Uzależnienie od partnera


Miłe początki
Uzależnienie od partnera jest bolesnym tematem. Na początku związku może być fantastycznie – jesteście silnie podekscytowani , rozmawiacie godzinami, spędzacie ze sobą mnóstwo czasu, a jak się nie widzicie, to dzwonicie do siebie, wysyłacie dziesiątkami sms-y. Bywa, że snujecie wspaniałe plany na przyszłość – o domu, dzieciach, karierze, urlopach.

Zdobywanie terytorium
Po pewnym czasie rozpoczyna się specyficzna gra w związku, w zdobywanie terytorium, wytyczanie granic, powstają zakazy i nakazy. Jeśli tego etapu partnerzy nie są świadomi, to bardzo łatwo tutaj wpaść w swoje nawykowe koleiny, wnieść do związku wzorce wyniesione z domu rodzinnego, pierwszych relacji damsko-męskich, pierwszych związków miłosnych.

Zaczyna się też cicha walka o dominację i kontrolę. Jeśli uwikłamy się w nie , to teoretycznie, wygrywa mocniejszy partner, ale ostatecznie praktycznie przegrywa cały związek. Ujawniają się takie cechy partnera i Twoje, których nie prezentowaliście w pierwszym etapie związku. Niektóre z nich które były widoczne, ale ignorowane, ponieważ idealizacja drugiej osoby działa niezwykle silnie w tym czasie, jak też nadzieja, że partner się zmieni (po ślubie, albo jak urodzi się dziecko).
fot. Scott Maxwell – Fotolia.com

Niskie poczucie własnej wartości
Dotykamy tutaj też tematu poczucia własnej wartości. Przy niskim poziomie tego elementu, pojawiają się destrukcyjne zachowania, nie radzisz sobie z trudnymi uczuciami, gnębi Cię poczucie bezsilności i małego wpływu na Twój los. Bywa, że masz swoje małe nałogi, które pomagają Ci zrekompensować cierpienia i na chwilę zapominasz o ciążącym Ci bagażu emocjonalnym, dręczącej Cię pustce.

Uzależnienie
Uzależniasz się nie tylko od słodyczy, robienia zakupów, czy alkoholu, ale także od fizycznej obecności wybranka u Twojego boku. Funkcjonujesz na granicy obsesji – partner jest taki ważny, że wokół niego krążą wszystkie Twoje myśli, chcesz stać się dla niego całym światem, stać się dla niego kimś niezbędnym, zmienić go na lepsze… Dbasz o niego, desperacko zabiegasz o kontakt, o najdrobniejszy przejaw miłości…
To jest czasem miłe na początku znajomości, ale na dłuższą metę, Twoja nadmierna intensywność emocjonalna i starania mogą odstraszyć ukochaną osobę, sprawić, że będzie Cię unikała. Lub przestaje Cię szanować, bez skrupułów wykorzystuje, lekceważy, źle traktuje, włącznie ze stosowaniem przemocy. Ty niestety, szybko jej przebaczasz, kiedy tylko okaże skruchę i odrobinę miłości.

Mimo toksycznej relacji, jesteś w stanie znieść wiele – kłamstwa, wyzwiska, poniżanie, zdrady, przemoc, byle tylko partner zechciał pozostać z Tobą…
Możesz trwać w takim destruktywnym związku aż do kompletnego wyniszczenia Twojej psychiki, albo zrobić wszystko, aby się uwolnić.

Joanna & Tomasz

Komentarze: 50 do Uzależnienie od partnera

  • Anonymous

    Witam. Mam 20 lat i od 4 lat byłam w związku. Niedawno jednak postanowiłam go zakończyc, ze względu na zachowanie partnera. Początek był cudowny, miłe słówka, szacunek i godzinne rozmowy. Niestety po jakimś czasie, zaczęły się awantury, chorobliwa zazdrośc, groziłam rozstaniem, ale odpuszczałam za każdym razem. Przez jakiś czas, było dobrze, jednak teraz zaczęły się wyzwiska, denerwuje go każda drobnostka, a ja na to nie reagowałam. Ostatnio coś we mnie pęklo, jednak on cały czas do mnie pisze i błaga o wybaczenie, żebym do niego wróciła. Myślałam, że będę "twarda",ale znowu zaczynam ustępowac. Nie wiem, co robic, czy on może się zmienic ? Bardzo proszę o pomoc. Agnieszka W.

  • Tomasz Kurzydłowski

    Czy ktoś z Was zna faceta, który po Wielkim Kryzysie w Związku, po obietnicach "poprawy", rzeczywiście przeszedł przemianę i stał się lepszy dla swojej Kobiety? I ten Jego lepszy wizerunek utrzymuje się już od dłuższego czasu?

    Chyba są tacy Mężczyźni?!

    pozdrawiam
    Tomasz

  • Dominika

    Ja znam! :)ale obserwując otoczenie i znajomych to chyba unikat:)
    Pozdrawiam, Dominika

  • Tomasz Kurzydłowski

    A jednak jest nadzieja :) Dlatego wierzę, że jak się bardzo kocha i przemyślało się swoje dotychczasowe postępowanie, to można przejść przemianę!
    Warunek to refleksja + świadomość siebie.

    Czasami musi wydarzyć się coś kryzysowego w małżeństwie, aby wyrwać nas z okowów bezrefleksyjności.

    Dzięki Dominiko, serdecznie pozdrawiam
    Tomasz

  • Anonymous

    miałam dziś zły dzień związany z rozstaniem i dzięki tej stronie uświadomiła m sobie własne mechanizmy,które nie pozwalają mi na uwolnienie się od przeszłości.dziękuję

  • Anonymous

    Ja także poznałam mężczyznę, który zmienił się dla swojej partnerki. I jest to tym bardziej zaskakujące, że ten mężczyzna wydawał się być "przypadkiem beznadziejnym" :) Ale tak jak napisał Tomek, wcześniej musiał nastąpić kryzys – doszło prawie do rozstania. Dobrze że obie strony wykazały się cierpliwością i nie poddały się kryzysowi. Teraz aż miło patrzeć na oboje :)
    Aneta

  • Anonymous

    Witam ja byłam siedem miesięcy w związku ze starszym od siebie mężczyzną na początku jak zawsze było cudownie, wczesniej bylismy przyjaciłmi, razem pracujemy i to jest najgorsze ja się od niego uzależniłam a on ma mnie już gdzieś kilka razy robił mi tak że się do mnie nie odzywał kilka dni bez jakiego kolwiek wytłumaczenia a ja jak głupia zamiast za pierwszym razem kopnąć go w d…. wyciągałam rękę no i przestał mnie szanować, gdy pytałam go czy mnie kocha mówił że tak ale chyba nie taraktuje się tak kogoś kogo się Kocha. Chcę się wyleczyć z tej toksycznej miłości tylko fakt że pracujemy ze sobą mi w tym nie pomaga ale sama tego chciałam i teraz muszę ponieść konsekwęcje tego że zgodziłam się z nim być:(

  • Anonymous

    Ja jestem w toksycznym związku już kilka lat,ale niestety nie mogę tego przerwać ponieważ łączy nas córeczka no i rzecz zasadnicza NIE MAM DOKĄD ODEJŚĆ;/Kiedyś byłam pogodną,zadbaną optymistką a teraz…brak słów.Jestem wrakiem człowieka,mając zaledwie 30 lat,nie wiem jak długo to jeszcze wytrzymam,chciałabym to zakończyć ale nie wiem jak…..

  • Anonymous

    Witam wszystkich,
    Wspaniały portal,naprawdę podnosi na duchu. Mam podobny problem jak większość tu osób, poradźcie coś,bo ciężko mi samej podjąć jakąś konstruktywną decyzję. Byłam 3 lata w związku z mężczyzną dobrym,zakochanym we mnie, na pewno moje błędy spowodowane potrzebą stabilizacji i uczynieniem tego związku poważniejszym sprawiły, że zaczęliśmy się od siebie oddalać. On przez co najmniej rok próbował mnie od siebie odsunąć, w końcu w maju rozstaliśmy się, opuściłam nasze wspólne miasto. Teraz,po 6 mcach znów wróciłam, doszłam do siebie,pokonałam lęki,samotność, tęsknotę za nim,potworną tęsknotę..a tymczasem on wiedząc że tu jestem zacząl mnie nękać, twierdzi, że kocha najmocniej na świecie,ale się boi,bo wie,że nie umiemy sie porozumieć..po co pisze..on tweirdzi,że tęskni,ze nie chce tracić kontaktu,a ja myśle,że chce bym znów cierpiała,bym znów wpadła w depresję, wiem,że to co piszę,jest standardowe na tym portalu,ale poradzcie,czy mozna jednoczesnie kochać i się bać?to dla mnie sprzeczne,albo sie kocha,albo nie,jak rozwiązać ten problem,Joanno i Tomaszu,pozdrawiam serdecznie,Wasz portal to jedyne takie miejsce,w którym można zaznać pocieszenie w trudnej chwili,zawsze tu zaglądam;)Pozdrawiam wszystkich!Justka

  • Joanna Stelmach

    Bardzo dziękujemy Ci Justko za miłe słowa! Ludzie są pełni sprzeczności. Często im bardziej kochają tym bardziej targa nimi lęk – czy wszystko pójdzie dobrze… czy nie utracę ukochanej osoby… Receptą na to może być świadome kierowanie się miłością, do siebie i do innych, w każdym momencie wyboru. Także – pielęgnowanie pozytywnych myśli i zaufania, przede wszystkim do samej siebie (do swojego wewnętrznego głosu) ale też do bliskiej osoby i do życia w ogóle.

  • Anonymous

    Hej wszystkim!!

    Wlasnie placze…bo probuje uwolnic sie- juz poraz kolejny z trudnego zwiazku…Rozstawalismy sie juz kilka razy….teraz mam na twarzy siniaki…tak bardzo to wszystko zabrnelo gdzies nie wiem gdzie…jestesmy za granica Polski, w Anglii…znajomi ktorzy juz opadaja z sil…bo odchodze i wracam….tlumacza i tlumacza, ze to jest chore….
    uzaleznienie jak nic…uwolnic sie…
    jak sie uda…napisze…

    Wszyscy pragniemy milosci, byc kochanymi…dlaczego jest to takie trudne???

    Emila S.

  • Anonymous

    Witajcie, pół roku temu zwróciłam się do Was o radę, a właściwie chciałam wyżalić się i poczuć solidarnie z pozostałymi. Spróbowałam raz jeszcze zaangażowania się w związek z tym, o kim kompletnie nie mogę zapomnieć, co jest jak jakieś paskudne natręctwo,ale to chyba miłość..Niestety, raz jeszcze usłyszałam, że nie może mi nic obiecać, że kocha,że potrzebuje,ale chce zbudować przyjaźn, zaufanie, którego nie ma, jakieś fundamenty…wydawało się to logiczne, gdyby nie fakt, że traktował mnie raz ciepło i serdecznie, raz się oddalał i czułam dystans,niepewność, lęk. Takie wodzenie za nos, bez angażowania się, jednak jest niewdzięczne, mimo że to cudowny, dobry człowiek, tu przejawia się jego nieuczciwość, chce mieć wciąż uchyloną furtkę, a ja nie umiem od ponad roku zapomnieć, skoro cały czas ktoś się odzywa, wiem,że kocha,ale się boi. To przecież nie ma sensu?Jeśli znajdziecie czas, a wiem, że to, co piszę może wydać się banalne, idiotyczne, poradźcie, co robić, czy pokazać Mu,że jestem cierpliwa,że czekam aż się przekona, upewni, czy traktować to jako wyraz braku szacunku, dla mnie i moich uczuć?Pozdrawiam Was serdecznie, życząc samych pięknych chwil. Justka

  • Anonymous

    Justyno! a co on w tym czasie robi? pytanie, czy spotyka się z innymi, randkuje.. czy żyje jak pustelnik w samotności. mi się wydaje, że jeśli ktoś kocha, jest naprawdę za tą osobą,to czuje że to jest to! nie zastanawia się, bo to jest taka siła, która pcha człowieka ku obiektowi miłości, nie oddala się.. może boi się stracić, a na boku kombinuje coś jeszcze. pewnym sposobem, by się przekonać, czy mu naprawdę zależy, byłoby twoje zainteresowanie kimś innym. czy byłby zazdrosny? walczył by o twoje względy? również i ty nabrałabyś do niego dystansu, nie byłby jedynym mężczyzną na świecie. niech choć raz dowie się, że umówiłaś się z kimś innym. wydaje mi się to jedyna skuteczna terapia – dystans do obiektu westchnień, wypełnienie życia wszystkim, tylko nie nim. odrzucenie tego w myślach, pragnieniach, skupienie się na sobie i mocne postanowienie ze to ty jesteś warta tego, by o ciebie zabiegać, latać za tobą. odrzuć wszystko to, co jest z nim związane, odwróć się od niego. po to, by mogła wrócić równowaga w waszą relację. puść wolno, to co kochasz..

    gosia

  • Anonymous

    Witam… chcialam sie z wami podzielic swoja historia, tak po prostu. Jestem juz prawie 2 miesiace po rozstaniu z facetem, ktory mnie calkowicie zdominowal i uzaleznil psychicznie od siebie, czego wczesniej nie widzialam… bylismy ze soba poltora roku, na odleglosc, spotkania raz w miesiacu, na dluzej w swieta i wakacje, mam 23 lata on 34 po rozwodzie, z dzieckiem. Zakochalam sie bez pamieci, czekalam, plakalam tesknilam, niejednokrotnie mnie ponizyl, raz uderzyl, potrafil wyzwac, ale ja ze wszystkiego go tlumaczylam, a gdy dostawalam smsa dzien dobry milosci skakalam z radosci. Zdradzilam go kilka razy, tak bardzo potrzebowalam czulosci, ciepla, sexu, ale zawsze to jego mialam w sercu! wiem, ze on tez nie byl w porzadku, widzialam jak umawial sie na sex, jak wyparowala prezerwatywa z szuflady… ale nic nawet nie powiedzialam, balam sie ze tak to obroci przeciwko mnie, ze mnie zostawi… i zostawil mnie, gdy przeczytal moje archiwum na gg, nic tam takiego nie bylo w sumie, gdyby kochal wybaczyl by… a teraz ja nie potrafie zyc, nie chce mi sie wstawac, jesc, chodze jak w transe, sni mi sie po nocach, ciagle o nim mysle, czuje jak pomalu sie wykanczam, mimo iz wiem, ze wiazac sie z nim na stale w zyciu mialabym zle… lubil duzo wypic, lubil przycpac, zdradzal swoja zone, uprawial sex na rozne sposoby, z wieloma kobietami, byl wladczy, sprawdzal, wszystko musial miec pod kontrola… wchodzac w zwiazek balam sie, ze mnie skrzywdzi, ale uleglam i mimo tej swiadomosci, ze nie jest idealnym facetem nie potrafie o nim zapomniec… w dodatku co jakis czas wysyla do mnie smsa, podejrzewam, zebym nie zapomniala o nim tak szybko…. nie jestesmy juz ze soba 2 miesiace a on dalej mnie niszczy…

  • Anonymous

    Czasami juz brak mi sil, jest mi obojetne co sie ze mna stanie… najbardziej boli to, ze tak sie staralam, zeby bylo dobrze, jezdzilam po 200 km dziennie, wstawalam o 4 do pracy i autobusem dojezdzalam 100 km do siebie… mowilam czego potrzebuje, czego pragne, co bym chciala zmienic w sexie, co mnie kreci, a on nie sluchal, kiwal tylko glowa. zarzucil mnie, ze nie potrafie byc do konca szczera, ze zaufal mi i dostal po tylku, a ja chcialam byc szczera, ale zawsze jak bylam to on sie smial, mowil ze wymyslam, albo irytowal sie, wiedzial ze ma mnie w garsci, ze nigdy go nie zostawie… zawsze mowil ze jak mi sie nie podoba to moge sobie znalesc innego. bylam calkowicie podporzadkowana jemu i jego zyciu, myslalam, ze mnie kocha, ze to ze zabral w gory, ze kupil drogie perfumy, ze tak szybko wprowadzil mnie w swoja rodzine, w znajomych, ze powiedzial do kolezanki ze kiedys sie moze ze mna zareczy, to sprawialo ze myslalam ze sie zmieni, ze czlowiek z taka przeszloscia jak on, moze sie zmienic i ze tez potrzebuje kogos, ze potrafi stworzyc zdrowy zwiazek, ale chyba sie pomylilam;-( dal mi jakas zgubna nadzieje, ze kiedys bedziemy razem zyc, choc nie planowal ze mna nic, bo twierdzil, ze on nie potrafi tak planowac dalekiej przyszlosci, nie chcial mnie zabrac do siebie mimo ze nic mnie tu nie trzymalo, zawsze bylam na koncu, wazniejsi byli koledzy, chcialam zamieszkac w jego mieszkaniu to powiedzial, ze on musi czuc odrobine prywatnosci jak wraca do PL, a jak byl w Pl to prawie caly czas tez tam bylam! dlaczego to tak boli, mam 23 lata cale zycie przedemna, ale ja czuje, ze bede go oplakiwac do konca swoich dni… nie chce mi sie zyc, jestem w totalnej rozsypce, nic mnie juz nie cieszy i nie widze sensu w swoim zyciu… po co? dla kogo?!

  • Anonymous

    A najgorsze jest to, ze on z siebie zrobil faceta z klasa, ktory zaproponowal mi normalny kontakt, bez wracania do przeszlosci, faceta ktorego ja skrzywdzilam (na gg znalazl moje rozmowy o nim z kolezankami jak bylam na niego zla, moje mysli, rozmowy z kolegami, ktorzy dawali mi poczucie dowartosciowania sie, choc tak naprawde byli zwyklymi pionkami w tym wszystkim, bo zawsze liczyl sie tylko on), faceta ktory zaufal i dostal po tylku, faceta idealnego, ktory mnie kochal, byl wierny, jak on to powiedzial nie byl takim skur… ze nie zasluzyl na to wszystko… teraz zamierza sie bawic… a co mnie najbardziej zastanawia to to, ze to zawsze on zostawial, nigdy nie byl porzucony… czuje sie jak Bog, ktory ma pieniadze,dobre auto i moze miec kazda, nie ta to inna, nie ma problemu, a na pytanie czy kochal kiedy tak ze nie wyobrazal sobie zycia bez tej osoby odpowiedzial nie wiem… jak mam sie wyzwolic z tego uzaleznienia, z tej chorej milosci???! czuje sie zla i winna temu wszystkiemu, tak jakby to we mnie lezala wina, a nie po srodku… ASIA…

  • Anonymous

    Witaj Asiu. Wydaje mi się, że rozumiem dobrze Twoją sytuację, gdyż sama niegdyś utknęłam w podobnym,toksycznym związku. Niesamowicie uzależniłam się od swojego partnera, pozwalałam się poniżać,kontrolować na każdym kroku aż wreszcie doszło do tego, że nie pozwolił mi odejść, szantażując, że się zabije. W międzyczasie straciłam najbliższych przyjaciół, rodzinę. Liczył się tylko on,gdy napisał miłego sms, kupił różę, czy w inny sposób mnie mamił, bylam pewna,że to ten jedyny, że mnie kocha.Czułam się przy nim niesamowicie bezpieczna,tylko on potrafił mnie pocieszyć, rozweselić.Snułam z nim dalekosiężne plany na przyszłość,planowaliśmy dosłownie wszystko.Każdą chwile spędzaliśmy razem. Kupił mi biżuterię czy perfumy dobrej marki,więc tym bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że mnie kocha. Nie zdawalam sobie sprawy, że mną manipuluje. Im dlużej byliśmy ze soba,tym bardziej mnie od siebie uzależniał. Regularnie przeglądał moją skrzynkę odbiorczą,gdy nie odbierałam telefonu, zarzucał mi,że go zdradzam.Miał obsesję na tym punkcie, obsesję nie do wytrzymania.Potrafił odprowadzić mnie do domu,po czym po godzinie zadzwonić i -gdy nie odbierałam- zarzucić mi,że go zdradzam. Jednak nie miał powodu, aby mnie o to podejrzewać, nigdy go nie oszukałam, a tym bardziej nie zdradziłam.W końcu osaczył mnie i zdominował.Zabronił mówić "cześć" do wszystkich osobników płci męskiej,a nawet do rodziców!Bardzo bałam się zakończyć ten związek,ponieważ uzależnił mnie od siebie.Mimo iż wiedziałam,że z nim nigdy nie będę szczęśliwa,nie mogłam zdobyć się na ostateczny krok. Bałam się samotności,a w sytuacji,gdy przez rok przyzwyczajasz się do jednej tylko osoby i tracisz wszystkie kontakty, bardzo ciężko jest zdobyć się na rozstanie i na samotność. Jednak ten człowiek mnie wykończył psychicznie,zniszczył moje życie.Wprowadził do mojego życia tylko strach,złość,niepewność o jutro, ale i agresję.Nie było dnia, żebym się nie bała,że albo ze mną zerwie,albo sobie coś zrobi. Teraz widzę że to była jakaś paranoja! Ale to wszystko nie ważne,było minęło. Z tego związku już dawno się otrząsnęłam, jednak cenę za niego płacę do dziś.

  • Anonymous

    Otóż jestem już od roku w innym związku, z cudownym mężczyzną, z takim, jaki marzył mi się od zawsze. Wszystko układało nam sie cudownie- na początku. Jedak im dłużej jesteśmy ze sobą,tym dłużej zdaję sobie sprawę, że tamten związek zniszczył moje poczucie wartości i ma ogromny wplyw na moje obecne relacje z partnerem. Czuje,że to teraz ja jestem uzależniona. Oczekuje od mojego mężczyzny aby ciągle przy mnie był, nie dopuszczam sytuacji,aby go dłużej nie widzieć. Dziś np. nie widzę go od rana do tej pory i już wpadam w paranoję. Boję się odtrącenia, odrzucenia. Boje się, że coś nagle pójdzie nie tak.Nie potrafię się z nim rozstawać na dłużej niż poł dnia. Bardzo tęsknię za nim,gdy go nie ma. Męczy mnie to bardzo, bo jednocześnie boje sie tego uzależnienia.To nie jest zdrowe,aby żyć czyimś życiem.On np. ma pasję- gra w piłkę nożną,jezdzi na mecze, na treningi,a ja zawsze wtedy mam depresję,że mnie zostawia -choć nie na długo- to wiem że to jest chore. Gdy go nie ma,czuję się jak nie ja.Wiem, że również powinnam znaleźć sobie pasję, nie myśleć ciągle o nim, gdy go nie ma. To jednak nie jest takie proste. Nie wiem co robić,wiem natomiast,że teraz płacę za tamten związek-to tamta relacja nauczyła mnie żyć ciągle w strachu i niepewnosci. Jestem z nim bardzo szczęśliwa,wiem że on tez mnie kocha,ciagle mi to mówi,ale też robi wszystko żebym sie tak czuła.Mieszka ze mną, opiekuje sie mną,stara się nie zostawiać mnie nigdy samej,bo wie, że tego nie lubię. Wszystko robimy razem- sprzatamy, gotujemy, chodzimy na spacery. Momentami mam ochotę zamknać nas w złotej klatce, tak dobrze mi z nim. Jednak wiem, że to jest niezdrowe, że muszę mieć również kontakt z innymi ludźmi. Nie wiem jak sie z tego wyzwolić,nie chcę zepsuć czegoś tak pięknego,a wiem,że dalej tak postępując to może się stać.Czy macie dla mnie jakieś rady co robić? Jak z tym walczyć by nie zniewolić jego alei i siebie? Dziękuję z góry za wszystkie rady. IRINA

  • Anonymous

    Irino, a ja proponuję Ci nie walczyć z Twoimi ewmocjami tylko je obserować. Czujesz się źle jak Twojego ukochanego nie ma przy Tobie? – ok, masz prawo tak się czuć, nie walcz z tym, zastanów się dlaczego tak jest, jakie jest podłoże, źródło tych emocji, zaakceptuj to że taka jesteś i … odpuść sobie. Zastanów się, zwłaszcza w sytuacjach trudnych: co mogę zrobić by było mi lepiej? Co dla siebie, ja sama mogę zrobić by było mi w tej chwili lepiej? może spacer, może czasopismo, może 10 przysiadów? Obeserwuj się i akceptuj i nigdy za nic się nie potępiaj. Skup się na tych chwilach, które spędzasz bez ukochanego i kiedy jeszcze za nim nie zdążasz zatęsknić – co się dzieje w tych chwilach, dlaczego wówczas jesteś spokojna? Czy to przypadkiem po jakimś czasie nie tworzysz swoich własnych myśli o zdradzie, o tym że jesteś nie taka – czy to nie te TWOJE MYŚLI powodują że zaczynasz tak tęsknić? W takim razie skup się na tym, by wyeliminować takie myśli. To Ty tworzysz swoje przeżycia Irino i nikt nigdy nie decyduje co czujesz i co myślisz. Wybór jest w Twoich rękach – czyż to nie wspaniałe? Gdzieś przeczytałam: związek z samym sobą jest najbardziej fascynującym i najważniejszym naszym związkiem w życiu. Nad nim warto pracować!
    Pozdrawiam wszystkich.
    Katarzyna B.

  • Anonymous

    Mienly prawie 3 miesiace…. Bylo dobrze, w miare dobrze… powolutku wracalam do siebie, on pisal co jakis czas, bo twierdzil ze to nic dziwnego ze interesuje sie mna skoro bylismy tyle czasu ze soba, to mi dawalo jakas zgubna nadzieje, w poniedzialek zakonczylismy znajomosc, tzn on stwierdzil ze nie bedzie juz pisal, bo tak bedzie lepiej dla nas obojga, tak stwierdzil po tym jak napisalam mu co o nim mysle, wszystko co mnie bolalo… i wszystko wrocilo, znowu czuje sie ja kilka dni po rozstaniu, bol, cierpienie, bezsens zycia, znowu wrocily mysli samobojcze… po 3 miesiacach dalej nie moge tego pozyc… co ja mam zrobic, jak zapomniec, jak wyjsc w koncu na prosta…?! stawiam czola, podnosze glowe mowie jakim byl ch… ale za chwile i tak sie lamie i tak w kolko…Czy jest mi w stanie ktos pomoc;-( ASIA

  • Anonymous

    Jeśli Cię to Asiu pocieszy to wiem co czujesz . Faceci to idioci . Przez nich czujemy sie takie beznadziejne takie do niczego a ich to bawi. Bawi ich nasze cierpienie i bawi to ze potrafia kogos w sobie rozkochac .
    Ja sama probuje zapomniec bylam uzalezniona od Ł. ale musze jakos z tego wyjsc bo mnie to zniszczy ja szukam psychologa . Rowniez mam mysli samobojcze zdaje sobie sprawe ze niektorzy maja gorsze problemy ale w tym wypadku naszym jest ten .. Probuje patrzec na to z innej strony , ze niektorzy umieraja i walcza o zycie i ja bym z checia sie z nimi zamienila i wlasne oddala . Ale z drugiej strony to jest bardzo egoistyczne . Bo mamy jeszcze przyjaciol rodzine ktora wtedy cierpiala by przez nas . Trzeba jakos zyc tylko wlasnie jak jesli kocha sie kogos mimo ze ktos nas mocno zranil . Ludzie mowia ze z czasem bedzie mniejszy bol moze powinnysmy w to uwierzyc a kiedys naprawde pojawia nam sie kolory w zyciu i chec do zycia wroci ..
    moze warto dla tych chwil poczekac tylko jak to powiedziec sercu ktore teraz krwawi i nie potrafi bez niego normalnie funkcjonowac …
    EwA .

  • Anonymous

    Witajcie! Znalazłam na Waszych stronach bardzo wiele nowych rzeczy. Z jednej strony zaczynam rozumieć niektóre mechanizmy, a z drugiej czuję się zupełnie w tych informacjach zagubiona. Nie znalazłam tu jednak tematu, który mnie najbardziej interesuje- jak znaleźć siebie nawzajem w codziennej, szarej, zabieganej, zmęczonej rzeczywistości. Jestem w związku od 18 lat. To był bardzo dobry związek. Od jakiś 5 lat jednak nasze drogi się w tej rzeczywistości zaczęły rozchodzić. Urodziły się dzieci, większość czasu i energii poświęcamy im. Ciężko w tej chwili jest nam połączyć obie drogi. W codzienności nie ma czasu dla nas- nawet jak bardzo się staramy. Dzieci idą spać, a my jesteśmy po prostu bardzo, bardzo zmęczeni. Wspólna rozmowa w tej chwili "trąci sztucznością", czasem razem po prostu się nudzimy. Nawarstwawiło się wiele nieodbytych rozmów, problemów nie rozwiązanych, które leżąc między nami, jeszcze bardziej nas od siebie oddalają. Wiem, że to jest problem bardzo wielu związków. Może byłaby szansa, opisać ten temat od strony psychologicznej. Może są to jakieś schematy, z których można się wyzwolić. Może jest jakiś sposób na bycie znowu razem, na naturalną rozmowę, bez pretensji i nudy. Mam ciągle nadzieję, że nasze uczucie i Wasze wskazówki pomogą nam odbudować to, co leży w tej chwili w gruzach. Będę ogromnie wdzięczna. Dotu

  • Anonymous

    To zabawne jak człowiek sam siebie potrafi oszukiwać.Od 4 lat jestem z meżczyzną, którego "kocham", ale tak naprawdę to panicznie boje się samotności,tego, iż żaden inny mężczyzna nie będzie ze mną chciał być, a to wszystko przez niskie poczucie własnej wartości.I moja chorobliwa podejrzliwosć do każdego innego meżczyzny, kiedy mówi mi, że jestem np. bardzo dobrą matką i czułą kobietą. To "mojemu mężczyźnie" przez 4 lata udało się wmówić mi, że wszystkim innym zależy nie na mnie jako na wartościowej kobiecie i człowieku, lecz tylko i wyłącznie jako na obiekcie seksualnym. I niestety tak traktuję wszystkie "miłe czy komplementujące" mnie zachowania, ponieważ, jak to stwierdził "mój mężczyzna", tylko on potrafi kochać mnie taką miłością i być dla mnie tak dobrym i oddanym.I każdy, kto nie przeszedł uzależnienia od drugiej osoby, czy to z powodu lęku przed samotnością czy niskiego poczucia własnej wartości, nie zrozumie, jak ciężko jest uwolnić się z takich relacji, uwierzyć w siebie i w to, że jesteśmy na tyle wartościowi i interesujący, że zasługujemy na prawdziwe i szczere relacje, które nas wzmocnią, a nie będą podburzały naszej samooceny.
    Karolina

  • Anonymous

    Witajcie…
    przez przypadek zupelny odnalazlem te strone… zaciekawila mnie. Wyrazy uznania dla autorow, bo w smietniku internetu, taka strona zdaje sie byc perelka. Ale nie o ty. Zastanowilem sie nad listem jesdnej z Pan, ktora na poczátku swojej wypowiedzi, ku pocieszeniu rzeszy innych kobiet pisze "faceci to idioci". Hm…Moze nie bede tego komentowal, pozostawie to takim, jak zostalo napisane… ale swoje pomysle. Wyczytalem tu kilkanascie listow. Nie tyle historie opowiedziene zastanowily mnie, bowiem wiekszosc z nich jest tu bardzo podobna… ale inna rzecz – otoz wiekszosc adwersarzy tego forum to kobiety, ktore opowiadaja o swoich zwiazkach, w ktorych tkwi problem. druga rzeczw tym, ze wine za problem chyba juz sila rozpedu przerzuca sie na mezczyzne, jakikolwiek on by nie byl…dobry – bo za dobry, zly… bo zly…a czy nie zastanowilyscie sie drogie panie, ze jesli mowimy o relacjach dwojga ludzi, to nigdy nie jest tak (owo nigdy jest tu kluczowe i napisane z rozmyslem ), ze sprawce skrywa li tylko meska czesc populacji…? Relacje okreslaja dwie strony, partnerskie tym bardziej, a podazajac za madroscia Sir Izaaka Newtona mozna z cala konsekwencja przetransponowac zasade dynamiki ciala w ruchu na okreslenie relacji w zwiazku partnerskim. Wiem, ze znacie ja doskonale, jednak dla czystosci rozwazan przypomne tylko, ze mowi ona, iz kazdej akcji towarzyszy reakcja. Rozna co do wartosci, lecz przeciwnie zwrocona. Spobujcie tak popatrzec na swoje zwiazki. Moze taka optyka pokaze przyczyny nie zawsze zauwazalne. Co sklonilo mnie do napisania tych slow. Calkiem niedawno, kiedy przyjechala do mnie bardzo wazna dla mnie osoba…(mowie na nia Slonce… w Baltyku szalal wiatr – Renata dziekuje ze jestes) otoz opowiedziala mi epizodyczna historie pewnej sprzeczki malzenskiej, ktora po krotce opisze, jesli pozwolicie… Nie slysze sprzeciwu, zaten ad vocem. Malzenstwo. Poranek. On jedzie do pracy, ona tez, ale zaczyna pozniej niz on. Ona chce, zeby podwiozl ja po drodze do znajomej…On natomiast wyjezdza sam, a ona musi jechac autobusem. Ona przychodzi do pracy i z zalem opowiada swoim znajomym, z jakim to beznadziejnym facetem przyszlo jej zyc. Jest do niczego, meczy ja ten zwiazek i ten facet. Slyszac te historie zaczalem sie zastanawiac…nad relatywizmem informacyjnym. Otoz mowie do Slonca…kochanie to wcale nie musi wygladac tak, jak kolezaka mowi…bowiem ow facet nie wypowiedzial sie.. Twoja kolezanka uzurpuje sobie prawo do kreowania obrazu meza na zasadzie wykorzystania sytuacji anominowosci i braku mozliwosci przedstawienia sytuacji z perspektywy meza. Hipotetyczne rozwazanie i moim zdaniem dosc przekomujace…ale to tylko rozwazanie…byc moze maz powiedzial – kochanie musisz sie pospieszyc, bo ja jade do pracy, ty jedziesz do kolezanki, nie masz presji czasu, prosze zatem uszanuj moj czas i pospiesz sie z przygotowaniami. Mija 10 min, a szanowna malzonka jest niegotowa…Maz zatem ponagla, racjonalnie kalkulujac czas dojazdu do pracy( korki, zamrozone szyby w samochodzie, mozliwe utrudnienia na swiatlach, karambole, cokolwiek…w granicach racjonalnych przewidywan).Mija nastepne 20 min i maz wychodzi, bowiem slowa kierowane do zony, trafialy grochem o sciane. Pani zdenerwowana jedzie autobusem, a spotkawszy swoje kolezanki opowiada, jaki to cham z jej meza, jaka to ona nieszczesliwa.. i ble, ble, ble. Pytanie zatem do szanownych Pan – czy takie zachowania sa w porzadku? Pomijam fakt ignorowania czasu i obowiazkow zawodowych meza… ale zeby jeszcze mu imie szargac wsrod innych osob.. No coz…Rzymianie mawiali – dajcie mi oskarzonego, a powod juz sam znajde..

  • Joanna Stelmach

    Witaj Anonimowy!
    Bardzo dziękujemy Ci za interesujący komentarz!
    Także za wyrazy uznania dla naszego serwisu.
    W przyszłości bardzo prosimy, abyś podawał, podpisując się, swoje imię i pierwszą literę nazwiska, albo nick.
    Pozdrawiam serdecznie!

  • Anonymous

    Bardzo celne słowa Pana Anonimowego. Od jakiegoś czasu przechodzę kryzys w związku. Szukałam pomocy w wielu miejscach. Wpadła mi w ręce książka "Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus" Johna Graya. W pierwszym momencie byłam zdruzgotana. Zdałam sobie sprawę, jak wiele nieprzyjemnych rzeczy, "złych" zachowań prowokowałam ja sama, swoim zachowaniem. Akcja, reakcja. Nie chcę tu powiedzieć, że ktoś jest winny lub kogoś rozgrzeszać. Po prostu my, i kobiety i mężczyźni, nie posiadamy wiedzy, jak my sami funkcjonujemy, czego potrzebujemy, czego potrzebuje partner, co skłania partnera do nieładnego zachowania wobec nas, jak reaguje drugi człowiek na nasze pretensje, urazy, nawet na cierpienie. Wychowanie, naleciałości społeczne wtłaczają nas w krzywdzące role. Zwłaszcza dla kobiet te role społeczne są krzywdzące i pewnie dlatego tyle kobiet czuje się pokrzywdzona. Nikt nas nie uczył, że możemy powiedzieć od razu, że to nam się nie podoba, to nas boli i kumulowałyśmy te wszystkie negatywne emocje i urazy. Na nasze ogromne pokłady negatywnych emocji, urazy, negatywnie reagują mężczyźni. Również czują się pokrzywdzeni. Spirala wzajemnych oskarżeń się nakręca. Nigdy nie zdałabym sobie sprawy sama, że tak samo ponoszę odpowiedzialność za to, że jest źle, pomimo tego, że w głębi duszy za wiele rzeczy obwiniałam partnera. Proponuję lekturę. Dla mnie była bardzo cenna.

    Przy okazji chciałam bardzo podziękować za poruszenie tematu problemów w związkach w biuletynie. Dają mi wiele do myślenia i wspierają.
    Dotu

  • Anonymous

    Piszę do Was, bo nigdzie nie znalazłam problemu podobnego do mojego (może Wam wyda się on jednak nie taki wyjątkowy?)
    Otóż: Czy można uzależnić się od drugiej osoby w 3 tygodnie? Byliśmy kolegami z pracy, kiedy poczułam, że go kocham, a kiedy po 2 miesiącach zaczęliśmy się spotykać (że jesteśmy w „związku” absolutnie i kategorycznie zabronił mi mówić i nikt nie mógł wiedzieć, ba, nawet podejrzewać, że się nawet znamy, nie mówiąc już o tym, że jesteśmy razem), po 4 miesiącach powiedział, że nigdy mnie nie kochał i nigdy nie pokocha, że ważniejsi zawsze będą koledzy itp. A ja i tak chciałam z nim być, że poczekam aż nie znajdzie tej „swojej miłości”, tylko żeby mnie nie opuszczał no i nie opuścił…do czasu jak moja mama wylądowała w szpitalu, a ja potrzebowałam wsparcia i pocieszenia, a on się wkurzył, bo nie miałam nastroju na spędzenie z nim nocy! Wtedy po raz pierwszy ja też się wkurzyłam na niego, ale po paru dniach przyszło cierpienie i ból. Żyłam nadzieją, że się odezwie, zapyta chociaż co u mnie, jak się czuję…podejmowałam próby kontaktu z nim, ale zawsze się kończyły stwierdzeniem, że mam się uspokoić a potem cisza…już od 4 miesięcy…
    Beznadziejny przypadek? Ja jestem wszystkiemu winna? Kamila M.

  • Anonymous

    …jeszcze tydzień temu było nieźle, teraz znowu jest gorzej, czy ktoś mi pomoże?
    czas wcale nie pozwala zapomnieć, ani nie leczy ran…coraz bardziej go nienawidzę za to milczenie…nawet do specjalisty trzeba czekać…jest mi tak ciężko…czy ktoś to wogóle czyta…Kamila M.

  • Anonymous

    Czyta :)
    Małgorzata T.

  • Tomasz Kurzydłowski

    Kamilo M, tutaj jest odpowiedź Joanny:
    Ja jestem wszystkiemu winna?

    Pozdrawiamy
    Joanna & Tomasz

  • Anonymous

    Pani Joanno, Panie Tomaszu,
    znalazłam Państwa strone wczoraj i czytam z zapartym tchem. i tylko niesamowity żal się wzmaga, żal, że nie znalazłam jej wczesniej, może udałoby się uratowac moj zwiazek.
    związek jednak toksyczny, ale nie musiało tak byc. Bylismy razem ponad 5 lat, były kłótnie i zawsze powroty. bez omawiania przyczyn. bo on nie chciał. a we mnie wzmagało się poczucie winy i żal, że nie rozmawiamy o tym co nas boli. było coraz gorzej, ja go goniłam, on uciekał. ja naciskałam na slub, on sie bronił. czasem dał nadzieje i sie tego trzymałam. on mogł mnie nie widziec tydzien, ja inicjowałam spotkania. ale jak bylismy razem, czułam sie szczesliwa. TRzy m-ce temu pojawiła sie moja choroba, ktora on bagatelizował. ja płakałam przy nim coraz czesciej, szukałam wsparcia, ktorego nie było. uzaleznilam sie od niego. i w koncu on miał dosc. zerwał ot tak. nie dał szansy na rozmowe. upokorzył, gdy do niego pojechałam, powiedział, że nic nie czuje oprocz nienawisci. była pogarda. i jeszcze słowa, że "chce sobie ułożyc zycie i od dawna szuka, spotyka sie z innymi kobietami". minely 4 tygodnie. a ja nie daję sobie z tym rady. pisałam, probowałam jeszcze -ale to nie ma sensu. tylko sie upokarzam. dlaczego nie słuchałam rad rodziny, znakow, ze jest zle, dlaczego w to brnelam, albo nie podjełam krokow ratowania. moj płacz spowodował, że on stracił szacunek do mnie. nie umiem go wyrzucic z mojej głowy. byłam u psychologa, ale nie znalazłam nici porozumienia z ta osoba. czy możecie Państwo choc w kilku słowach odniesc sie do mojego problemu?
    pozdrawiam,
    Iwa

  • Joanna Stelmach

    Droga Iwo!

    Do Ciebie także odnosi się artykuł
    Ja jestem wszystkiemu winna?

    Twój przykład także pokazuje, jak ważna jest miłość i szacunek do siebie, co się dzieje, kiedy ich brakuje. Uważam, że to Twój obszar do pracy nad sobą.

    Twój partner mówił Ci, że Ciebie nie kocha, że są inne kobiety w jego życiu, a Ty wciąż próbowałaś ciągnąć ten związek.

    Potraktuj tego mężczyznę jak nauczyciela na Twojej drodze, nauczyciela, który ukazuje Ci wszystkie Twoje słabości i deficyty, uzależnienia, wszelkie lęki na temat Ciebie samej, innych ludzi i życia.
    Spisz je sobie wszystkie i podejmij postanowienie, aby nad nimi pracować.

    Postaw na swój samorozwój!
    Powodzenia!

  • Anonymous

    …a mój facet ma od 3 miesięcy nową dziewczynę, która o tym fakcie sama mnie poinformowała, bo on nie miał odwagi, chociaż rozmawialiśmy miesiąc temu…Kamila M.

  • Anonymous

    KAMILA A.
    Witam, mam 22 lata i jestem 2 lata ze swoim chłopakiem. Tak jak prawie wszyscy tu piszą na początku było cudownie. Długo czekałam na taką prawdziwą miłość ale od pewnego czasu zaczynam wątpić w jej "idealność" Mój chłopka bardzo mnie kocha jak i ja jego lecz wydaje mi się, że on chce mnie za bardzo mieć, najchętniej spędzał by ze mną 24 h na dobę i nie opuszczał na krok jej zazdrosny o mój wolny czas. Jest zły jeśli robię coś bez niego, ze spędzam czas z innymi osobami ,że wybieram się gdzieś bez niego. Chciałby mnie we wszystkim wyręczać nie powiem jest to bardzo miłe i pomocne ale boje się że to są początku uzależnienia. Prawie nic nie mogę robić sama i we wszystkim on chce mi pomagać. Nigdy mnie nie uderzył ani nie wyzwał, ale często lubi ze mnie zażartować i pośmiać się.
    Napiszcie proszę, czy ktoś miał podobną sytuacje na początku i co się stanie dalej. Wiem, że z toksycznego związku powinno się uciekać ale jak tu uciec z takiej wygody i miłości tylko, że trochę się dusze. Powiedzcie mi czy to jest początek uzależnienia, chora miłość czy jestem przewrażliwiona??
    Bardzo proszę o komentarz

  • Joanna Stelmach

    Kamilo,
    Według mnie Twój związek, póki co, nie jest toksyczny, ponieważ Twój mężczyzna generalnie dobrze Ciebie traktuje, dba i troszczy się o Ciebie, nie zatruwa Twojego życia wyzwiskami, bolesną krytyką, przemocą.
    Jednocześnie jego zachowanie wskazuje na uzależnienie – bardzo potrzebuje Twojej stałej obecności, złości się, kiedy nie spędzasz z nim czasu. Bardzo możliwe, że wyręczając Cię we wszystkim nie tylko wyraża swą miłość ale także lęk, że możesz przestać go potrzebować… lub, że kiedy nie jest pomocny, nie zasługuje na Twoją miłość. Może chce stać się dla Ciebie kimś niezbędnym, bez kogo nie będziesz potrafiła sobie poradzić… co z kolei mogłoby i Ciebie uczynić osobą uzależnioną od partnera.

    Uważam, że korzystne dla niego i dla Waszego związku byłoby, by Twój partner zadbał o swoje własne przyjaźnie i rozwijał zainteresowania – zachęcaj go do tego. Warto także, by z pomocą książek lub specjalistów, budował poczucie własnej wartości oraz uczył się optymizmu i prawdziwej miłości, która nie ogranicza i zniewala lecz daje wolność i ufa.
    Najskuteczniej możesz go zmotywować do tego sama podejmując się pracy nad sobą. Uczymy się miłości całe życie i każdy człowiek, w każdym momencie, może rozwijać się w tym kierunku!

  • Ania

    Witam,
    mam problem który od dłuższego juz czasu staram sie rozwiazac samej jest trudno i sama chyba z tym se nie poradze.. przerasta mnie. otoz jestem w zwiazku 4 lata jak u wszystkich na poczatku bylo wszystko pieknie kazda wolna chwile spedzalismy razem planowalismy zeby czas spedzany razem byl wspanialy zeby nam sie nie nudzilo ( chociaz kazda chwila nawet jak lezelismy i patrzylismy na siebie byla sodka i wyjatkowa), na poczatku w wiekszosci to On nalegal caly czas na spotkania na wyjazdy itp i po 2 latach zwiazku zamieszkalismy razem.. i rowniez 2 lata mieszkamy razem.. wyprowadzilismy sie do innego miasta ale on czesto wraca na wekendy a ja pracuje i ucze sie w soboty i niedziele i nie zawsze moge znim jechac.. i tu zaczyna sie moj problem wstyd mi i ja to wiem ze to jest glupie i chore co ja robie ale ja jak on ma jechac do rodzinnego domu to ja potrafie nie isc na zajecia i jechac z nim zeby go pilnowac zeby z Nim caly czas byc, wydaje mi sie ze on gdzies pojdzie pozna kogos i ze ktos bedzie fajniejszy ladniejszy bardziej wyksztalcony i on mnie dla niej zostawi.. jestem zazdrosna o inne dziewczyny ale o takie co ja sama stwierdze ze sa ladne.. i to jest najgorsze ze on mi nie daje powodow do tego zebym ja byla zazdrosna on jest poprostu mily i uprzejmy dla wszystkich kulturalny poprostu dobrze wychowany.. i ja to wiem ze ja zle robie ze nie moge go tak trzymac przeciez on nawet nie moze na nikogo spojrzec bo ja juz zla.. rozmaialismy o tym powiedzial ze gdyby mnie nie kochal i zebym nie byla dla niego piekna i wartosciowa kobieta to juz dawno by odszedl bo normalny czlowiek by nie wytrzymal tego i ze on tez juz powoli przestaje se radzic z tym i ze czasami mysli ze bedzie lepiej jemu i przedewszystkim mi jak sie rozstaniemy bo ja nie bede tak sie meczyc z tym uczuciem wiecznego strachu i zazdrosci..( caly czas wypytuje o dziewczyny szukam dowodow zdrady itp CHORE!!!)prosil mnie zeby zawsze bylo tak jak jest jak jestesmy sami jestem mila czula uczynna smiejemy sie ogladamy filmy gramy itp jest super… jestem najbardziej zazdrosna o dziewczyny ale rowniez o to ze komus sie bardziej powiodlo niz mi, ja powinnam to pisac w rubryce o niskiej samoocenie ale rowniez i tu. to co tu napisalam jest smieszne a wrecz przykre ale prawdziwe niestety.. i chociaz wiem ze u boku mam fantastycznego i dobrego faceta to ja to niszcze i prowadze do tego ze go moge stracic.. Prosze o odpowiedz od czego zaczac zeby przestac byc taka zazdrosnica.. ja probowalam od tego ze najpierw znajde i wypisze swoje wady i zalety zrobilam to wypisalam i znalazlam tylko 2 wady w wygladzie nad ktorymi pracuje, rowniez szukam nowej pracy ktora by mnie bardziej dowartosciowala (oczywiscie na razie starej nie zucilam) zrobilam porzadki w szafie nawet znalazlam se nowe hobby .. nie powiem ze nic nie pomoglo ale siedzi cos we mnie w srodku co nie pozwala mi normalnie zyc i cieszyc sie tym co mam..
    pomozcie
    Ania

  •  

    Droga Aniu

    Poza pracą nad poczuciem własnej wartości, którą już rozpoczęłaś i którą warto, abyś kontynuowała (polecam nasz wszechstronny, rozbudowany warsztat! :-))

    dobrze, byś zwracała baczną uwagę na swoje lękliwe myśli, które pogłębiają uczucie zazdrości i zastępowała je pozytywnymi myślami, wiarą w to, co dobre.
    Pielęgnuj w sobie UFNOŚĆ. Miej ją stale w swojej świadomości.
    Ufaj w Wasz związek, ufaj w Waszą szczęśliwą przyszłość, ufaj swojemu partnerowi. Ufaj życiu. Ufaj w opiekę Boga nad Tobą i Waszym związkiem.
    Ufaj też sobie. Wiedz, że jesteś silna i bezpieczna. Nawet gdyby Twój partner odszedł, poradzisz sobie!

    I pozbywaj się potrzeby kontrolowania. Po prostu – odpuszczaj sobie kontrolę… zrezygnuj z niej. Nic nie wskórasz, kontrolując innych, możesz ich tym jedynie do siebie zrazić.
    Ucz się dawać bliskim WOLNOŚĆ. Niech robią to, co chcą i muszą zrobić. Ty w tym czasie zajmuj się swoimi sprawami. Rozwijaj się, spotykaj z przyjaciółmi, organizuj sobie czas najprzyjemniej jak potrafisz.

    Życzę Tobie i Wam powodzenia!

     

    • Ania

      hmm Pani Joanno ja wiem ze powinnam ufac ale nie potrafie nie wiem skad u mnie to sie wzielo.. ja ufam swojemu partnerowi ale nie ufam innym dziewczynom, one sa piekne i zrobia cos co moze go urzec a ze w domu sie czesto klocimy to stwierdzi ze po co ma tkwic w tym zwiazku jak moze isc do innej i tam mu bedzie lepiej.. a ja nie potrafie ukrywac ze cos mi nie pasuje tylko odrazu to wykrzykuje a duzo rzeczy mi nie pasuje.. i to chore my sie meczymy ale ja nie pozwole mu odejsc.. ja jak usiade pomysle to wiem co jest zle co powinnam zmienic ale jak przychodzi co do czego to swojej zlosci nie umiem zapanowac i ukryc. jak mam zapanowac nad tym zeby nie pokazywac za kazdym razem (jak spojrzy na inna lub jakas kolezanka go zaprosi do znajomych lub zagada na dyskotece) tej zazdrosci? a ja ja pokazuje w sposob tragiczny?
      Ania

  •  Aniu,

    Dobrze, abyś przestała traktować partnera jak swoją własność. Ucz się prawdziwej miłości.
    Ten kto prawdziwie kocha, daje wolność ukochanej osobie!

    On jest odrębną, wolną osobą, a nie Twoim niewolnikiem, który ma robić wszystko tak, jak Ty mu karzesz.
    Może mieć swoich znajomych, może rozmawiać z kim chce, i także, jak wiele innych mężczyzn i kobiet, może przyglądać się atrakcyjnym osobom.
    Staraj się to zaakceptować, jednocześnie pielęgnując myśl, że to, co on robi, w żaden sposób Ci nie szkodzi, nie zagraża.  Myśl o tym, że on Ciebie kocha i jego rozmowa z inną kobietą nie oznacza, że zamierza od Ciebie odejść.
    A nawet gdyby tak się kiedyś zdarzyło, pamiętaj, że Twoje istnienie i szczęście nie jest zależne od tego, czy on jest z Tobą czy nie.
    Polecam Ci szereg artykułów na temat uwalniania się od uzależnień, np. Zamień swoje uzależnienia w akceptację

    Możesz mu mówić o swojej zazdrości czy uczuciu zagrożenia, ale spokojnie, a nie krzykiem. Wyjaśniaj mu, co się z Tobą dzieje. Poproś o okazanie Ci miłości. Sama też ją obficie okazuj!
    Traktuj go z szacunkiem, bo kiedy tego nie robisz, automatycznie może pojawić się w Tobie lęk, że on znajdzie -nie piękniejszą czy mądrzejszą od Ciebie – ale po prostu taką, która go lepiej traktuje.

    Jeśli samodzielna praca nad sobą nie będzie przynosiła efektów, polecam Ci pracę pod przewodnictwem specjalisty.

    Joanna

  • Ania

    Droga Joanno nawet Pani nie wie jak Pani mi pomaga hehe:) czytam Pani opinie z 50 razy :) po pierwszej odpowiedzi postanowilam jeszcze głębiej porozmawiac z moim partnerem, powiedzialam mu ze wyjasnie mu o co mi chodzi co mi przeszkadza i jak ja bym chciala zeby bylo i wymagam od niego tego samego zeby dzis rowniez mi powiedzial jak on sobie wyobraza nasz zwiazek i jak on by chcial aby bylo. wyrzucilam z siebie wszystko co mnie bolalo.. on powiedzial co go najbardziej boli.. i stwierdzilam ze gdyby nie moja zazdrosc my bysmy praktycznie sie nie klocili… bo klotnie spowodowane byly wylacznie np czego sie gapisz na nia i pozniej przez godz nie dam rady byc mila bo caly czas o tym mysle.. albo czemu caly czas do niej zagadujesz.. albo co Cie caly czas ciagnie do tego samego klubu bo co ona tam tez lubi chodzic, a wiem dobrze ze przeciez on tam mnie zabiera ze soba… :) ojj duzo tego.. i postanowilam zaufac mu i caly czas to sobie powtarzam jak mam ochote pisac do niego co 5 min co robisz :) albo 'trzepac" po glowie jak spojzy na inna :) jak przez 4 lata regularnie to sie robilo to juz weszlo to w nawyg i ciezko  se z tym radzic ale mam nadzieje ze dam rade dam mu samodzielnie oddychac ale bede czujna :)
    Dziękuje ze zechciala Pani odpisac, Pani slowa glębiej utkwily mi w glowie niz najlepszej przyjaciolki ktora juz radzila mi zakonczyc moj zwiazek bo twierdzila po mojej wypowiedzi ze to juz nie ma sensu.. ja wiem ze to moze sie wydawac glupie ze Pani napisala mi kilka slow i co wszystko sie zmienilo? absolutnie nie ale naprowadzila mnie Pani na to co jest najwazniejsze i co warto wcielic w zycie nic nie narzucajac,
    Ania

  •  

    Aniu,
    bardzo się cieszę!

    Twój przykład potwierdza, że szczere rozmowy sprzyjają wzajemnemu zrozumieniu i bliskości.
    Łatwiej wtedy zauważyć rzeczywistą przyczynę konfliktów i obszary do pracy u obojga partnerów.
    A kiedy czujemy wzajemną miłość i bliskość z partnerem, tym bardziej jesteśmy zmotywowani do pracy nad sobą i związkiem, widzimy sens tych starań!  

    Wszystkiego najlepszego Wam życzę!

     

  • Beti

    Witam. Mam poważny problem. O roku czasu jestem zakochana w meczyznie , bez którego widaje mi sie ze nie potrafie zyc. Ma na mnie niesamowite dzaiałanie psychiczne i fizyczne. Przy nim nic wiecej nie potrzeba mi do szcześcia oprocz jego obecności. wszedzi egdzi ejestem , widze go lub tesknie zza nim.  Wogole mam wrazenie jakbym go juz kiedys poznała….i dobrze znała,…. odnajduje w nim siebie… Problem w tym ,ze jestem męzatka. Mam bardzo dobrego meza- naprawde dobrego i wartościowego człowieka. Niestety odkad poznalam moj Narkotyk nie potrafie juz tak kochac meza jak wczesniej wogole sie zastanawiam, czy go kocham czy tylko przyjazn nas łączy…mam juz depresje ….zawsze płacze gdy jestem sama i chce umrzec ….bo ciagle mysle o kocham  moj Narkotyk , ktory nie che o mnie walczyc , spotyka sie z innymi dziewczynami , bo mowi,ze che o mnie zapomniec , kiedys juz ze mna zrywal , ale potem sie rozpłakał- nie wiem czy te łzy to dowod prawdziwej miłości, ale ja uwierzyłam i dalej wierze , ale on nie che mi rozbijac małzenstwa.
    Moj maz chyba  by nie przezył rozstania….a ja nie che go oklamywac , bo on na to nie zasluguje… Co robic? czu ja tez jestem uzalezniona od mezczyzny? czy odejsc od meza? jak poznac czy tamten mnie kocha?

  • Droga Beti

    Na te pytania niestety będziesz musiała odpowiedzieć sobie sama – to Twoje życie, Twoje uczucia.
    Tylko Ty sama możesz podjąć decyzję, co dalej.

    Zastanów się, jakie elementy są dla Ciebie najważniejsze w związku z mężczyzną.
    Pomyśl, czy są one obecne w Twojej relacji z mężem – jego już znasz, wiesz, jakim jest człowiekiem.
    I czy są lub z jakim prawdopodobieństwem mogą być obecne w Twojej relacji z drugim mężczyzną, Twoim Narkotykiem. Zastanów się, na ile go poznałaś naprawdę, a na ile nosisz w sobie jego wyidealizowany obraz.
    Samo to, że tak go nazywasz, tak cierpisz, gdy go nie ma przy Tobie i wydaje Ci się, że nie potrafisz bez niego żyć, wskazuje na Twoje uzależnienie. Ale może to być jednocześnie wielka miłość :-)

    Miłość mężczyzny można poznać po jego spojrzeniu, ciepłym tonie, jakim się do Ciebie zwraca,
    czułych gestach, chęci bycia z Tobą blisko i spędzania często z Tobą czasu. Kochający mężczyzna dba o kobietę, dobrze ją traktuje, zaprasza w różne miejsca – ogólnie widać jego zaangażowanie w relację.

    Jednak w takim układzie, jak Twój, o miłości „tego drugiego” paradoksalnie może świadczyć jego oddalenie się, celowe unikanie kontaktu z Tobą, by nie psuć Twojego związku z mężem, nie burzyć życia, jakie prowadziłaś do tej pory.
    Tym bardziej, że towarzyszyły temu łzy, a nie obojętność. Ale jak jest naprawdę, może Ci powiedzieć tylko on sam.

    Jeśli serce bardziej ciągnie Cię do niego niż do męża, i Twoje analizy potwierdzą, że to ten właśnie mężczyzna jest spełnieniem Twoich marzeń, możesz z nim otwarcie o tym porozmawiać. Zobaczysz jego reakcję.  To też będzie dla Ciebie podpowiedź, co dalej robić.  

     

  • Beti

    Dziękuje pani Joanno za komentarz i pomoc.
    Tak, jak pani napisała, najlepsza jest szczera rozmowa o uczuciach. W międzyczasie problem sie rozwiązal sam. Mój Narkotyk wyjasnił mi,że wydaje mu sie, że mnie kocha ( a wiec nie jest tego pewien), ale nie mógłby ze mna być, gdyz moje  problemy zwiazane z rozstaniem z mężem skutecznie by go znięchęciły do mnie i nie wytrzymałby tego napięcia. Poza tym nie może mi nic konkretnego obiecać….bo w koncu się nie znamy tak dokładnie…..A tymczasem chce zamieszkac z dziewczyna……no więc ja juz nie mam żadnych wątpliwośći, czy odejść od męża , czy nie…najwyrażniej pomyliłam pożądanie z miłościa…..
    Wszystkim niezdecydowanym kobietom i mężczyznom, którzy miotaja sie, co robic dalej w relacjach z partnerem , polecam szczera rozmowę wypełniona pytaniami typu "tak" lub "nie" odnośnie najbardziej istotnych kwestii tych relacji- wtedy otrzymają odpowiedz. Wiem,że wniosek jest banalnie prosty i logiczny, ale uwierzcie, że do najprostszych wniosków dochodzi sie najtrudniejsza droga – przez cierpienie…..i wewnętrzny bol, gdyż człowiek broni sie przed usłyszeniem prawdy…..
    Dziś pozostaje mi już tylko rekonwalescencja i trzeżwe spojrzenie na swiat, a co najważniejsze koniec wewnętrznego rozdarcia, które doprowadza do szału! Pozdrawiam

  • Kamila M

    Nie potrafię o nim zapomnieć, nawet z pomocą specjalisty. Nie wiem czy go kocham, czy nienawidzę. Ostatnio Zrobiłam coś głupiego  i dziecinnego. On o tym się dowiedział i napisał, że mnie nienawidzi i nie chce mnie znać. Teraz zastanawiam się czy powinnam go przeprosić za to i prosić o wybaczenie? Czy zostawić to tak jak jest, wiele złych emocji narosło między nami w tym czasie, a on i tak nie będzie chciał ze mną gadać. Zresztą jak wcześniej pisałam, on również nie był fair w srosunku do mnie. Czy jak go nawet teraz przeproszę, nie wyglądać to będzie jak przyznanie się do całej odpowiedzialności – mojej odpowiedzialności – za wszelkie zło jakie było w naszym związku? On zresztą już wcześniej nie widział w swoim postępowaniu, nic niewłaściwego, precież mi powiedział na początku szczerze że nasz związek będzie trwał, ale bez jego zaangażowania emocjonalnego.
    Powinna go przeprosić? Proszę o radę. Kamila M.

  • Gwiazdeczka

    Droga Kamilo,
    Współczuje Cie z całego serca- wiem , co możesz przeżywac , gdyz sama sie uwikłałam w podobne bagno. Niestety musze Ci powiedziec, że tak d ługo jak nie dasz sobie spokoju z tym gościem, tak długo nie będziesz szczęśliwa. Pomyśl sama logicznie – jak mówisz komus z gory , że z Twojej strony nie bedzie nic poważnego , to czy zartujesz?…nie… i Twój " ukochany" niestety też nie żartowal, a potem , jak piszesz, potwierdzil to czynami i nie był  w porzadku w stosunku do Ciebie. Facet musi zdobywac kobiete, nie na odwrot…. inaczej jej nie szanuje- to niestety nie jest mit ani stereotyp…. Przestań błagac o miłość!!!-  o wszystko można prosic druga osobę- ale nie o miłość!!!!! Im bardziej skamlesz u jego stóp, tym wieksza pogarde czuje w stosunku do Ciebie……Powinnas , to skończyć, bo ten zwiazek nie ma szans. nie przepraszaj go , chyba ,że chcesz poprostu rozstac sie w pokoju, a nie traktowac to jako kolejną szanse na powrót…Dziewczyno – daj sobie szanse na szczeście – na spotkanie kogos , kto bedzie cie kochał bez zbędnych próśb i słów…… Daj tez szanse swojemu partnerowi na znalezienie innej , którą on bedzie tez kochał…….Wiem,ze to boli, ze Ty chcesz nia byc, ale miłości nie można wymusić – musisz sie z tym pogodzic i zrozumiec, ze ten gośc nie jest dla Ciebie odpowiedni, o czym swiadczy cała zaistniała sytuacja- czy naprawde chcesz dalej tak cierpiec?czy uwazasz ,ze nie zasługujesz na cos lepszego…Wyjdz z cienia swoich lęków i spójrz w swiatło- światło miłości i szczęścia…..Skoro facet nie potrafi dostrzeć Twoich zalet, to jest to niezbity dowod na to, ze nie jest Ciebie wart……!!!!! Nie poniżaj się !! On tylko na to czeka………. 

  • Kamila M

    to nie jest tak, że ja zabiegam o jego uwagę, ja już nie mogę nawet na niego patrzeć, gdy go widzę przypadkiem (niestety mieszkamy blisko siebie) uciekam przed nim lub odwracam głowę. Niestety zaplątałam się w chęć odwetu i zemsty. Chciałam, aby cierpiał tak jak ja, a jeśli nie to chociaż, aby inni dowiedzieli się jaki jest podły, no i zrobiłam coś głupiego. Tak to było głupie i dziecinne. Teraz trochę tego żałuję, ale już nie mogę tego odwrócić, choć starałam się to zmyć. Chodzi mi o te konkretnie moje zachowanie, czy powinnam go za to przeprosić co zrobiłam (a nie błagać o jeszcze jedno szanse, nie) i w jaki sposób, jeśli on nie chce mnie już znać…czy zostawić to już i próbować zapomnieć…wreszcie

  • Gwiazdeczka

    Droga Kamilo,
    Jeśli naprawde czujesz,ze zrobiłas coś głupiego i tego załujesz, to uwazam ,że  powinnaś go przeprosic- chocby po to,abyś sama do Siebie  nie straciła szacunku i Twój partner też-  najważniejsze to byc wierną  swoim ideałom i  nie ranic innych. Zemsta to nie jest dobre wyjście – trawi tylko tego , kto nia zyje!  Przepros go , bo wydaje mi sie ,ze wtedy tez łatwiej bedzie Ci o nim zapomniec- w przeciwnym razie wyrzuty sumienia beda ci wciąż o nim przypominać….pozdrawiam

  • Kamilo M

    Gwiazdeczka bardzo trafnie Ci doradziła!

    Przeproszenie za to, co powiedziałaś lub zrobiłaś a co skrzywdziło drugą osobę nie oznacza, że przypisujesz sobie odpowiedzialność za wszystko, co było złego między Wami.
    Po prostu przeproś za to, co było Twoim dziełem, co stało się z Twojej przyczyny – za to spokojnie możesz a nawet powinnaś wziąć odpowiedzialność.

    Jeśli on nie chce z Tobą rozmawiać, napisz do niego – sms, email, bądź zwykły list.

    Możesz też poprosić o wybaczenie, ale jeśli on nie zechce Ci go w danej chwili dać, zaakceptuj to.
    I wybacz sama sobie. Ucz się na swoich błędach i postanów więcej tak nie robić.

     

     

  • ilona .M

    Jestem smutna ale dzis znalazlam wasza strone
    Piekna Milosc i czytam was od 4 godzin.
    Napewno juz bede gosciem waszej strony.
    Pozdrawiam p.Joasie oraz p.Tomasza.

Zapraszamy - dodaj swój komentarz

  

  

  

Nowe komentarze

Archiwum

  • 2014 (20)
  • 2013 (28)
  • 2012 (65)
  • 2011 (102)
  • 2010 (71)
  • 2009 (100)
  • 2008 (97)

Twoje IP