piątek, 24.04.2009

Jak sobie radzić po rozstaniu? (2/4)

Jeśli zechcesz, wypróbuj także moje podpowiedzi:

Chcę Ci powiedzieć coś, co w pierwszym momencie może nie być dla Ciebie miłe, ale kiedy to przemyślisz, pojmiesz, że tak właśnie jest. Otóż nie ma szans byś zapomniała, wymazała z pamięci ukochaną osobę! Starania o to są bezskuteczne! Nigdy nie zapomnisz nikogo, kogo kochałaś, kto był dla Ciebie ważny. To niemożliwe i tak naprawdę, jest dobre dla Ciebie, dla każdego z nas. Ponieważ każdy intensywny, bliski, pełen uczuć kontakt z innym człowiekiem jest dla nas ogromnie rozwijający i wzbogacający.

W całej tej sytuacji nie chodzi więc o to, by zapomnieć, ale by poradzić sobie z bolesnymi emocjami, które pojawiają się po, często niechcianym, rozstaniu – tęsknotą, dojmującym smutkiem, żalem, i wciąż żywą miłością.

Niewłaściwe sposoby radzenia sobie z tymi emocjami to wszelkie próby ich zwalczenia, stłumienia, zapomnienia o nich. Możesz mieć wielką ochotę „zajadania ich”, albo zalania umysłu alkoholem. Możesz także oddawać się przeróżnym czynnościom, które mają Ci pomóc „zając głowę czymś innym”: zakupom, pracy, sprzątaniu domu, czytaniu książek, oglądaniu filmów, grze na komputerze.
Ktoś, kto długotrwale stosuje te sposoby, może uzależnić się od tych czynności, co staje się wtórnym problemem takiej osoby.

A więc najważniejsze – nie próbuj tłumić tego co czujesz, sztucznie „zapominać” o kimś, kto na trwałe zapisał się w historii Twojego życia.
Zaakceptuj swój ból i tęsknotę. Myśl o tej osobie, smuć się i płacz, kiedy tylko przyjdzie Ci ochota, kiedy cierpienie obejmuje całą Twoja istotę. Oddychaj głęboko i rozluźniaj się. To pozwoli Twoim uczuciom wyrazić się, ujawnić, wydobyć z Ciebie. W ten sposób sprawisz, że zelżeją, nie będą już tak bardzo przejmujące.
cdn.

Joanna Stelmach

P.S. Serdecznie zapraszam do dzielenia się w komentarzach swoimi, sprawdzonymi sposobami radzenia sobie po stracie ukochanej osoby.

Zainteresował Cię artykuł? Pokaż go innym:
  • email
  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Blip
  • Śledzik
  • Wykop
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks

Podobne artykuły na PieknaMilosc.pl:

  1. Jak sobie radzić po rozstaniu? (1/4) Czasem musimy się rozstać z kimś, kogo wciąż kochamy. Dzieje się tak w różnych momentach – ukochana osoba umiera,...
  2. Po rozstaniu… Kolejny wiersz autorki o pseudonimie M.A.K. opisujący rozstanie pt. „Wciąż mam nadzieję”. Wiem, że mnie kocha i wróci do mnie...
  3. Czy słusznie mam poczucie winy po rozstaniu? Pytająca: Wszyscy, tj. mój były chłopak Piotr i jego siostry twierdzą, że mam to na co sobie zasłużyłam, że Piotr...

Komentarze: 12 doJak sobie radzić po rozstaniu? (2/4)

  • Anonymous

    Zgadzam się,niemożliwą rzeczą jest zapomnieć osobę którą się kochało.Z trudem przeżywa się kolejny dzień,bo wszystko kojarzy się z ukochaną osobą .Moja miłość była grzeszna(mam męża,On ma żonę)Wiemy,że nie możemy być razem,rozstaliśmy się.(JEGO DECYZJA)Co nie znaczy,że przestałam kochać.Nie jestem w stanie myśleć o NIM źle.Rozsądek podpowiada"kobieto co robisz?"Wcześniej sama pogardzałam kobietami ,które zdradzały swoich mężów,teraz …nie oceniam.Nie umiem poradzić sobie w tej sytuacji,kocham nie tego mężczyznę,który jest moim mężem.Tęsknota za moją miłością aż boli .To takie banalne,ale tylko do czasu kiedy się tego nie przeżywa.Wszyscy chcą kochać(jak śpiewa Soyka)tylko nie każdy jest na tyle silny,lub słaby,aby odpowiedzieć na miłość,która wychodzi na przeciw.Ja odpowiedziałam,a teraz cierpię.Wiem,większość mnie potępi,ale też wiem,że są kobiety takie jak ja,które nie chcą ranić swoich najbliższych,a jednak idą za głosem serca….a potem cierpią.MÓJ MĘŻCZYZNA pociesza mnie,zapewnia o miłości wiecznej,a jednocześnie przestaliśmy się spotykać.Mamy rodziny, pracę,pozycję,nie możemy (jego zdaniem)pozwolić sobie na skandal.Gdyby to zależało ode mnie trwałabym w tym nadal ,nie miałabym siły zdecydować o rozstaniu.Mogę być wdzięczna za JEGO mądrość,co nie zmniejsza mojego bólu,tęsknoty,miłości.

  • Anonymous

    Piszesz: "Wiem, większość mnie potępi…" Nie potępiam. Podziwiam Cię. I bardzo, bardzo Ci współczuję. Od czasu Twojego wpisu minęło trochę czasu, więc mogę tylko mieć nadzieję, że jakoś Ci życie się ulożyło bez obecności osoby, której kochasz. Trzymaj się ciepło!

  • Anonymous

    OD CZASU TWEGO WPISU MINĘŁO JUŻ KILKA MIESIĘCY. BARDZO CIĘ PODZIWIAM I JEŚLI TO JESZCZE JEST MOŻLIWE NIEROZSTAWAJ SIĘ TAK DO KOŃCA ZE SWOJĄ UKOCHANĄ OSOBĄ.
    JA KILKA LAT TEMU SPOTKAŁAM SWOJĄ BRATNIĄ DUSZĘ, ALE NIESTETY BYŁAM JUŻ MĘŻATKĄ, A ON ŻONATY. SPOTYKALIŚMY SIĘ , POŁĄCZYŁAM NAS WIELKA MIŁOŚĆ. POTRAFILIŚMY MIEĆ DLA SIEBIE CZAS, ZAWSZE SPEDZALIŚMY GODZINY NA ROZMOWACH ZE SOBĄ, PLANOWALIŚMY WSPOLNĄ PRZYSZŁOŚĆ, BO BEZ SIEBIE NIE MOGLISMY JUŻ ŻYĆ. MARZYLIŚMY O WSPÓLNYM DOMKU NAD BRZEGIEM JEZIORA. SWE UCZUCIE PIELĘGNOWALIŚMY I DBALIŚMY O NIE BARDZO. ZWIĄZEK NASZ TRWAL OD LAT, A MY CAŁY CZAS PATRZYLISMY NA SIEBIE OCZAMI MIŁOŚCI I NIE ZNUDZILIŚMY SIĘ SOBĄ.
    6 MIESIĘCY TEMU MÓJ UKOCHANY SIĘ ROZWIÓDŁ, WIADOMO, BYŁY TO CIĘŻKIE CHWILE. ALE WSPIERALIŚMY SIĘ NAWZAJEM I BYLIŚMY JUŻ W POŁOWIE DROGI DO TEGO, ABY BYĆ JUŻ RAZEM NA ZAWSZE. AŻ DO DNIA, W KTORYM DOWIEDZIAŁAM SIĘ, ŻE MAM NOWOTWÓR, ŚWIAT MI SIĘ ZAWALIŁ. POSTANOWIŁAM NIE MÓWIĄC NIKOMU, ŻE POWINNAM ODDALIĆ SIĘ OD UKOCHANEGO MĘŻCZYZNY I NIE DAWAĆ MU NADZIEI NA PRZYSZŁOŚĆ RAZEM. ZWŁASZCZA BIORĄC POD UWAGĘ FAKT, ŻE 6 LAT TEMU LEKARZ POWIEDZIAŁ MI, USUWAJĄC CZERNIAKA, ŻE PRZYJDZIE TAKI DZIEŃ, W KTÓRYM MÓJ ŚWIAT LEGNIE W GRUZACH.
    WIĘC NIE DZWONILAM, NIE KONTAKTOWAŁAM SIĘ Z MOIM CHŁOPCEM, A JEŚLI JUŻ TO BARDZO SPORADYCZNIE.
    DZIŚ MINĘŁO OD TEGO STRASZNEGO DNIA 6 MIESIĘCY I DOPIERO TERAZ POWIEDZIALAM MU O WSZYSTKIM. NIE WIEM CZY JEST KTOŚ INNY W JEGO ŻYCIU, ALE WIEM JEDNO, ŻE TO JA ZMARNOWALAM NASZE UCZUCIE. TO JUŻ NIE JEST TO SAMO CO BYŁO. CHOCIAŻ KOCHAM GO BARDZO I NADAL TĘSKNIĘ, A BÓL PRZESZYWA MI SERCE.
    I DLATEGO BARDZO, BARDZO CI WSPÓŁCZUJĘ.
    POZDRAWIAM
    A.

  • Anonymous

    moja historia tez w sumie jest podobna kocham faceta z ktorym bylo mi cudownie jest zonaty a ja w praktyce mezatka ale od czasu do czasu sie spotykalismy snulismy razem plany na przyszlosc itp…nie trzymaja nas dzieci bo ich nie mamy wiec na co czekac????uslyszalam ze on jednak nie potrafi odejsc od niej a ze mnie zrezygnowac tez nie umnie bo mnie kocha???tylko co to za milosc spotykac sie pokryjomu i nawet mijajac sie nie okazac sobie uczucia!!!chce o nim zapomiec prosze pomozcie!!!

  • Anonymous

    Miłość jest tak ważna w naszym życiu, nadaje mu sens i dodaje uroku. Podobnie jestem mężatką, miłość mojego życia pojawiła się 3 lata po moim ślubie, był starszy ode mnie, żonaty z trójką dzieci. W moim małżeństwie się nie układało, początkowo służył mi pomocą, będąc przyjacielem rodziny. Ta przyjaźń przerodziła się w coś więcej.Zaczęliśmy prowadzić podwójne życie. Troszczył się o swoje dzieci i jednocześnie o moje. Często opiekował się całą piątką. Jest cudownym ojcem i wyrozumiałym mężem dla swojej żony. Nas łączą tylko uczucia tak silne, że nie potrafimy pojąć decyzji o rozstaniu. Wzajemnie się wspieramy i pomagamy sobie, w każdej sytuacji możemy na siebie liczyć. Dzieci nasze mają już swoje rodziny a nasza miłość nadal trwa. Ciągle mamy o czym rozmawiać, a bycie razem sprawia nam wielką przyjemność. Każdy uśmiech, spojrzenie jest czymś cudownym i wspaniałym. Jesteśmy w stałym kontakcie, brak wiadomości odbieramy, że coś się stało. Nigdy nie planowaliśmy wspólnego życia, choć nie potrafimy bez siebie żyć.

  • Anonymous

    a więc opowiem wam moją historię…Byliśmy rok ze sobą, było cudownie, każde z nas miało dziecko z poprzedniego małżeństwa.Nasze dzieci nas akceptowały wzajemnie,I wtedy stała się tragedia.Jego dziecko zmarło.Byłam przy nim ile tylko mogłam,a on z dnia na dzień stwierdził,że odchodzi, bo to co było między nami nie było miłościa, że nie kochał mnie nigdy.
    To w wielkim skrócie, ale serce moje krwawi, boli mnie całe ciało, jadę na lekach uspokajających, żeby tylko dac rade funkcjonowac.Moje dziecko tak za nim tęskni.Jak mam wytłumaczyć jej,że on nas już nie kocha, że nigdy nie kochał?Że zostawił nas jak jakąś zużytą zabawkę?Karola.P.

  • Anonymous

    Moja historia zaczęła się od prawdziwej przyjaźni w pracy. Ja pracowałam jako kelnerka on jako Dj. Niestety jak się poznaliśmy był rok po ślubie i miał kilkumiesięczne dziecko. Ja byłam singielką takie to teraz modne…Uważałam ,że nic złego nie robię przyjaźniąc się z żonatym mężczyzną ale pojawiła się między nami niewiarygodna chemia.Nie potrafiliśmy się nie spotykać co za tym idzie zakochaliśmy się do szaleństwa !!! Jednak moja moralność niekończące wyrzuty sumienia i takie wyniszczające uczucie od środka nakazywały mi odejść bo chyba rzeczą niemożliwą jest zbudować szczęście na czyimś nieszczęściu….jednak on nadal dużo dla mnie znaczy to kontakt jest tylko w pracy. Strasznie mnie bolało i boli ale ważne są w życiu zasady i pomyślałam ,że nie
    chciała bym aby jakaś inna kobieta zaopiekowała się moim przyszłym mężem zaraz po ślubie, ciąży. Są wartości które trzeba pielęgnować , a ja na chwilę chyba o tym zapomniałam. Agnieszka M.

  • Anonymous

    Moja historia zaczęła się bardzo burzliwie…On zostawił dziewczynę z którą był w zwiazku 4 lata…nie wiem może dla mnie a moze poprostu potrzebował jakiejś odskoczni, a
    ze akurat nawinęłam sie Ja;(
    Spotykalismy się dużo rozmawialiśmy…postanowilismy ze nie będziemy razem i nawet nie wiem kiedy i już bylismy parą.
    Zakochałam sie w Nim tak prawdziwie a On traktował mnie (…)
    Dzisiaj juz nie jesteśmy razem, jest mi cieżko duzo płaczę i zwyczajnie jest mi źle
    Ma nadzieje ze niedługo to wszystko minie i zwyczajnie o tym zapomnę.

  • Anonymous

    Ja wlasnie sie rozstalam z P. Mam 33 lata on 43. Oboje jestemy samotni. Bylismy ze soba 5 lat. On twierdzi ze mnie kocha ale nigdy przenigdy nie wspomnial o przyszlosci razem a ja bardzo bym chciala z nim zamieszkac, budzic sie rano przy nim i zasypiac. Mimo problemow zdrowotnych moze nawet udaloby mi sie zajsc w ciaze. dziecko to moje wielekie marzenie. Ale nie z tym "chlopcem". Jemu odpowiada takie wakacyjny zwiazek bez przyszlosci a ja po prostu juz mam dosc. Chce sobie dac szanse. Serce mi chyba peknie z rozpaczy bo bardzo go kocham …
    Inka P

  • Anonymous

    Inka,
    ja własnie rozstałam sie z takim człowiekiem. bylismy ponad 5 lat. On nigdy nie wspominal o wspolnej przyszłosci, to ja inicjowalam takie rozmowy, a dla niego nigdy nie było dobrego momentu na podjecie tego tematu. Ja sie łudziłam i oszukiwałam siebie. I okazało sie, ze jak zaczełam naciskac, wycofał sie ostatecznie. oczywiscie były jeszcze ku temu inne powody, ale wszystko wynikało z tego, ze ja "nie wiedziałam na czym stoje", brak mi było tego poczucia bezpieczenstwa, zapewnienia, ze bedziemy budowac przyszłosc razem. I gdyby on nie odszedł, pewnie bym sie dalej łudziła, ze przyjdzie odpowiedni moment i on zaproponujem i małżenstwo.
    A na koniec dowiedziałam si, że on chce "sobie ułożyc życie".
    Pozdrawiam,
    Iwa

  • Anonymous

    Moja historia jest taka. Jakieś 8 miesięcy temu zakochałam się w dobrym koledze, w chłopaku bardzo fajnym z zachowania, charakteru, mającym swoje zasady, kulturalnym a do tego przystojnym i wysportowanym, po prostu ideał. Dopiero gdy ja cos do niego poczułam(teraz jestem pewna ze to miłość), uświadomiłam sobie że on jakiś czas temu mnie podrywał, tylko ja nie widzialam albo nie chcialam tego widziec,bylam po prostu ślepa na miłość. Ale wszystko sobie przypomnialam- te jego miłe słówka, cieple spojrzenia, smsy. Wszystko wskazywalo na to ze on ciągle darzy mnie uczuciem, więc zaczęłam byc dla niego miła, dawałam mu do zrozumienia ze jest dla mnie kims bardzo waznym, zaczelismy rozmawiac na wszystkie tematy, spedzac ze soba duzo czas(chociaz nigdy nie bylismy na randce), tylko tak po prostu duzo gadalismy, ja lepiej poznalam jego, on mnie. Wiedzialam ze ma on wiele kolezanek i tylko kolezanek, ale jedna z nich mi nie dawala spokoju, bo od czasu gdy zobaczyla ze mamy sie ku sobie, to ona tez zrobila sie dla niego bardzo miła i taka przystępna, zawsze słuzyla pomocą. I zapytalam go kiedys o nią i zreszta do tej pory kiedy o nią nie zapytam on się tylko usmiecha i zaprzecza wszystkiemu, twierdzi ze nic go z nią nie łączy, ale fakty nie kłamią. Bardzo duzo czasu z nia spedza, piszą, rozmawiaja… Ale mimo to caly czas go kocham,tylko ze teraz juz kiedy widze jak on na nia patrzy to mi się żyć odechciewa. Nie potrafie sobie jego odpuscic, boje sie ze go strace, chociaz nigdy nie bylismy para. A są osoby ktore myślą ze coś nas łaczy, bo np. widzialy nas jak szlismy razem przez miasto. Nie umiem byc z nikim innym, chyba nawet nie chcę. To bardzo mnie boli, ta swiadomosc ze przegapilam milosc swojego zycia, bo wtedy gdy on najbardziej do mnie zarywal, ja tego nie widzialam, bylam dla niego wrecz wredna gdy on mowil mi cos milego. A teraz juz jest za poźno… Uczucie z jego strony do mnie wypalilo się, nawet na dyskotece nie zatanczyl ze mną. Powiedzial mi zebym sie nie obraziła, ale on nie potrafi i nie chce tanczyc. Zasugerowal mi zebym poszla tanczyc z kolegą z ktorym tanczylam przy jednej piosence, co odebrałam jako akt małej zazdrości z jego strony( i przyzaje ze ucieszylo mnie to troche). Jest dla mnie bardzo chłodny, oschly, ja odbieram to tak: on czuje sie szczesliwy z nią, ale potrzebuje też mnie, boi się czasem abym się na niego o cos nie obrazila, czasem nawet jest mily,ale boje sie ze nie moge juz liczyc na nic z jego strony, co najwyzej na to ze bedziemy dobrymi znajomymi, a ja nie chce… Ja chce byc z nim, tylko z nim, nie chce nikogo innego. Kocham go, jeżeli on to przeczyta ( w co wątpie) niech ma świadomosc ze to jest własnie do niego. Czy myslisz ze tak po prostu siedze np. na gg w nocy gdy widze ze jestes dostepny? Otóż chce cie uswiadomic- czekam na wiadomosć od ciebie, bo cię kocham i chociaz nigdy ci tego nie powiedzialam to wiem ze ty o tym wiesz, bo dawalam i daje ci tyle znakow. Ocknij się wreszcie i zauważ to, zauważ znów mnie. Chlopaki uwaga do was- nie bójcie się wyznawac milosci dziewczynie, żadna która bedzie tego warta was nie wysmieje. Chłopcy do dzieła, a ja w dalszym ciągu nie wiem jak mam dalej żyć. Płacze po nocach, w dzien sie zamyslam o nim i siedze smutna. Stracilam ochote na wszystko- prace, szkole, imprezy, kolezanki, kolegóg, jedyną radość z życia daje mi Bóg. Mówię serio modlitwa pomaga, ale mimo wszystko bardzo cierpie :-(

  • A-nowi

    A ja przeciwnie, chce pamiętac i pielęgnuję w pamięci najpiękniejsze wspólne wspomnienia, ale jak pisze i jak podpowiedziała mi Joasia tęsknota nie jest negatywnym uczuciem! Świadczy o pięknie i sile uczucia, które łączyło, zawsze jest szkoda tego, co minęło, co się wspólnie stworzyło, i ta tęsknota, to przyzwyczajenie że do tej pory z ukochaną osobą spędzaliśmy czas, rozmawialiśmy , dzieliliśmy się, mieszkaliśmy i mieliśmy plany, sprawia , że najpierw zapominamy lub tłumimy powody rozstania i chcemy jaknajszybciej podjąc próby powrotu do siebie, a warto wtedy zatroszczyć się o siebie, ochłonąc, wypłakać się, przejść proces "żałoby" po stracie, i przemyśleć sobie wszystko na spokojnie z myślą, że spotka nas cos równie pięknego i wartościowego a my będziemy już bogatsi o kolejne doświadczenie.

Dodaj komentarz

  

  

  

ZAPISZ SIĘ na BIULETYN !
Dołącz do 1100 Czytelników Biuletynu Piękna Miłość !
Zgadzam się z Polityką Prywatności

BONUS: poradnik Czym jest Miłość

Szanujemy prywatność ! - Twoich danych nikomu nie udostępniamy i w każdym momencie możesz się wypisać

Archiwum

  • 2012 (31)
  • 2011 (102)
  • 2010 (81)
  • 2009 (102)
  • 2008 (98)

Nowe komentarze

BONUS dla Czytelników Biuletynu

czym-jest-milosc