaden szacunek wtedy do siebie samej… Lepiej zyc skromnie, ale spokojnie…samemu. Ten pierwszy krok uwalnia w nas tylko poczatkowo smutek i zal za tym co bylo. Ale daje ogromna nadzieje na uzdrowienie i poznanie innego zycia…lepszego…i moze u boku lepszej osoby. Naprawde warto to zrobic. To tylko ten jeden kolejny krok!!!Obawiamy sie go, a tak diametralnie zmieni on nasze zycie na lepsze… Zawsze na lepsze, bo to co mamy to tak jak bysmy nie mieli nic. Nawet swojej godnosci…. Pomyslcie o tym. POZYTYWNE MYSLENIE PRZYCIAGA POZYTYWNE PRZYPADKI. Tez myslalam, ze latwo powiedziec, ale uwierzylam, ze tak wlasnie jest.
Pozdrawiam serdecznie
Majita Kaminska
Witam
Żyje z mężczyzną równiez w toksycznym związku od siedmiu lat, mam trójkę dzieci w tym pierwsze z pierwszego małżeństwa.Odeszłam od pierwszego męza bo mnie zdradzał.Teraz wpadłam w sidła alkoholika który raz rozpoczyczna terpie po jakims czasie ja konczy i zapija i tak w kółko.Kłóci się ze mną o wszystko to ja jestem ta najgorsza wszystko robie zle,ciagle sie od nas wyprowadza i wprowadza jego rodzice sa alkoholikami z tego co mi wiadomo jego ojciec tez ciagle tak robił odchodził od matki i wracał do dnia dzisiejszego ja tłucze po mimo że ona w obecnej chwili nie pije bo ma marskosc wątoby.On dobrze zarabia ja z dziecmi jestesmy na jego urrtzymaniu,dobre w tym wszystkim jest to ze mieszkanie jest moje,mam juz dosc potrafi w kłótni oblac mnie napojem wyzwac od scier,szmat itp.jak chciałm isc do pracy zaczął wymyślac że zaniedbam dzieci i nie pogodze wszystkiego.Ciagle mi powtarza że mam z nim jak u Pana Boga za piecem bo mam na wszystko-kto by mi tyle dawał itd,jak się kłocimy potrafimy nie odzywac sie do siebie nawet tydzien czasu,wiem ze pierwsza nigdy sie nie odezwe ale gdy on wraca nie potrafie powiedziec dosc tego wynocha!!!!!szantazuje mnie ze nie poradze sobie finansowo bo wie ile wszystko kosztuje a tym bardziej ze mamy chorowitego syna.Jest mi cięzko,jestem zmęczona nim i tymi chorymi sytuacjami…
Droga Anonimowa!
Z Twojego wpisu, tak jak z wielu innych zamieszczonych w tym temacie, bije taka beznadziejność, że można się zdołować samym czytaniem. Przecież nie musisz tak żyć! Tkwiąc dalej w tej sytuacji doprowadzisz się do depresji. Albo zaczniesz chorować. Co więcej, pozwalasz, by Twoje dzieci żyły w pozbawionej miłości, szacunku i bezpieczeństwa rodzinie. Teraz z tego powodu cierpią a w przyszłości prawdopodobnie będą powielać Wasze zachowania. Czy takie wzorce chcesz im przekazać?
Może pora wziąć odpowiedzialność za swoje życie, za szczęście? Nikt inny za Ciebie tego nie zrobi! Przestań narzekać, zacznij działać. Na tym blogu i w wielu innych miejscach znajdziesz mnóstwo podpowiedzi, co możesz zrobić w takiej sytuacji! Nie zwlekaj! Szkoda każdego dnia!
Powodzenia!
zakończyłam związek… ponad 4letni… toksyczny… kolejny raz… nie moglam dluzej zniesc klamstw… nie moge bez niego oddychac, nie umiem zyc, nie moge poradzic sobie z kazda godzina bez niego… ale mam nadzieje, ze to juz ostatni raz… czekam na cud, ktory pomoze mnie utwierdzic, ze zycie bez niego ma sens… ze jest mozliwe… ze powstane… zanim sie rozchoruje
Kochane kobietki – nie tkwijcie w tych toksycznych związkach – podejmijcie decyzję o zmianie i DZIAŁAJCIE !!Nie czekajcie na cud
Jest tyle możliwości skorzystania z fachowej pomocy psychologa. Ja wreszcie odważyłam się na ten krok i nie żałuję – teraz inaczej patrzę na na siebie samą, NA LUDZI I SAMO ŻYCIE
NAPRAWDĘ WARTO SKORZYSTAĆ Z POMOCY TERAPEUTY !!
Nie MYŚLCIE TYLKO ŻE WYSTARCZY KLIKA WIZYT I JUŻ … TO JEST PROCES, KTÓRY TRWA ALE JEŚLI CHCECIE JEŚLI PRAGNIECIE SZACUNKU, MIŁOŚCI I CIEPŁA TO DZIAŁAJCIE !! nie siedźcie i nie narzekajcie jakie to wy biedne jesteście bo TKWICIE w tym samym błotku bez zmian przez lata…CHCECIE ZMIAN chcecie czegoś lepszego to
PODEJMIJ DECYZJĘ i DZIAŁAJ !! a SPOTKASZ na swej drodze wspaniałych ludzi, którzy nauczą cię jak można inaczej, piękniej…
Moni, dziękujemy Ci za inspirujący komentarz!
Nie ma to jak wezwanie do działania zrobione przez osobę, która sama zwycięsko przeszła przez trudne doświadczenia i postanowiła odważnie zmienić siebie i swoje życie.
Jesteś wspaniałym przykładem dla innych!
Serdecznie Ci gratulujemy!
Sukcesem w podejmowaniu decyzji jest życie w zgodzie ze sobą i traktowanie siebie jak przyjaciela.Przyjaciołom nie życzy sie żle więc kochane kobiety przestańcie się zamartwiać i odetnijcie się od tago co Was niszczy.Jesteście dorosłe a w życiu jest tak że dorośli muszą podejmować decyzje i te proste i te trudne.Znajdżcie w sobie siłę i powiedzcie sobie -dosyć tego.Będziecie zaskoczone tym, że za jakiś czas wasze życie nabierze kolorów.Pozdrawiam Dario W.
Witam.Podobnie jak Wy też tkwiłam w toksycznym związku.Trwało to kilka lat.W między czasie odchodził do innej,potem wracał,nie licząc oczywiście przygód na jedną noc lub kilka nocy.I tak w kółko.Poniżał mnie,znęcał się,wyzywał,czasem także bił.Obecnie nie jesteśmy już razem,ma inną partnerkę,ale mam z nim dzieci.Pod pretekstem spotkań z dziećmi daje od czasu do czasu znać o sobie.Jednak wcale mu nie chodzi o dzieci,tylko o to by ponękać mnie raz na jakiś czas.Zmieniłam numer telefonu,odcięłam się od niego całkowicie,jednak to chyba też zawodzi.Po tym czasie kiedy już z nim nie jestem doszłam do wniosku,że ta jego nowa kobieta okazała się dla mnie wybawieniem.Od tego momentu,oczywiście na początku nie było łatwo,też bardzo cierpiałam jestem mniej nerwowa,spokojniejsza,poprostu żyję normalnie i jestem szczęśliwa.Wiem teraz co to znaczy spokój.W takich związkach trzeba zrobić od razu radykalne cięcie.Założyć sobie,że ten facet nie istnieje i jest koniec.Nie ma powrotów choćby nie wiem co.Nie ma i koniec.Zapomnieć raz na zawsze,choć jestem świadoma,że nie jest to proste,sama tego doświadczyłam.Czas leczy rany,może nie całkowicie w tym sensie,bo te rany nigdy się nie zabliznią,ale czas sprawi,że twoja dusza i umysł wyleczy się trochę z tego stanu uzależnienia,z tej choroby,ja w tym czasie już trochę ozdrowiałam.Żal ma się do końca i nic tego nie uzdrowi,może jest inaczej,jestem na razie chyba jeszcze na etapie początkowym.kiedyś może znikną te uczucia żalu,smutku i złych wspomnień.Nie wiem tego narazie.Ale mam nadzieję,że da mi spokój i mojej rodzinie i wreszcie uwolnię się całkowicie od tego koszmaru.Pozdrawiam.Ewa.
Ewo
dużo przeszłaś w swoim związku, teraz dzięki temu możesz dzielić się swoim doświadczeniem z innymi osobami, w podobnej do Twojej sytuacji.
Trudne do wykonania rozstanie z toksycznym partnerem już za Tobą, dlatego Twoje rady są bardzo cenne!
Gratulujemy Ci i dziekujemy!