Kontynuuję rozważania rozpoczęte we wpisie “O miłości warunkowej i manipulacji“.
Oczywisty jest nasz sprzeciw w sytuacjach, gdy jesteśmy narażeni na prawdziwie krzywdzące zachowania, gdy ktoś stosuje wobec nas przemoc – np. bije, szarpie, popycha, zmusza do różnego rodzaju zachowań seksualnych, wyzywa i poniża na wiele sposobów – wtedy trzeba zdecydowanie zaprotestować, postawić wyraźną granicę takim zachowaniom!

My jednak wychodzimy w naszych relacjach znacznie dalej poza całkowicie słuszne, naturalne oczekiwania, że będziemy traktowani przez innych z szacunkiem i uwagą.

Oburzamy się także wtedy, gdy ukochana osoba chce spotkać się z kolegą/koleżanką, iść do kina na nielubiany przez nas film, albo chce pograć w piłkę lub majsterkować w garażu – i w związku z tym nie spędza z nami każdej wolnej chwili.
Obwiniamy partnera o to, że się nami “nie zajmuje”, nie zachwyca, nie troszczy się o nasze przyjemności.
Jest źle, gdy partner postanowił pójść na studia lub rozwijać się na inne sposoby, lub że chce wyjechać na urlop/wycieczkę sam, podczas gdy ten drugi jest czymś zajęty i nie może mu towarzyszyć.

Nie podoba nam się ubranie lub makijaż, które ktoś sam dla siebie wybrał i domagamy się jego zmiany. Wściekamy się, że ktoś nie zrobił obiadu, nie sprzątnął tego i owego, a także, gdy ma własne zdanie na jakiś temat (odmienne od naszego) i śmie przy nim trwać!

Przecież to ja mam rację! To ten drugi się myli! A nawet jak mylę się ja, to i tak nie przyznam się do tego. Ma być tak, jak ja chcę i tyle! Mój pomysł, mój sposób patrzenia na coś i wykonywania czegoś jest zawsze lepszy i to ta druga osoba powinna się podporządkować!
Generalnie – inni ludzie powinni stosować się do wartości, norm i zasad, które ja uważam za najwłaściwsze! Porządek przecież musi być – i to po mojemu! Bo jak nie… (i tu wytaczamy nasz arsenał technik manipulujących lub jawnie agresywnych, które mają zastraszyć lub obwinić partnera i !

I tak wszyscy dążymy, w mniejszym lub większym stopniu, do tego, by kontrolować partnera i innych bliskich. Czasem pozwalamy się zdominować, czasem sami dominujemy i tak trwa walka o władzę, o jedynie słuszny sposób postępowania, o to, kto ma rację.

Chodzi nam o coś znacznie więcej niż “być z partnerem”, dzielić z nim życie. My chcemy go “posiadać”. Zawładnąć nim, najlepiej w całości, posiąść go, mieć go na własność, do swojej wyłącznej dyspozycji i na swoich warunkach!

Niestety, im bardziej go ubezwłasnowolniamy, im większą władzę nad nim przejmujemy, tym mniej go szanujemy i jakość naszej miłości zdecydowanie pogarsza się!

Nasza miłość nie jest czymś stałym, pewnym, bezpiecznym. Jest uwarunkowana tym, na ile ktoś spełni, postawione przed nim, wymagania. Jest kapryśna, chwiejna, zmienna jak pogoda.

Czy to prawdziwa, zdrowa, pełna miłość?
Czy jakaś jej karykatura?
Podobno prawdziwa miłość jest bezwarunkowa?!

Dziennikarz Tomasz Lis nazwał swój program “Co z tą Polską?”, ja mogłabym sparafrazować te słowa: “Co z tą naszą miłością?”

Joanna Stelmach