Doznałam pięknej chwili, którą chciałam się z Tobą podzielić.
Jak co roku byliśmy z Tomkiem na kilkudniowym odosobnieniu Krija Jogi. Zwykle odosobnienia odbywają się w uroczych miejscach, zanurzonych w przyrodzie. Głównym punktem programu są medytacje Krija Jogi przeprowadzane trzy razy dziennie (każda około 1,5 – 2 godziny). Wspaniały czas na uduchowienie, oczyszczenie się, regenerację.
Tym razem wyjazd zbiegł się u mnie z miesiączką – w związku z czym dwa dni miałam znacząco mniej komfortu podczas tych „ćwiczeń”, i wytrwałości w ich wykonywaniu. W jednej z medytacji postanowiłam uczestniczyć po prostu leżąc, bo brzuszek mój nie nadawał się nawet do podejmowania wysiłku prostego siedzenia. Jednak po chwili i to nie było dla mnie czymś miłym, bo było mi za gorąco, za duszno na sali. Postanowiłam wynieść się na dwór w jej pobliże – zrobiłam sobie legowisko na materacu, na małej polance pod iglastymi drzewami.
I tam przeżyłam jedne z najpiękniejszych dwóch godzin mojego życia. Choć nic tak naprawdę się nie zadziało :-) Leżałam tam sobie w cieniu, było przyjemnie ciepło. Patrzyłam na kołyszące się czubki drzew, na grę światła, na fruwające w pobliżu i odpoczywające co chwilę ważki. Szczęśliwie żadne inne owady nie były tam obecne, nic nie zakłócało mojego spokoju.
Pomyślałam, że może pójdę po książkę, poczytam sobie w tym uroczym miejscu, ale zrezygnowałam z tego – i bardzo dobrze, bo może umknęłoby mi to doświadczenie.
Doświadczenie totalnego bycia w tym miejscu, w tym czasie, tu i teraz. Po prostu tam w PEŁNI BYŁAM. Nie myślałam o tym co było, ani o tym co będzie. Tylko doświadczałam tych drzew, słońca i wiatru, mchu, trawki i ważek… Zaobserwowałam, że mój oddech bardzo tam spowolnił i pogłębił się. Moim zdaniem wykonałam tam jakiś rodzaj spontanicznej, naturalnej pranajamy (podczas gdy na sali medytacyjnej reszta krijawanów praktykowała pranajamę prowadzoną przez Nauczycielkę), brzuch mój odprężył się i przestał pobolewać. Gdy moje powieki robiły się ciężkie, pozwalałam sobie na chwile drzemania, po czym przekręcałam się z boku na bok albo na wznak i znów doświadczałam piękna otaczającej mnie przyrody.
I to wszystko :-) Nic spektakularnego. A jednak był to czas wyjątkowy. Bo wyraźnie ZWOLNIŁ. Nigdzie się nie spieszyłam, niczego nie planowałam, nie myślałam o niczym co trzeba zrobić, nie zajęłam się nawet treścią ulubionej książki.
Po prostu zanurzyłam się w chwili obecnej. Choć uwielbiam wyjazdy na odosobnienia i medytacje, to to czego tam doświadczyłam było nadzwyczajne – a przecież tak zwyczajne! Zjednoczenie się z tym co w danej chwili mnie otaczało, co właśnie się działo, co było. I uczucie błogości. To dopiero była medytacja! Było BOSKO!!!
Wciąż jeszcze piękne, ciepłe dni przed nami. Może wypróbujesz? Ulokuj się wygodnie w miejscu, które dobrze na Ciebie działa (najlepiej na łonie przyrody) i zjednocz się z nim, wchłoń je w siebie. Spróbuj nie myśleć o niczym innym oprócz tego, że jesteś właśnie tu i teraz. I że nic więcej Ci nie trzeba, aby poczuć błogość.
Życzę nam wszystkim jak najwięcej takich chwil!
Joanna Stelmach
PS. Zapraszamy na nasze cykliczne zajęcia w Jeleniej Górze „Spokój Umysłu” oraz warsztaty z serii „Relaksacja i Medytacja”, gdzie ćwiczymy relaks, uważność i świecką medytację.

Cudowne tak umieć się cieszyć z drobnych rzeczy :)
O tak! Cudowne jest też to, że można się tego nauczyć! :)