Oto moja odpowiedź na e-mail Czytelniczki „Nie umiem sobie wyobrazić co będzie z naszym małżeństwem” (Tomek napisał wczoraj o swoich spostrzeżeniach – „Narodziny dziecka są totalną zmianą życia„):
Wiele można w związku zmienić na lepsze, ale tego muszą pragnąć, i pracować nad tym obydwie strony. W razie potrzeby, z pomocą specjalisty.
Jeśli jednak jedna ze stron próbuje zmienić złą sytuację a druga nie ma potrzeby i chęci by się porozumieć i współdziałać, to według mnie lepiej się rozstać.
Każda ze stron może wtedy albo znaleźć partnera, który będzie bardziej odpowiadał jej preferencjom, albo już więcej z nikim się nie wiązać i cieszyć się wolnością.
Jeśli Twój mąż nie lubi spędzać czasu z Waszą córeczką, to tak naprawdę nie zabierzesz go jej, bo już go przy niej nie ma.
To przykre, ale często doceniamy coś dopiero wtedy, gdy uświadamiamy sobie możliwość tego utraty…
Bardzo możliwe, że gdy zamieszkacie osobno, mąż zechce podtrzymywać więź z córka, i będzie wtedy dla niej o wiele lepszym ojcem niż jest obecnie. Będzie spędzał z nią więcej czasu i poświęci jej więcej uwagi niż do tej pory. Jeśli tak się nie stanie, tym bardziej wskaże Ci to słuszność Twojej decyzji o rozstaniu.
Joanna Stelmach
Podobne artykuły na PieknaMilosc.pl:
- Czy starać się o niego ?! Czy zabiegać o faceta , który mnie źle traktuje? Dla którego stałam się obojętna? Do jakiego momentu mam podejmować...






















Witam.
Rozstałam sie z chłopakiem 2 miesiace temu wyprowadzilam sie bo stwierdzilam ze tak bedzie lepiej.. ale lepiej wcale nie jest gdy juz go nie ma przy mnie rano nie ma go jak wracam z pracy.. jest mi smutno dopiero teraz docenilam to i zrozumialam jak wazna On byl osoba w moim zyciu.. utrzymujemy dalej kontakt spotykamy sie czasami itp.. ja mu podsowam ta propozycje ze moze wrocimy do siebie ale On nie chce o tym rozmawiac.. mi sie wydaje ze On nawet nie poczul takiej utraty.. mieszka tam gdzie mieszkal gdy chce mnie zobaczyc napisze do mnie i ja przyjde.. i wszystko ma podane na tacy co wiecej facetowi trzeba nikt go nie kontroluje itp a wie ze ja jak on zechce to w kazdej chwili wroce.. ale ja inaczej nie umiem nie umiem przestac pisac do niego itp.. a ta sytuacja strasznie mnie wykancza w srodku.. wstretne uczucie.. bede wdzieczna za rade.. bo juz raz mi Pani pomogla
Pozdrawiam
Nie wiem gdzie to moge napisac wiec pisze tu
Aniu
Twój były chłopak nie chce nawet rozmawiać o tym, żebyście do siebie wrócili.
A Ty jesteś na jego każde zawołanie, piszesz do niego, dajesz mu pewność, że tylko skinie, a Ty już będziesz jego.
To nie sprzyja ani temu, by Ciebie szanował, ani temu, żeby Cię pragnął, ani by mu się chciało podejmować jakiekolwiek starania wobec Ciebie.
Zastanów się, co byś poradziła w tej sytuacji ukochanej przyjaciółce albo siostrze – komuś, na kim Ci bardzo zależy. I zrób to sama.
Traktuj siebie jak osobę, którą kochasz, cenisz, szanujesz – niech ta postawa kieruje Twoimi dalszymi poczynaniami.
Proponuję Ci zająć się sobą, swoim samorozwojem, pielęgnowaniem zainteresowań, dbaniem o inne ważne relacje z ludźmi, aby nie być osobą, która uzależnia się od partnera.
to jest najgorsze ze ja nie wiem jak to zrobic zeby przestac pisac i chodzic do niego! bo ja niby wiem ze zle robie itp ale nie umiem tego wprowadzic w zycie.. ile razy mi kolezanki mama tlumaczyla ze tak nie mozna a ja i tak zrobie swoje to mnie sama strasznie meczy.. mysle ze mnie najbardziej meczy.. nie umiem sama sie ogarnac z tym.. ale nikomu tez nie daje szansy mi pomoc..
Aniu
Ten przymus, który odczuwasz, jest symptomem uzależnienia. Wiesz, że coś Ci szkodzi, a mimo to, sięgasz po swój „narkotyk”. Mądre rady bliskich nie trafiają do Ciebie. Najpewniej jest tak, że mimo szkód znajdujesz w tej relacji jakieś ważne dla siebie korzyści.
W poradzeniu sobie z tym pomocny jest wgląd w siebie. Zastanów się:
Co takiego daje Ci kontakt ze swoim byłym chłopakiem (czego zarazem nie otrzymujesz od innych bliskich ludzi lub od samej siebie)?
Czego potrzebujesz tak bardzo, co on Ci zapewnia, że niemożliwe wydaje Ci się zrezygnowanie z tego w tym momencie?
Jakie Twoje lęki wyciszają się w jego obecności?
W zrozumieniu przyczyn swojego zachowania i w dalszej pracy nad sobą może pomóc Ci specjalista!
Witam, ja rowniez mam podobna sytuacje, ale nie zdecydowalam sie odejsc (Aniu gratuluje sily) w tej chwili jestesmy w zwiazku "na odleglosc" z uwagi na trudna sytuacje wizowa musialam opuscic kraj w ktorym przebywa moj chlopak, rozmawiajac tam ze znajomymi odnioslam wrazenie, ze dziwia sie jego zachowaniu, po naswietleniu wszystkiego i przytoczeniu jego slow – facetom wydawalo sie to logiczne i madre. Juz pisze – pojechalam za ocean z wielkiej milosci, mielismy zamieszkac razem i sprawdzic sie jako para, zaczely sie klopoty jemu nie podobalo sie moje zachowanie, komentowal i pouczal wzbudzajac u mnie poczucie winy w koncu nie moglam juz miec swojego zdania, a jak jemu sie spodobalo to co mowilam z radosci serce mi roslo! To chore, wiem! W koncu znalazlam prace – to oczywiscie bardzo mi pomoglo, dalo sile i nadzieje na wyzwolenie sie nie tyle ze zwiazku, ale z zaleznosci finansowej. Moj partner zaczal mnie szanowac, ale nadal nie pozwolil pokrywac zadnych "domowych wydatkow" , to co zarobilam mialo byc dla mnie – argumentowal to tym, ze jak wroce do Polski bede potrzebowac pieniedzy a on wiedzac, ze mi ich nie brakuje, nie bedzie musial sie martwic, zeby mi je wysylac. (teraz na to patrzac zaplanowal sobie to wszystko juz wczesniej) nie wiem po co byly rozmopwy o alteratywnych sposobach mojego zastania za granica – zeby zostac na dluzej musialabym albo zalatwic sobie tam studia (co jest bardzo kosztowne i nie stac nas bylo) albo wystapic o tzw wize dla par, ktora jest rowniez bardzo kosztowna, ale tez niejako zmusza partnerow do okreslenia sie w zwiazku. Poniewaz zblizal sie termin waznosci mojej wizy, trzeba bylo cos postanowic. Moj chlopak zadecydowal, ze najlepiej bedzie jezeli wroce do Polski, on posiedzi jeszcze 9 miesiecy i do mnie dojedzie – poczulam sie jakbym dostala kopa, upewnil sie, ze wszystkie swoje rzeczy zabralam odwiozl na lotnisko i zapewnil o swojej wielkiej milosci i o tym, ze do Polski przyjedzie. Minely 3 miesiace od naszego rozstania, pisze sms-y dzwoni na skype, ale temat powrotu do Polski sie nie przewija. Nie chce go nawet podejmowac, boje sie zapytac wprost. Staram sie zajac soba, od marca zaczynam kontynuowac studia, tesknie za nim bardzo, mam zaufanie, nie ograniczam mu wolnosci i nie nekam sms-ami, chociaz na kazda wiadomosc od niego czekam jak na zbawienie… Ile potrwa wyjscie z tego uzaleznienia? Czy nasz zwiazek ma jakas szanse?
Karolino,
Często to piszę, ale powtórzę to jeszcze raz – jeśli partnerzy się kochają i oboje starają się pracować nad tymi swoimi zachowaniami, które zakłocają harmonię w związku – to taki związek zdecydowanie ma szansę!
Konieczne są jednak szczere rozmowy o tym, co cieszy, co rani, irytuje, co budzi lęk, a także o potrzebach każdej ze stron. To najczęściej skutkuje głębokim zrozumieniem i chęcią wspólnego radzenia sobie z pojawiającymi się problemami.
Trudnych tematów lepiej nie omijać – to przecież nie przynosi żadnych rozwiązań, ani nie sprzyja autentycznemu poczuciu bezpieczeństwa. Warto zebrać się na odwagę, a podczas rozmowy dbać o klimat akceptacji i szacunku dla punktów widzenia każdej ze stron.
Powodzenia!
Bardzo dziekuje pani Joanno, ale wlasnie dzisiaj moj partner podczas mojej szczerej z nim rozmowy zakonczyl nasz zwiazek. Powiedzial ze nie czuje NIC, ze ma metlik w glowie i ze lepiej bedzie dla mnie, jak sie rozstaniemy.
Moj swiat sie rozpadl, jest mi ciezko, czuje zal i smutek, chociaz trzymalam sie dzielnie Pani rad i podziekowalam mu za szczerosc i odwage powiedzenia mi tego. Chyba nie tego sie spodziewal, moze myslal, ze beda krzyki, pretensje a tymczasem ja tylko dziekowalam – za wspolny czas, za mile wspomnienia, on powtarzal "nie mow tak"…
Jest mu przykro, bo mnie skrzywdzil, z uwagi na dzielaca nas odleglosc nasza rozmowa odbyla sie przez skype, mowil ze lzy mu leca i ja wiem, ze to prawda, niestety mowil tez, ze jest wsciekly na siebie bo nie potrafi przywrocic uczuc, ktore byly miedzy nami.
To bardzo boli
Karolino,
jest takie ładne stwierdzenie, które bardzo do mnie przemawia: "Uczciwość jest najwyższą formą miłości".
Uważam, że Twój partner będąc szczerym wobec Ciebie okazał Ci szacunek i jest to godne pochwały.
Znacznie bardziej by Cię skrzywdził (i sam by sie przy tym męczył) gdyby ukrywał przed Tobą stan swoich uczuć, zwodził Cię, okłamywał.
Ty także przyjęłas piękną postawę wobec niego – postawę wdzięczności.
Pielęgnuj ją nadal, pozwalając sobie jednocześnie na wszystkie uczucia, na opłakanie tej straty.
I pamietaj, że kiedy coś się kończy w naszym życiu, to znaczy, że nie było to już dla nas najlepsze.
Zobacz – Twój świat dalej istnieje! Doceń bardziej obecne okoliczności i ludzi w Twoim życiu!
Polecam Ci też bardzo pomocną w takich momentach afirmację:
"Kiedykolwiek wydaje mi się, że tracę, przychodzi do mnie coś znacznie lepszego!"
Będzie dobrze! Na pewno!
Ściskam Cię mocno!
Witam Ponownie
i u mnie historia dobiegla konca.. mielismy sprobowac na nowo odbudowac to wszystko (bardzo tego chcialam i wyprosilam o szanse dla Nas) pare dni przed Walentynkami spotykalismy sie myslalam ze teraz juz bedzie wszystko ok, myslalam ze jemu tez jest teraz dobrze.. przygotowalam pieknie mieszkanie (tam gdzie wczesniej razem mieszkalismy) On tam dalej mieszka Sam. to bylo na Walentynki.. i On rowniey yrobil mi mega niespodyianke. w dniu 14 Lutego przy swietle swiec i romantycznej muzyce ja dziekowalam mu ze go mam i ze jak strasznie sie ciesze ze kolejne Walentynki spedzamy razem i ze wierze ze tak juz bedzie zawsze… On w pewnym momencie zaczal mi mowic ze nie potrafi juz ze mna byc.. ze fajnie jest mu spedzac ze mna czas, ze moze sie spotykac pisac ze mna itp ale nie chce sie wiazac.. ze Kocha mnie ale chce zapomniec!! pytalam go dlaczego? dlaczego chce o mnie zapominac i ukladac zycie na Nowo teraz Sam.. a w przyszlosci z kims innym.. dlaczego chce niszczyc te 4 lata spedzone razem a nie odbudowywac i rozpalac na nowo.. i tylko odpowiedzial 'Aniu chce byc Sam i sprobowac zyc bez Ciebie" zalamalam sie to jakas masakra nie wiem co o tym myslec, uszanuje jego decyzje bo tak musze nie bede prosic juz ale dlaczego tak jest? i dlaczego to wlasnie w Walentynki postanowil wyznac cala prawde mozna atmosfera panujaca.. moze ta szczerosc ktora ja go obdarzylam kazala mu rowniez byc szczerym wobec mnie.. tak strasznie to boli ze osoba ktora kochasz mowi ze nie chce juz nic i chce zapomniec i nie widzi juz szans na wspolna przyszlosc.. poprostu na Nas.. jak sie ogarnac z tym wszystkim? co myslec co sobie mowic zeby bylo lepiej zeby juz raz na zawsze uszanowac jego decyzje? i jak zyc ? hmmm nie zapomniane Walentynki!!!!!
Pozdrawiam Ania
rok temu rzucil mnie narzeczony po 6 latach zwiazku, wlasciwie bez zadnego konkretego powodu, bez wiekszych wyjasnien. Po prostu doszedl do wniosku, ze nie wyobraza sobie wspolnego zycia ze mna. Tylko tyle i az tyle uslyszalam, … przez telefon. W cztery oczy rozmawialismy dopiero po miesiacu, ale wtedy juz kogos mial. To co dzialo sie ze mna pozniej, to chyba klasyczny przyklad niemoznosci poradzenia sobie z sytuacja. Najpierw nie moglam jesc i spac, schudlam ponad 7 kilo, ponizej 45 kg. Bylam notorycznie zmeczona, bo nie moglam w nocy spac, glodna, bo nie moglam jesc, sfrustrowana, nie tylko z powodu rozpadu zwiazku ale rowniez z powodu sytuacji w pracy. Jak sobie z ta sytuacja poradzilam. Najpierw wyjechalam na dwa miesiace na drugi koniec swiata, zeby zmienic otoczenie, zapomniec, nauczyc sie czegos nowego (kurs jezykowy). Nie nauczylam sie rzeczy, ktore zaplanowalam ale zmiana otoczenia na chwile pomogla. Po powrocie do rzeczywistosci, pojawily sie ataki paniki i inne dolegliwosci. Rozpoczelam terapie farmakologiczna i u psychoterapeuty (lekarz zdiagnozowal u mnie depresje sredniego stopnia). Zaczelam uprawiac wiecej sportu. Zmienilam miejsce pracy. Krotko mowiac zaczelam bardziej o siebie dbac. Dzis sytuacja wyglada tak: terapia u psychoterapeuty w toku, leki antydepresyjne zaczelam wlasnie odstawiac:-) Wiem ze nie jestem gotowa na nowy zwiazek, i dlugo jeszcze nie bede. Ale staram sie wykorzystac czas w najlepszy mozliwy sposob, DBAM O SIEBIE. Ile jeszcze czasu mi potrzeba, nie wiem. Ale nie placze juz na sama mysl, o tym mezczyznie, choc nadal zdarza mi sie zatesknic. Nadal moje zycie jest niepoukladane, nie mam dlugoterminowych planow, ktore chcialabym zrealizowac. Na razie tez, nie chce ich miec, bo z poprzednich nic nie wyszlo.Troche zazdroszcze bylemu, ze tak szybko sobie przeorganizowal zycie i kogos ma. Nie rozmawialismy juz nigdy wiecej ze soba, nie mamy zadnego kontaktu i tak raczej pozostanie. Ja zyje tu i teraz, zajmuje sie soba, i nie planuje. Spedzam czas sama ze soba, z przyjaciolmi, z rodzina. Praca mnie wreszcie cieszy. Pewnie kiedys taka beztroska sie skonczy, wiec pozostaje mi tylko cieszyc sie taka sytuacja. Czasem zdarza mi sie plakac, bo nie mam sie do kogo przytulic, brakuje mi intymnosci. Wiem jednak, ze dopoki nie bede w stanie zaufac, nie ma sensu zaczynac jakiegokolwiek zwiazku.
Pozdrawiam, Joanna
Joanno
Dziękuję Ci. Zawsze bardzo cenię, kiedy ktoś – tak jak Ty – dzieli się swoimi doświadczeniami, pokazuję swoją drogę zmiany siebie i swojego życia. To bardzo inspirujące.
Gratuluję Ci ogromu wykonanej pracy!
Bardzo się cieszę, że DBASZ O SIEBIE!
Okazuj sobie miłość, poczuj, że ta miłośc w Tobie jest, że jesteś NIĄ.
Bądź miłością wobec siebie i wobec innych – a przyciągniesz miłość!
Joanno, przeczytalam Twoj wpis i troszke sie przerazilam, mam tez takie uczucia ze nie chce sie nic ani jesc ani spac, wczoraj w pracy nie dalam rady sie skupic na niczym caly czas zerkalam w telefon bralam go i odkladalam bralam i odkladalam.. tak bardzo chcialo mi sie zadzwonic do Niego albo chociaz napisac zeby jeszcze to przemyslal… za jakis czas dopadala mnie chec zadzwonienia do Niego ale juz nie po to zeby prosic by wrocil ale zeby wygarnac mu wszystko jakim jest skonczonym "dupkiem"!!! i wtedy wychodzilam na chwilke na zewnatrz ochlonac.. i wracalam znowu i tak przez caly dzien. nie moge zlego slowa na Niego powiedziec tylko dlatego ze zdecydowal sie na rozstanie.. nie moge tez prosic go o to by wrocil bo ma swoje zdanie ktore juz podjal i niestety ale musze je uszanowac..staram sie myslec racjonalnie ale ciezko jest to wcielac w zycie ale tym razem nie ulegne swoim pokusom zeby lezc mu za przeproszeniem w cztery litery! dosc juz dla Niego sie ponizalam, zaniedbywalam biegajac po pracy do Niego na noc tylko dlatego zeby sie przytulic i zasnac w jego objeciach i z samego rana biec do siebie do domu zeby sie wyszykowac do pracy.. jestem poprostu juz zmeczona.. nie chce rowniez o Nim zle mowic i zle myslec bo gdzies w srodku mam gleboka nadzieje ze On przemysli zateskni zrozumie jak wiele z siebie dawalam, jak wiele poswiecalam i jak jestesmy dla siebie to czy to za rok czy za dwa bedziemy razem.. nie chce tez zapominac o Nim bo przezylam z Nim piekne chwile.. mam troszke zal do Niego ze woli zaapomniec o mnie niz sprobowac naprawic wszystko, wiem ze sie boi ze sie nie uda bo kiedys juz probowalismy i wyszlo jak wyszlo.. ja Joanno Kocham nad zycie swojego faceta (bylego) ale obiecuje sobie ze nie dopuszcze do takiej sytuacji zaniedbania siebie.. mi tez rano jak wstaje nie chce sie szykowac nie chce sie nawet wstawac z tego lozka ale jak zostane w nim zaniedbam prace rodzine przyjaciol to poczuje sie lepiej? czy wtedy przestane o Nim myslec? czy zapomne? niee. i tak sie nastawilam i mimo skurczy w zoladku wstaje i sie zmuszam do wszystkiego co mam robic, chociaz przy wszystkim co robie mysle o Nim. i nie chce zeby te uczucie zamienilo sie kiedys z milosci w nienawisc, bo czasami sobie mysle jeszcze przyjdzie z podkulonym ogonem a ja wtedy powiem ze przepraszam ale juz za pozno.. ale uwazam ze te mysli biora sie z tad ze mam malo silnej woli i ze ja zawsze ulegalam jemu a teraz chcialabym pokazac ze jednak jestem silna, i ze bez Niego sobie dobrze daje rade i ze jak chce mnie kochac taka jaka jestem to niech kocha a jak nie to ja i bez Niego mam swoje zycie, ja go nauczylam i przyzwyczailam ze gdy to On nawet robil blad to ja przepraszalam za Niego (nie wiem dlaczego) i to co pisze moze wydawac sie ze ja nic do Niego juz nie czuje albo bardzo malo ale w rzeczywistosci cholernie go Kocham i strasznie sie zmuszam zeby nie zadzwonic, bo tak jak pisalam mam iskierke nadzieji ze kiedys jeszcze wrocimy do Siebie i dam mu teraz czas na przemyslenia bo tylko tak zobaczymy czy naprawde sie potrzebujemy. ja musze sie nauczyc zyc bez Niego.. bez Kogos.. zyc z sama soba, to mnie nauczy budowac "zdrowe zwiazki" bo o tym tez moglabym sie rozpisywac… wiem ze beda dni kiedy bede plakac ale wiem ze po placzu zawsze jest smiech wiec tego sie bede trzymac.
Pozdrawiam, Ania
Aniu
To wspaniałe, że potrafisz wyciagać wnioski i uczyć się z cudzych historii!
Potrafisz też wytłumaczyc coś sobie i sama siebie pocieszyć – to cenna umiejętność!
Ja lubię patrzeć na wszelkie doświadczenia w życiu jak na doskonałość.
Także w czarnej godzinie (bardzo trudnym doświadczeniu) można zobaczyć doskonałość – cudowną okazję do przyjrzenia się sobie, swojemu życiu i zadecydowania o pracy nad obszarami, które domagają się zmiany.
Opanowanie sztuki bycia szczęśliwą - niezależnie od tego, czy jesteś w związku z mężczyną czy nie – przyniesie Ci wiele korzyści. Pamiętaj, że prawdziwe szczęście nie zależy od zewnętrznych okoliczności. To stan umysłu, który możesz wybrać w każdym, dowolnym momencie swojego życia.
Co Ty na to, żebyś postanowiła być szczęśliwą już TERAZ?
Pani Joanno, dziekuje za odpowiedz, to bardzo miłe wchodzac na strone opisujac swoje problemy czuje ze nie tylko w najblizszym otoczeniu moge miec wsparcie, fakt ze opowiadam swoje przezycia i mam komu mam super przyjaciolke ktora bardzo podtrzymuje mnie na duchu, ale czasami mam ochote wygadania sie osobom ktorych absolutnie nie znam. hmm byc szczesliwa.. a co to jest szczescie? ja z nim wiazalam swoje szczescie, to on kazdego ranka dawal mi usmiech ktory pojawial sie na mojej twarzy, to on kazdego wieczoru dawal mi sile i relaks jak wracalam zmeczona z pracy, chcialam zeby to on dal mi najwieksze szczesie w przyszlosci dzieci…to z nim wiazalam plany marzenia.. a on w pewien piekny dzien odebral mi to wszystko.. musze pogodzic sie z tym ze tego juz nie ma ze to zostawiam za soba ze takie jest zycie, ze teraz musze robic wszystko dla siebie, ale szczerze szczesliwa z ta sytuacja nie jestem. wiem ze potrzebuje czasu.. czekam na dzien w ktorym po przebudzeniu zerkne na okno usmiechne sie i powiem jaki piekny dzien i bede widziala sens tego dnia. wiec musze przecierpiec ten najtrudniejszy okres i szczescie zobacze pod inna definicja juz nie zwiazana z nim. i nie bede uciekac od tego uczucia smutku i zalu nie bede te uczucia zakrywac wymuszonym smiechem i udawania bycia "twarda" boli mnie strasznie ta sytuacja ale wiem ze dam rade przejsc przez to bo juz raz stracilam bliska bardzo bliska osobe… tate…
pozdrawiam, Ania