„Życie bez Ciebie traci sens …" – od przywiązania do uzależnienia

W artykułach od maja do września 2009 roku, szeroko opisywaliśmy temat uzależnienia od ludzi (partnera), rzeczy, osiągnięć – czegokolwiek, czym warunkujemy własne szczęście. Przedstawiliśmy drogę od toksycznego zniewolenia w związku, poprzez szacunek do siebie, ku głębokiej więzi z Bogiem. Joanna ukazała duchowy proces uzdrawiania siebie, który wspiera tworzenie PARTNERSKICH relacji w małżeństwie.

Joanna opisywała także miłość uniwersalną, niewymagającą, bezwarunkową jako ideał, ku któremu dążymy. Wspominaliśmy o tym, że nie musimy osiągnąć ideału, wartościowe jest już same zmierzanie ku niemu. Taka droga może stać się wspaniałą życiową przygodą, która zbliża do pogłębienia wiedzy o sobie i otaczającym świecie!

Uzależnienie skrajnym wyrazem przywiązania
Przywiązanie do innych ludzi jest naturalnym stanem. Związane jest ze wzajemną emocjonalną gratyfikacją – w związkach oczekujemy czegoś w zamian za to, co sami dajemy. W miłości także! Ty dajesz / otrzymujesz i Twój partner tak samo. Wymieniacie się emocjami, wsparciem, uwagą, dobrami, itd. Ale kiedy to przywiązanie przesunie się w skrajne położenie, to właśnie staje się uzależnieniem! Czyli przechodzi w „przegięcie” w stylu: „żyć bez ciebie nie mogę”, „jak odejdziesz to coś sobie zrobię”, „jak możesz wychodzić z kolegami na piwo i mnie samą zostawiać”, „zerwałam dla Ciebie kontakty ze wszystkimi moimi przyjaciółmi”, itp.

Czy zależność od partnera buduje czy niszczy Ciebie i Waszą miłość?
Uważamy, że uzależnienie od drugiej osoby, w dłuższej perspektywie czasu, nie jest korzystne. Ale Ty możesz partnera szaleńczo kochać, „na zabój” (!) i wcale nie myśleć kategoriami czy to jest złe, czy dobre. Przecież to Twoja subiektywna ocena tej relacji. Jak Ci jest dobrze, lub choćby bilans takiego związku wydaje się Ci pozytywny, to OK.
Jednak my staramy się zwrócić uwagę na EFEKTY jakie Ci przynosi Twoja postawa. I to one są wyznacznikiem czy masz problem, czy też nie. Bo jeśli w związku, w którym się znajdujesz, ujawniają się sytuacje krytyczne, obniżające samoocenę, sprawiające, że często łapiesz „doła”, to jest to sygnał, że relacja wymaga wnikliwej refleksji.

Gdzie jest wolność w małżeństwie?
W miłości chcemy unifikacji, wyjątkowej więzi, jednocześnie z poszanowaniem indywidualności i wolności. To tak teoretycznie, bowiem związek, to niezwykle dynamiczna relacja. Raz tej wolności dajemy więcej, raz mniej. Raz odczuwamy ją bardziej, raz mniej.
Nasza czytelniczka Agma napisała: „Najśmieszniejsze jest to, że miłość i związek to jest właśnie uzależnienie. Czy się na to godzimy czy nie, tak jest rzeczywiście. Bo jeśli kochamy z całego serca, to oddajemy siebie, to otwieramy się i stajemy się równocześnie bezbronni i otwarci na zranienia. Tak więc uzależniamy się mniej lub bardziej świadomie gdyż pragniemy miłości. Nawet za cenę uzależnienia postanawiamy tworzyć związki biorąc pod uwagę niebezpieczeństwo zranienia. (…) Chcesz mieć związek? Musisz się liczyć z uzależnieniem. (…) Nie wydaje mi się, że bliskie związki to związki „całkowicie wolnych ludzi”.”

Owszem, miłość jest formą przywiązania, ale MOŻE się stać (a nie musi!) także uzależnieniem. Uzależnienie ma w sobie negatywny oddźwięk, ponieważ staje się postawą, zachowaniem, które już przekroczyły granice (moralne, kulturowe, bhp zdrowego podejścia do związku). Stało się czymś więcej niż przywiązaniem i przez to jest niebezpieczne dla zdrowia psychicznego i fizycznego osoby uzależnionej i dla jego partnera. To jest nałóg, który nie jest korzystny. W przypadku miłości staje się ZBYT DUŻĄ ZALEŻNOŚCIĄ EMOCJONALNĄ od partnera, prowadzącą do cierpienia, do kłótni, pretensji, żalów.

Jesteśmy przywiązani do wielu rzeczy oraz osób i ich zachowań. W temacie przywiązania i niegroźnych codziennych uzależnień (słodycze, zakupy) chodzi o to, abyśmy nie popadali w skrajne uzależnienie od partnera, niosące za sobą cierpienie, zazdrość, zdradę, manipulację, obsesyjne sprawdzanie / testowanie – jak choćby przekraczanie intymnej sfery partnera poprzez kontrolowanie jego wyjść, spotkań, połączeń z telefonu komórkowego, sms-ów, notatnika czy pamiętnika…

Tomasz

 

About the Author:

Psycholog i coach. Od nastolatka interesuje się metodami doskonalenia umysłu, samorozwojem i duchowością. Żyje z pasją robiąc to, co lubi - prowadzi szkolenia z zakresu rozwoju osobistego, ćwiczy jogę i wędruje po górach. W szczęśliwym małżeństwie z Joanną Stelmach :)

Dodaj komentarz

avatar
Anonymous
Gość

U siebie największą zależność emocjonalną od drugiej osoby odczuwam na początku znajomości – wtedy, gdy chłopak mi się spodoba, gdy zaczynam z nim wiązać nadzieje na nawiążanie bliższego związku (nadzieje na wyjście z etapu koleżeństwa). Na tym etapie moje myśli są nieustannie przy tym mężczyźnie i wszystko robię z myślą o nim (ubieram się, chodzę w określone miejsca, mówię coś, planuję). Jest to bardzo męczące dla mnie. W razie jakiegoś niepowodzenia przeżywam to bardzo bardzo ciężko- jest to dla mnie samej niezrozumiałe, bo w zasadzie z takim mężczyzną nic mnie jeszcze nie połączyło. Nie wiem też jak takim sytuacjom przeciwdziałać.
Justyna

wpDiscuz