Miłość do świata – drzewa (1/2)

Podzielę się z Tobą „drzewnymi historiami” z mojego życia, zachęcając Ciebie do nawiązania pełnej miłości więzi z drzewami. Ta więź jest dla człowieka czymś niesamowicie korzystnym.  Zapraszam do cyklu „miłość do świata”.

Zaczynam cykl artykułów „miłość do świata”

Wpadłam na pomysł, aby rozpocząć nowy, nieregularny cykl artykułów, pt. „miłość do świata”, w którym będę się dzieliła moimi refleksjami na temat tego, co zwróciło moją uwagę w tym naszym ciekawym świecie. Ale nie będzie tu tylko o rzeczach, które większość z nas uznaje za dobre i piękne – tak jak dziś – o drzewach. Będzie też o rzeczach dla większości ludzi neutralnych, bez większego znaczenia (np. o skarpetkach) oraz takich, które zwykle uznaje się za nieprzyjemne, złe, niekorzystne (np. o kleszczach, kolejkach czy chorobach). Wszystkie te elementy naszego świata – jeżeli będą przez nas pokochane – będą nam wtedy najlepiej służyć, pomagać nam dobrze i szczęśliwie żyć, rozwijać się!

Joanna z ulubionymi brzozami

Miłość do świata. Miłość do drzew!

 

Miłość do świata nie zawsze łatwa – można nad nią pracować

Będzie to też zapis mojej, lub osób mi znanych, pracy nad świadomym podejściem do czegoś lub kogoś z miłością – wtedy gdy początkowe uczucia do tej rzeczy, doświadczenia lub osoby wcale nie jest takie pozytywne.

Co jest niesamowite – taka zmiana w nastawieniu natychmiast zmienia doświadczenie (czyli to co ktoś przeżywa), więcej – może zmienić rzeczywistość!

Szczególnie ciekawe może to być w odniesieniu do tych trudniejszych fragmentów naszego życia. Mam nadzieję, że spodoba Ci się ta praca nad świadomością, nad swoim umysłem – na tyle, by samemu zacząć ją stosować :) Z czasem można nauczyć się do wszystkiego podchodzić z miłością!

 

Dzieciństwo pod kasztanowcem

Drzewa są ważne dla mnie od najmłodszych lat. Koło domu mojej Mamy (i zarazem mojego domu do 18 roku życia) rośnie wielki kasztanowiec. Był wielki już 40 lat temu, kiedy byłam dzieckiem. Spędziłam pod nim dzieciństwo – większość naszych sąsiedzkich zabaw odbywało się w jego cichej obecności. Kiedyś rosła pod nim trawa i była piaskownica, a już od wielu lat jest tam podjazd dla taksówek. W dzisiejszych czasach, po przyjeździe do Mamy, witam się z „moim kasztanowcem” a na pożegnanie – żegnam i dziękuję. Zawsze kiedy mam chwilkę, podchodzę do niego, by choć na moment go dotknąć. Czuję, jakby to drzewo było moim najbliższym, opiekuńczym drzewem, że ono coś niesamowicie dobrego wniosło do mojego życia, choć trudno jest mi wyraźnie określić, co to jest. Może właśnie jest to ta więź z drzewami, którą bardzo sobie cenię? Może miało ono swój udział w tym, że tak ważna jest dla mnie Ziemia i to jak się czują jej mieszkańcy – co wyraża się w moich głębokich psychologicznych i ekologicznych zainteresowaniach? A może byłam pod wpływem mnóstwa pozytywnych oddziaływań wywieranych przez to drzewo, z których wtedy nie zdawałam sobie sprawy – a dziś o nich wiem, bardzo doceniam i właśnie chcę tu o nich napisać, żeby ich świadomość była dostępna także Tobie? :)

Drzewo kasztanowiec

Kasztanowiec – ukochane drzewo mojego dzieciństwa

 

Drzewa – nasi dobroczyńcy

Już jako nastolatka zaczęłam interesować się naturalnymi sposobami uzdrawiania i tak dowiedziałam się, że kontakt z naturą jest dla nas bardzo korzystny, a szczególne dobroczynnie działają na nas właśnie drzewa.

Ich biopole jest podobne do biopola (czyli pola energetycznego, aury) człowieka, tyle że drzewa, w przeciwieństwie do ludzi, zwykle mają tej energii w nadmiarze – zwłaszcza okazy duże i zdrowe. Dlatego (i jeszcze z wielu innych powodów, o których przeczytasz w drugiej części artykułu) przebywanie w ich otoczeniu bardzo na nas korzystnie działa, odnawiamy przy nich swoje siły żywotne. Jeżeli odczuwamy słabość, niedobory energii związane z przemęczeniem czy chorobami, można świadomie korzystać z ich dobroczynnej mocy. Podobno chętnie się dzielą swoją energią –  wystarczy przebywać w ich otoczeniu, by to odczuć, a jeszcze lepiej kiedy je dotkniemy i o nią w duchu poprosimy.

Ja stosuję to od lat – mam swoje wybrane, ulubione drzewa na różnych trasach wycieczkowych, a gdy jestem gdzieś po raz pierwszy, zawsze znajdę sobie jakieś drzewko do przytulenia. Czasem przytykam do nich tylko dłonie, czasem, gdy kora zachęca do bliskiego kontaktu – dodatkowo czoło lub skronie. Czuję w tych miejscach ciała wyraźne pulsowanie – w moim rozumieniu jest to przekaz energii, za który zawsze z wdzięcznością dziękuję!

 

Drzewa są boskie :)

Jako że lubię na wszystko patrzeć przez pryzmat duchowości, także drzewa postrzegam nie tylko jako duże rośliny z pniem i koroną, ale przede wszystkim jako boskie istoty pełne Ducha. Bardzo łatwo jest mi poczuć w przypadku drzew, że są one przejawem Boga, darem od Niego. Tyle dobra przynoszą Ziemi, że można w nich zobaczyć kwintesencję boskiej mądrości i miłości – prawdziwy CUD!
(Zapewne, gdyby się bliżej przyjrzeć każdemu stworzeniu, można by dojść do tego samego wniosku!)

Paramahamsa Prajnanananda – mistrz krija jogi zalecając postrzeganie Boga we wszystkim, ujął także drzewa. To jego piękna wypowiedź:

„W momencie kiedy nauczymy się postrzegać obecność Boga we wszystkim – w drzewach, w rzece, w członkach rodziny czy nawet w naszych wrogach – zdamy sobie sprawę, że wszystko jest Bogiem i Bóg jest we wszystkim. Postrzeganie Boga przynosi całkowite i niekończące się szczęście i pokój. Osoba, która mocno wierzy w Boga jest wolna od strachu.”

Mając takie zrozumienie, wiesz, że kiedy przytulasz się do drzewa – przytulasz się do Boga!
Kiedy prosisz drzewo o energię, tak naprawdę czerpiesz ją z boskiego nieskończonego rezerwuaru  miłości, która koi i uzdrawia. I jest zawsze dla nas dostępna. Czyż to nie cudowne?! :)

 

Bliskie spotkanie z miłorzębem

Niedawno będąc u Mamy wybrałam się jednego wieczoru na samotny spacer po zmierzchu.
Nie szukałam wtedy żadnego drzewa, chciałam się zwyczajnie przejść, przewietrzyć.  A ono jednak samo się znalazło. Miłorząb japoński – tutejszy pomnik przyrody. Stoi tam od lat, odkąd pamiętam. Najpierw chciałam go minąć. Ale… spontanicznie postanowiłam przejść za barierki go otaczające i przytulić się do niego.

Nie tylko po to, by poprosić o dobrą energię. Poczułam jakby to drzewo chciało zostać przytulone! Stoi tam – dziesięciolecia, a może już setki lat. Codziennie mijają go ludzie, mijają samochody, coraz więcej samochodów – bo zrobiono koło niego ruchliwą ulicę. Ale – czy ktoś je naprawdę zauważa?

 

Miłość do drzewa

Temu konkretnemu drzewu nadano miano pomnika przyrody i naznaczono zieloną tabliczką.
Ale czy ktoś jest wdzięczny za to, że ono tam stoi od lat? Czy ktoś je czule i z wdzięcznością dotyka? Zastanowiłam się – czy to drzewo w ogóle tego potrzebuje? Jakby nas – ludzi – nie było, stałoby sobie tam spokojnie i może miałoby się dużo lepiej bez trucizn przez nas produkowanych docierających do niego ze wszystkich stron – z powietrza, wody i gleby.  Może jest całkowicie samowystarczalne – skoro jest boską istotą, to czuje jedność z wszechświatem i cały czas ma się świetnie?

Liczę, że tak właśnie jest, ale w tamtej chwili wydało mi się, że ono tam jest takie samotne… jak stały element krajobrazu, który niewiele znaczy i nikt, poza obsikującymi pieskami, nie zwraca na niego uwagi… W tamtym momencie miałam większą potrzebę by je przytulic i powiedzieć „Kocham Cię, dziękuję Ci że tu jesteś, jesteś piękne” niż sama coś od niego otrzymać. Wzruszyłam się tą chwilą naszej bliskości. To było coś wyjątkowego. Nawet jeśli drzewo tego tak nie przeżyło :) ta chwila była cenna dla mnie. Postanowiłam pójść tam kolejnego dnia i zrobić mu pamiątkowe zdjęcie. Oto miłorząb japoński na jednej z głównych ulic mojego rodzinnego miasta:

Drzewo miłorząb japoński

Miłorząb japoński – drzewo, które wzbudziło moją miłość :)

 

Randka pod drzewem

Mamy też z Tomkiem ważne drzewo w naszej wspólnej historii. Na jedną z pierwszych randek Tomek zabrał mnie do Wlenia – tam szliśmy kilka kilometrów aż dotarliśmy do dębu rosnącego nad rzeką Bóbr, które to drzewo koniecznie chciał mi pokazać. Tomek wcześniej często jeździł w te okolice i zaprzyjaźnił się z tym drzewem – jak twierdzi „czuł od niego ojcowską energię i chciał się ze mną tym podzielić” :) Spędziliśmy tam trochę czasu, polegując na rozłożonych kurtkach, a potem nie mogliśmy otrzepać się z chmary kleszczy ze skrzydłami (strzyżaków), które nas obsiadły. Na szczęście żaden nas nie ugryzł, a my do dziś o wspominamy to jako wesołą przygodę.

Tomek opowiadał, że gdy miał kiedyś gorsze samopoczucie to poszedł do lasu, wtulił się w korzenie wybranego drzewa i siedział tak przez pewien czas, regenerując się. Wrócił do domu w zupełnie innej formie!

Mam nadzieję, że spodobały Ci się te opowieści :)
A może Ty masz jakieś ważne i cenne doświadczenie z drzewem, drzewami, lasem? Napisz o nim w komentarzu!

Z miłością do świata :)
Joanna Stelmach

PS. W drugiej części artykułu lista dóbr oferowanych nam przez drzewa – długa a i tak niekompletna, oraz moja propozycja jak nawiązać pełną miłości więź z drzewami.
Zapraszam serdecznie! :)

> Część druga: Z miłością o drzewach i lasach

 

By | 2018-01-08T23:33:18+00:00 07.01.2018|Categories: duchowość, miłość, zdrowie i ekologia|Tags: , , , |7 komentarzy

About the Author:

Psycholog i psychoterapeuta - pracuje w nurcie terapii poznawczo-behawioralnej. Jej pasją jest Miłość i Duchowość - ich obserwacja, kontemplacja i świadome przejawianie w codziennym życiu. Uwielbia przyrodę, jogę, śmiech. Szczęśliwa małżonka Tomasza Kurzydłowskiego :)

Dodaj komentarz

avatar
Alicja
Gość

Ach te nasze piękne drzewa. Ja tez miałam taki kasztanowiec pod którym często się bawiłam, mam też trzy brzozy które kiedyś posadzilam że swoją ciocia która już nie żyje. Zastanawiam się tylko czy nie zostały ścięte brzozy które dały mi mądrość, które pomogły mi pojąć ortografię w podstawowce:) sprawdzę to czy jeszcze tam są i zrobię sobie z nimi zdjęcie bo przecież są takie ważne w moim zyciu:)