W komentarzu do posta “Nie potrafię odejść od partnera (1/3)” Karolina w doskonały sposób opisała miłość warunkową w relacji partnerskiej, która bardzo często oparta jest na manipulacji.

“Toksyczne związki niekoniecznie muszą się opierać na przemocy fizycznej czy psychicznej, czasami przybierają bardziej subtelny obraz, gdzie partner po mistrzowsku manipuluje partnerką utwierdzając ją w przekonaniu, że tylko i wyłącznie on ją tak bardzo kocha, szanuje jako kobietę i człowieka, że tylko on chce dla niej jak najlepiej, że tylko z nim będzie bezpieczna i szczęśliwa itd., itp. Mój partner jest mistrzem w tego rodzaju manipulacji.

Zawsze, gdy zrobię “coś niestosownego” nie krzyczy, nie bije, po prostu jest mną zawiedziony, iż postąpiłam tak a nie inaczej, nie słuchając jego “próśb” i jest mu zawsze niezmiernie przykro, że go nie słucham. Wtedy staje się dla mnie “zimny”, nie mówi mi, że mnie kocha, traktuje jak obcą osobę, z którą należy wymienić jakieś uprzejmości, odwołuje spotkanie, zostawia mnie samą, abym sobie przemyślała swoje zachowanie, a po stosunku seksualnym odmawia mi jakiejkolwiek formy bliskości, będąc zimnym jak głaz.

Myślę, że taka forma manipulacji jest o wiele trudniejsza “do wykrycia” i uzmysłowienia sobie, że taki związek jest po prostu chory. Po pewnym czasie automatycznie reagowałam “w odpowiedni sposób” na pewne rzeczy, wiedząc, jaką mogę ponieść “karę”. To tak, jakbyśmy zamknęli psa w ciemnym pomieszczeniu. Wchodząc do niego, pies ma prawo zareagować agresywnie, nie rozumiejąc sytuacji, czując się skrzywdzonym. Wtedy bez słowa wychodzimy i zostawiamy go samego. Za którymś razem, pies nie będzie reagował agresywnie, złamie się, podejdzie i położy łeb, bo tylko w taki sposób dozna bliskości. I tak mój partner “kocha” mnie już 4 lata.”

Miłość warunkowa, wszechobecna w naszym świecie, polega na tym, że obdarzamy kogoś słowami i gestami miłości tylko i wyłącznie wtedy, kiedy obiekt naszych uczuć postępuje zgodnie z naszymi wymaganiami. Najpierw tak jesteśmy traktowani przez rodziców, potem odwdzięczamy im się tym samym, i traktujemy podobnie własne dzieci i partnerów.

Uczono nas podczas lekcji religii, że Bóg obdarza ludzi miłością. Jednak z pewnością osądzi nas, potępi i ukarze, jeżeli będziemy zachowywać się “niewłaściwie”, niezgodnie z Jego przykazaniami. A skoro uważamy, że Najwyższa Istota tak robi, to wydaje się nam to całkowicie normalne, że my też w naszych związkach ustanawiamy liczne zasady, i karzemy odmową miłości (a także “skazujemy” na inne męki) wtedy, gdy nie są one spełnione. To jest miłość warunkowa.

Tak więc kochamy i to bez przeszkód okazujemy, jeśli osoba, z którą tworzymy związek zaspokaja nasze potrzeby, dostosowuje się do naszej woli i do naszych wyobrażeń, jaki nasz partner (dziecko, rodzic, przyjaciel) powinien być i jak się zachowywać.

Jeśli ukochana osoba nie spełnia naszych oczekiwań, czujemy się zranieni i na różne sposoby dajemy jej odczuć, jak bardzo jest nie w porządku – powinna się wstydzić, mieć okropne wyrzuty sumienia i najlepiej wielokrotnie przepraszać za to, co zrobiła!

Często nawet wyraźnie nie formułujemy swoich pragnień, tylko chcemy, by partner sam się domyślił, co jest nam w danej chwili najbardziej potrzebne. Jak kocha, to powinien wiedzieć! Gdy jednak trudno mu to odkryć, “uświadamiamy” mu to dąsając się, obrażając, strojąc “fochy”, obojętniejąc, fundując “ciche dni”, lub też krytykując go na każdym kroku, obwiniając, stosując złośliwości i uszczypliwości, a także agresywnie się awanturując.

Mamy cały zestaw “środków wychowawczych” – manipulujemy bliskimi mniej lub bardziej świadomie. Wszystko to służy zmuszeniu ukochanej osoby, by tańczyła w rytm naszej melodii. Tresujemy partnera tak, jak robi się to ze zwierzętami – przykład, jaki użyła Karolina jest tu bardzo na miejscu!

Joanna Stelmach

> część 2 “Co z tą miłością?