Wybór partnera miłosnego jest niezwykle ważną decyzją, i jeśli podejmujemy go powodowani głownie przez lęk przed samotnością, najczęściej ma to złe konsekwencje. Także późniejsze nasze postawy i reakcje podczas trwania związku – np. na co się zgadzamy, a na co nie, mogą wciąż pozostawać pod wpływem owego lęku przed samotnością.

Otrzymaliśmy list od jednej z naszych Czytelniczek, w którym podzieliła się historią swojej miłości.  Wiele mądrości można nabyć dzięki takim opowieściom. Doświadczenia innych mogą nas uczyć – może i Ty skorzystasz. Przeczytaj:

Może moja historia przyda się komuś jako przestroga przed chorą miłością, lękiem przed samotnością.
Otóż 8 lat temu wystąpiłam o rozwód. Moje małżeństwo od lat sie nie układało – mąż był nieodpowiedzialnym człowiekiem, raz miał pracę, więcej jej nie miał. Później doszły zdrady, ale ja tkwiłam w tym związku ze względu na jego schorowaną matkę. Po jej śmierci miałam nadzieję, że coś się zmieni i jeszcze byłam z nim 2 lata. Niestety, nic się nie zmieniło a ja nie mogłam tak dalej ze względu na córkę – chciałam stworzyć jej normalne warunki. Długo żyłam z tą myślą, że od niego odejdę, że sama dam sobie radę, miałam tyle zapału w sobie, silnej woli. Po 16 latach małżeństwa zaczęłam wszystko od nowa. Los mi jakoś sprzyjał, bo dostałam awans, lepsze warunki finansowe i wiedziałam, że sobie poradzę.

Po 2 latach zauważyłam, że mam swoje mieszkanie, spokój, ale wracam do 4 pustych ścian, gdzie nikt na mnie nie czeka. Ta myśl nie dawała mi spokoju i nagle zaczyna się mną interesować człowiek, mężczyzna, z którym pracuję. Jest w związku małżeńskim, młodszy o 12 lat. Boję się tej znajomości, stawiam ogromne opory, bo tak naprawdę ja nie wiedziałam, co to jest prawdziwa miłość i o tym jemu mówiłam. On przekonywał mnie do siebie, do tego, że jego małżeństwo jest też nieudane, brakuje mu ciepła, zrozumienia.
I tak zaczął sie romans, który trwał 5 lat i 3 miesiące. Pierwsze dwa lata były bajką, nie przeżyłam czegoś tak cudownego. Znajomi nie pojmowali moich uczuć do tego człowieka. Byłam uważana za kobietę dosyć atrakcyjną a on był zewnętrznie bardzo przeciętny, ale zawsze pachnący:)

Mówiłam mu o wszystkich swoich emocjach – o tym, co czuję, czego sie boję.  Kiedy zorientował się, że ja bardzo się zakochałam się, nagle zaczął to wykorzystywać. Zaczął stawiać warunki. Nie wolno mi było chodzić w sukienkach, butach z odkrytymi palcami, pod cienkie bluzki musiałam w dni upalne wkładać koszulki, wszystko zapięte na drugi guzik, nie mogłam mieć większego dekoltu. Dostawał to wszystko, ale było to mało. Każde wyjście musiałam robić zdjęcia jak jestem ubrana. I tak szukał czegoś nowego. Doszedł zakaz noszenia okularów słonecznych, używania perfum, podkładu a potem nawet kremu (twarz mi się świeci). Jak kupiłam sobie coś nowego to były wojny, wyzwiska.
W końcu jedyne kolory, w jakich mogłam chodzić to biały i czarny – tak do pracy i po pracy. Jak była jakaś impreza firmowa mogłam iść z nim pod warunkiem, że pójdę ubrana tak, jak byłam w pracy. Wiedziałam, że to było chore, ale robiłam wszystko, żeby nie być sama – a i tak byłam.
W 2010 roku wykryto u mnie żółciową marskość wątroby. Leżałam kilkakrotnie w szpitalu – nigdy mnie nie odwiedził. Mało tego – robił takie awantury przez telefon, żeby tylko mnie nikt nie odwiedził poza rodzicami. Prawie w każdej kłótni, żeby mnie zranić, mówił, że jego żona jest w ciąży.

Ja nie dopuściłam tej wiadomości do siebie i jeszcze pozwalałam na poniżania – za to, że odezwałam się do koleżanki w pracy, że założyłam płaszcz bez jego wiedzy, że pojechałam na szkolenie i mogłam spotkać tam znajomego. Powiedział mi, że dziecko urodzi się w marcu, ale ja i tak nie dopuszczałam tego do siebie, aż sama zobaczyłam na allegro zamówienie przez jego żonę pasa ciążowego i w jednej chwili napisałam, że odchodzę, że nie chcę tak żyć, że okłamywał mnie i ją.
A on i tak na koniec uderzył w to, co jest moim słabym punktem, że on mimo złych chwil to i tak ma ją a ona jego, a ja nie mam nikogo.Boli to, ale nie mogę tak już żyć, bo takie życie stało się koszmarem.
Pozdrawiam, Renata”

Zapraszamy do komentowania. Podziel się swoimi refleksjami po lekturze historii Renaty!