O nerwicy, sztuce i Morrisonie (1/4)

Przedstawiamy Ci niezwykły tekst autorstwa mojej Klientki Ewy, w którym dzieli się swoimi refleksjami na temat nerwicy. Ewa w liście do mnie napisała: „Zdaję sobie sprawę, że nie jest to może nic wielkiego, czy też odkrywczego, ale generalnie napisanie tego przyniosło mi wielką ulgę i pomogło poukładać myśli i w pewnym sensie jest to kontynuacja terapii, a właściwie pracy nad samym sobą. (…) Przyznam się, że jestem trochę zaskoczona (i chyba onieśmielona), że chciałabyś to udostępnić Czytelnikom i Klientom Pięknej Miłości – to dla mnie wręcz zaszczyt, a jeżeli jeszcze komuś mogłoby to pomóc, to naprawdę będę szczęśliwa i może trochę bardziej przekonana, że nie warto wszystkiego pisać tylko do szuflady.”

 

Śródtytuły pochodzą z naszej redakcji, aby ułatwić Ci powrót do fragmentów, które Cię zainteresowały. Wszystkie zdjęcia są autorstwa Ewy z Jej podróży duchowej do Paryża śladami Jima Morrisona. Cytaty zamieściła Ewa i pochodzą z książki „Nikt nie wyjdzie stąd żywy – historia Jima Morrisona” (autorzy: Jerry Hopkins, Danny Sugerman, wyd. InRock) oraz z „The Doors. Antologia tekstów i przekładów” (wybór tekstów dokonany przez Danny’ego Sugermana w przekładzie Jędrzeja Polaka, wyd. InRock).

 

Cały tekst Ewy podzieliliśmy na 4 części publikowane w kolejnych dniach:

I część: Zaburzenia nerwicowe statystycznie mogą dotknąć każdego człowieka, Nerwicę można porównać do teatru, Przebudźcie się!, Demon pod postacią nerwicy, Nerwica nie jest przypadkową chorobą,

II część: Praca nad samym sobą a farmakologia, Samoodnalezienie się, Tam, gdzie czai się nerwica, Tam, gdzie początek i …kres,

III część: Twoje nastawienie, Interpretacja nerwicy,

IV część: Jim Morrison i The Doors, Śladami Jima Morrisona w Paryżu, Sprzeciwić się swoim demonom.

 

Serdecznie polecamy!

 

Paryż - śladami Morrisona

Widok z Łuku Triumfalnego; autor: Ewa S.

 

Część 1:

 

Zaburzenia nerwicowe statystycznie mogą dotknąć każdego człowieka

Zaburzenia nerwicowe statystycznie mogą dotknąć każdego człowieka, niezależnie od płci, wieku, statusu materialnego, czy poziomu intelektualnego.

Zauważa się jednak pewną zależność i można stwierdzić, że większe skłonności ku tym przypadłościom mają ludzie z rozbudowaną wrażliwością i to w dosłownym tego słowa znaczeniu. Mowa tu o kruchości, delikatności i empatii, jaką posiadają samą w sobie, jak i o pewnym wyczuleniu na piękno, dobro, zło – po prostu na otaczający ich świat. Szczególnie ukojenie odnajdują w kierunkach artystycznych, w głęboko pojmowanej sztuce, jaką jest np. muzyka, film, teatr, malarstwo, czy poezja. Nie zawsze docierają do nich suche fakty naukowe, statystyki, czy tabelki, ponieważ wolą doszukiwać się szerszego znaczenia, mnogiej interpretacji, a może nawet własnej ideologii niż zgodnie przytakiwać autorytetom. „Nie jestem szalony, interesuje mnie wolność” – powiedział kiedyś Jim Morrison i w tym krótkim, dziwnym stwierdzeniu zawarł cały sens a także cel, do którego dąży każdy człowiek.

Chciałabym ukazać nerwicę w zupełnie nowym, dotąd nieznanym świetle – o jej podobieństwach do sztuki, a może nawet jako sztukę samą w sobie.

Ma to na celu nie tylko pokazanie znanego tematu z nieznanej strony, ale przede wszystkim chęć dotarcia do ludzi, do których – mimo ogromnych chęci – żadne racjonalne argumenty nie trafiają, a zmagają się tymi problemami i co najważniejsze – chcą się od nich wyzwolić.

 

Nerwicę można porównać do teatru

Nerwicę można porównać do teatru, a ataki paniki do sztuki, którą sami reżyserujemy, jednocześnie odgrywając w niej główną rolę. Publicznością zazwyczaj jest nasza rodzina (ale mogą być też zupełnie obcy, przypadkowi ludzie), która poniekąd zmuszona jest oglądać to tragiczne widowisko, w żaden sposób nie mogąc w nim uczestniczyć, ani też go przerwać. Jedyne co im pozostaje to tylko przyglądać się temu z boku z niekrytym politowaniem i pewnym niedowierzaniem, a co gorsze pewnie nawet z zażenowaniem. Co ciekawe nasz spektakl może odbywać się również bez widowni, choć w czasie ataku zdecydowanie wolelibyśmy znajdować się wśród ludzi.

Podczas ataków paniki czujemy tak wiele emocji naraz, jesteśmy w stanie postrzegać mocniej, silniej i głębiej. Docierają do nas wszystkie bodźce z wewnątrz naszego ciała, wszystko wydaje się być takie przerysowane i wyolbrzymione, jednocześnie nie mamy nad tym żadnej kontroli, przyglądamy się jak nasz system nerwowy dezorganizuje się, a my nie mamy wpływu na to co wydarzy się dalej.

 

Przebudźcie się!

Dziewiętnastowieczny poeta francuski Arthur Rimboud uważał, że obowiązkiem artysty jest uczynić wszystko, by udoskonalić swe zdolności postrzegania świata. Mówił, że siła pisarza lub artysty leży zarówno w jego zdolności do czerpania, jak i tworzenia. Doradzał systematyczne „racjonalne dezorganizowanie całego systemu zmysłów”. Po co? „By dotrzeć do nieznanego”. Poszukiwanie „nieznanego” zostało również dobrze udokumentowane przez Jima Morrisona. „Są rzeczy znane” – powtarzał za Williamem Blake’iem – „i są rzeczy nieznane. A pomiędzy nimi znajdują się drzwi”.

Swego czasu Jim tysiące razy wykrzykiwał na swoich koncertach „Przebudźcie się!”, tak by widzowie otrząsnęli się ze swojej nieświadomości.

Nie da się jednak wywołać ataku, jak i samej nerwicy poprzez różnego rodzaju środki psychodeliczne, alkohol, czy też narkotyki, co z chęcią czynili artyści, szukając tym samym granic rzeczywistości. Najczęściej ataki zaskakują nas samych – uderzają nagle, lub też niedługo przed napadem paniki towarzyszy nam niepokój, czujemy że to „coś” się zbliża, nie wiemy jak zatrzymać to błędne koło, co jeszcze bardziej potęguje nasz strach i tym samym wykańcza nas.

Jak więc wyzwolić się z więzienia, które sami sobie wznieśliśmy? Kim jest ten demon, który ubezwłasnowolnia nas pod postacią nerwicy? A przede wszystkim po co się zjawił i co nam chce przez to powiedzieć?

 

Demon pod postacią nerwicy

Na początek trzeba zdać sobie sprawę, że nie jesteśmy w stanie uciec od tego problemu. Zresztą trudno jest udawać, że nic się nie dzieje – nerwica wywraca cały nasz pozornie poukładany świat do góry nogami, co nie pozostaje niezauważone dla naszego otoczenia. Każdy to widzi, ale nikt nie rozumie. Teksty w stylu: „weź się w garść”, „przejdzie Ci” czy „nic Ci nie jest”, zamiast podnosić na duchu, jeszcze bardziej nas osłabiają i potęgują uczucie wyobcowania. Dociera do nas, że jesteśmy z tym sami i choćbyśmy szukali wszelkiego towarzystwa podczas ataku, biegali po lekarzach w środku nocy, czy wydzwaniali na pogotowie to nikt nie jest w stanie nam pomóc. Oprócz nas samych.

Ian Curtis, wokalista zespołu Joy Division, który zmagał się z wieloma wewnętrznymi demonami, mawiał: „Przeszłość nie ma znaczenia, teraźniejszość nie istnieje, przyszłość jest poza kontrolą”. I te słowa idealnie ukazywały nasz stan ducha oraz punkt na mapie, w którym obecnie się znajdujemy.

Kiedy już zdamy sobie z tego sprawę, wtedy też tak naprawdę zacznie się nasza nowa rola i rozpoczniemy długą wędrówkę wiodącą przez zakamarki naszej podświadomości, ale prowadzącą do całkowitego wyzwolenia. I tylko my jesteśmy w niej jedynymi przewodnikami.

 

Nerwica nie jest przypadkową chorobą

Wielu artystów uważało, że aby móc być twórczym, a co za tym idzie, rozwijać się, należy wyzbyć się wszystkiego co jest w nas, a jest obce. Odrzucić wszystkie idee, na rzecz stworzenia własnych. My również musimy wrócić do samego początku, bo nerwica nie jest chorobą, która wybrała nas przypadkowo. I nie uwolnimy się od niej, póki tego nie zrozumiemy. To narastające przez lata konflikty wewnątrz nas, brak wiary we własne możliwości, gniew, przykre wydarzenia, nierozwiązane sprawy, czy piętrzące się problemy, pokazują, że nasz organizm nie jest studnią negatywnych emocji, do której można dokładać kolejne. One same nie znikają – cały czas siedzą w nas nierozwiązane. W końcu upomną się i uderzą ze zdwojoną siłą – już pod postacią nerwicy.

 

Ewa

> część 2

 

By | 2016-10-15T18:43:49+00:00 24.02.2014|Categories: rozwój osobisty|Tags: , |2 komentarze

About the Author:

Dodaj komentarz

avatar
Henryk
Gość
Musze powiedziec ze bardzo mnie zainteresowal ten artykul i wyznania Ewy. Tak sie sklada ze ten temat jest mi dobrze znany poniewaz sam przechodzilem konflikt wewnetrzny zmagajac sie z atakami nerwicy.Przynajmniej doktorzy tak twierdzili. Zaczne od poczatku poniewaz moze to pomoc Ewie w szukaniu prawdy o sobie i przyczynach. Moje pierwsze ataki zaczely sie kiedy skonczylem 30 lat. Oczywiscie przy konsultacji z doktorem ktorego jak pozniej sie dowiedzialem wiedza o medycynie byla tylko dostateczna stwierdzil ze nic mi nie jest tylko ataki nerwicy i trzeba farmakologicznie mnie leczyc. Moje zmagania z tym byly przez lata jedna zmora zyciowa przy ktorej… Czytaj więcej »
zofia
Gość

prawda – o mnie …

wpDiscuz