Chcę na przykładzie z życia pokazać Ci to, jak oddziaływania i słowa rodziców mogą wpływać na kształtowanie się stosunku do własnego ciała u ich dzieci. Dzieci, które potem wyrastają na dorosłych ludzi z kompleksami.

Opowiem Ci o mojej klientce Eli, za jej pełnym przyzwoleniem.
Ela ma 35 lat. Pracujemy razem, między innymi, nad poczuciem własnej wartości, także w odniesieniu do ciała i wyglądu. Ela ma śliczne, gęste, naturalnie kręcone włosy. Są niezaprzeczalnie jednym z atutów jej urody. Ona jednak zupełnie ich w ten sposób nie postrzega! Nie zauważa ich uroku, nie docenia ich piękna. Może nie są one Jej kompleksem, ale wcale za nimi nie przepada. Nie lubi tego, że siwieją i musi je farbować, uważa, że są mało ciekawą “kupką siana”.

Oto jej wspomnienia z dzieciństwa, związane z włosami:

“Ponieważ zawsze miałam długie włosy do pasa, czesała mnie mama. Codziennie podczas czesania dostawałam po głowie plastikową obudową szczotki, mama szarpała mnie za włosy i wyzywała, np.: “ty cholerna dziewucho!” Często z boku stał brat i z uśmiechem się temu przyglądał, czasem komentował. Czułam upokorzenie, poniżenie i ból fizyczny. Nie znosiłam tych włosów, chociaż wszyscy się nimi zachwycali. Zastanawiałam się, czemu mama nie pozwoli mi ich ściąć, skoro to czesanie jest dla niej taką udręką. Myślałam wtedy, że jestem uciążliwa, mama się ze mną męczy, denerwuję ją. Uważałam, że mam okropne włosy, które tylko się plączą. Ci, którzy mają krótkie włosy są szczęśliwsi, długie włosy są brzydkie.”

 

A Ty, Droga Czytelniczko / Drogi Czytelniku, pamiętasz jakieś sytuacje z rodzinnego domu, takie słowa lub zachowania członków rodziny, które sprawiły, że przestałaś lubić jakąś część swojego ciała?
Prosimy o podzielnie się w komentarzu!
Joanna Stelmach